Idź! Nie rezygnuj! Pierwszy Ogólnopolski Bieg Nordic Walking


W imprezie zorganizowanej przez Wojewódzki Ośrodek Kultury i Sportu “Stadion Śląski” w Chorzowie pod hasłem “Chodzić każdy może”, zawodnicy mieli do wyboru trasy o długości 5, 10 i 15 km.

Źródło: http://www.stadionslaski.pl/plan_imprez/wydarzenia_archiwum/id:337.html

Jak wiele rzeczy dzieje się przez przypadek…

Znajomi minionej niedzieli – 21 kwietnia 2013r – startowali w Orlen Warsaw Marathon. Mnie jeszcze daleko, by zmierzyć się z takim dystansem. Pod koniec tygodnia – przed startem w Warszawie – rozważałam, gdzieżby wystartować integrując się duchowo ze znajomymi.

O Biegu Korfantego myślałam już wcześniej, jednak za późno się zreflektowałam: minął już pierwszy termin wpłaty za udział w imprezie, a teraz koszt jest podwojony.  Jakimś przypadkowym przypadkiem odnalazłam informację o ‘Biegu …’ – ale dziwnym: ‘Nordic Walking’. To z kijami. Ale przecież to chodzenie, nie bieganie!

Zafascynował mnie dystans: 15 kilometrów. Może wystartuję?

Tak było we środę. Zaś w piątek, gdy ponownie weszłam na stronę internetową, gdzie podano regulamin, doczytałam, że zgłoszenia były. Do szesnastego kwietnia! W innym punkcie podane formy zgłoszenia. Numer telefonu – zatem zadzwoniłam. Po drugiej stronie odezwał się Pan Adam Pawlicki.

–        Jak miło Pana usłyszeć. – witam rozmówcę. Dopytuję o imprezę. Zapisy nadal są! I można również dokonać tego na samej imprezie, informuje mnie rozmówca.
–        Bardzo się cieszę! – dodaję.

Piątkowa późna wieczorna pora, albo i noc – zegar wskazuje dwudziestą pierwszą z czymś. Jechać, nie jechać? – rozważam jutrzejszy start. – Jaka pogoda? Zapowiadali deszcze, chłody… – rozmyślam. Idę spać.

Budzika nie nastawiam. Jak wstanę – pojadę.
Samo się budzi budzenie. Za oknem szarawo. Pochmurno. Wstałam na tyle wcześnie, by zdążyć oprócz toalety porannej, przygotować sobie na gorąco owsiankę i spakować kilka kanapek.

Pociąg. Obliczam czas: dojechawszy do Katowic, będę miała godzinę, by dojechać do Stadionu Śląskiego, gdzie ostateczną godzinę zgłoszenia ustalono na 10:30. Z Chorzowa będę miała kwadrans więcej. Zatem wysiadam na stacji Chorzów Miasto. I… I zaliczam wstępną rozgrzewkę przed startem: pomyliłam kierunki, nie trafiłam na właściwy przystanek tramwajowy. W sumie na piechotę doszłam do Stadionu. Od wyjścia z pociągu zajęło mi to niemal czterdzieści pięć minut. Kilometrów jeszcze nie liczę.

Swój numer startowy odbieram pięć minut przed wyznaczoną godziną zamknięcia zgłoszeń. Szybciutko do szatni. Przebrać się, przypiąć numer startowy, oddać rzeczy do depozytu. Na tyle szybko i sprawnie to się odbywa, że zdążam jeszcze na rozgrzewkę prowadzoną dla wszystkich przez profesjonalistę. Prowadzący imprezę – Panowie Adam Pawlicki i August Jakubik – instruują przybyłych kiedy kto startuje. Trasy są trzy począwszy od 5 kilometrów, skończywszy na 15. Startują co kwadrans. Zaczynają biegacze-chodziarze na najdłuższym odcinku.

Dochodzi godzina jedenasta. Ustawiamy się na linii startu. Ogólnie zgłoszonych jest ponad dwieście osób. Moja grupa dość liczna.

Końcowe odliczanie – i start!!!

Wystartowali wygłodniali chodu – tak oto oceniam moich współzawodników.  Nordic  Walking nie jest moją mocną stroną. Na co dzień nie trenuję tego sportu. Startowałam – podobnie jak tutaj – przez przypadek w górskim chodzie. To było wieki temu.  Na zdecydowanie dłuższym dystansie. O sporcie tym wiem jedynie tyle, że: wysokość kijków powinna być uregulowana do tego stopnia, by ręce były ugięte w łokciach pod kątem prostym, gdy dłonie wsparte są na uchwytach kijków.

Startujący wymaszerowali naprawdę – jak na mnie – mocnym tempem. Nie mogę dać ponieść się fali prędkości. Muszę dostosować swoje siły do własnych umiejętności. Przed nami 15 kilometrów. Jak opowiadali prowadzący – trasa najłatwiejszą nie jest, gdyż znajduje się na 5kilometrowej pętli kilka wzniesień. Odpowiednio rozłóżcie siły – wspomniał Pan August Jakubik.

Jest to ogólnopolska impreza. Wśród startujących wielu zawodowców, co odczuwam na pierwszych metrach. Ci najszybsi w ciągu kilkudziesięciu sekund co raz bardziej oddalają się ode mnie. W okolicach pierwszego kilometra oceniam, że najszybsi są już przede mną co najmniej 400 metrów! Wśród nich są również kobiety!

Byle nie zrezygnować, byle wytrzymać, byle przejść całą trasę – kołacze się w moich myślach. Odganiam lęgnące się myśli, co zrobię, gdy rozbolą mnie nogi do tego stopnia, że już nie dam rady pójść dalej… Gdy…, gdy…, gdy… – nie pozwalam tym myślom rozwijać się bardziej.

Idę, odpychając się kijkami. Przyglądając się tym, którzy przede mną: jak należy iść, jak należy prowadzić kijki, jak się poruszać… Iść, iść – nie rezygnować!

Pierwsze wzniesienie w połowie drugiego kilometra, oceniam. Nie wiem, czy rzeczywiście: na trasie nie są określone odcinki, przynajmniej ja tego nie dostrzegam. Ale oznakowanie WZOROWE! Nie ma szans na pomylenie trasy chodu. Co kilkaset metrów wolontariusze, w punktach trudnych – na zakrętach – wolontariusze.

Wzniesień w sumie chyba cztery. Nawierzchnia asfaltowa. Niemal równa – bo zdarzają się odcinki wybrzuszeń asfaltu. Są dwa odcinki prowadzące ceglanymi fragmentami. Dwa kilkusetmetrowe odcinki, na początku i pod koniec trasy – kolorowe: czerwony, ten pierwszy, czerwono –zielony, ten drugi.

Pierwsza pętla – to taka jakby moja porażka chodziarza: na samym starcie miałam wrażenie, że niemal ostatnia jestem. Później okazało się, że nie tak bardzo, bo wyprzedziło mnie jeszcze kilka osób na kolejnych kilometrach.

Pogoda dopisuje: idealna dla takiego marszu. Chłodnawo. Trochę pochmurno, ale nie pada. Kilku startujących ubranych jest w koszulki na ramiączkach, krótkich spodenkach. Większość w długich sportowych bluzkach i leginsach. Ja zostawiłam sobie, jak jeszcze kilka – ale niewiele – innych osób, kurtkę.

Drugą pętlę rozpoczynam odrobinę szybciej. Przynajmniej próbuję, mam takie wrażenie, że zmuszam się do przyspieszenia. Po kilkuset metrach udaje mi się wyminąć jedną osobę. Kobieta, którą zostawiam za sobą ciężko oddycha. Idzie zatem maksymalnym swoim tempem. A dla mnie to znaczy, że ja powinnam jeszcze wykrzesać z siebie więcej! Jeszcze nie włączyłam biegu ‘sapania’. Zatem – przyspieszam. Iść! Iść jak najszybciej. Czuję tę prędkość w piszczelach. Oby ich nie ‘zablokować’, oby nie zamęczyć.

Przed czwartym kilometrem wymija mnie znowu następny zawodnik.

Staram się tym nie rozpraszać, nie zniechęcać. Idź! Nie rezygnuj! Przejdź całość! – powtarzam sobie.

I idę. I mijam linię startu, zatem trzecia pętla przede mną. I nadal mam jeszcze siły.  W oddali przede mną dwie sylwetki zawodników. Chyba obie to kobiety. Jedna na pewno:  w różowej koszulce. Cały czas w dużej odległości ode mnie. Mój cel: przegonić, a przynajmniej dogonić, różową koszulkę. Nie wiem, czy nie porywam się ‘z motyką na księżyc’. Kobiety są przede mną co najmniej trzysta metrów!

Idź! Nie rezygnuj! Wykrzesaj z siebie więcej – instruuję swój mózg, by przekazał to moim mięśniom. Na jej jeden krok, twoje dwa – mówię swoim myślom mając nadal cel w postaci kobiety w różowej koszulce. I idę, maszeruję. Pierwsze wzniesienie ostatniej pętli. To tylko wrażenie, czy rzeczywiście panie przede mną stają się wyraźniejsze? To by znaczyło, że udaje mi się przyspieszyć.  Albo one zwalniają…

Wymijam pana, który dzieli mnie od tych dwóch pań. Ta w różowej koszulce chyba zwalnia: tuż na drugim wzniesieniu zostaje wyminięta przez drugą z pań. Wydłużam krok. Podchodząc pod górkę, intensywniej odpycham się kijkami. Praca rąk, współpraca z nogami: lewa z prawą, prawa z lewą. I do przodu! Do przodu! Do – udaje się! – wyprzedzenia! Najpierw ta w różowej koszulce, po kilkudziesięciu krokach zrównanie się z tą drugą panią. I marsz, marsz, marsz – aż wyprzedzić!

Daj z siebie wszystko! – mówię w ciszy sobie. – Daj z siebie jeszcze więcej! Teraz nie pozwól się wyprzedzić – słyszą moje myśli od mojego mózgu. Podejście pod ostatnie wzniesienie. Zakręt jeden, zakręt drugi. Kolorowy odcinek. Słyszę kije: czy to ktoś chce mnie wyprzedzić, czy to idący przede mną stają się tak słyszalni? Iść! Nie dać się już nikomu wyprzedzić! Wyprzedzać innych – co znów się udaje. Meta za 50 metrów. Jeszcze wytrzymaj! Przyspiesz! – i: jest!!! Przekraczam linię mety. Wyłączam stoper: 1 godzina 49 minut  22 sekundy.

Doszłam! Udało mi się wyprzedzić kilka osób. Nie zrezygnowałam! Czuję tylko… wszystkie palce u stóp. Poobcierane na pewno. Mam nadzieję, że to chwilowe, że szybko się zregenerują.

Wracając do linii mety, do sceny, na której w ciągu całej imprezy cały czas coś się dzieje – spotykam Pana Pawlickiego.

–        I jak? Które miejsce? – dopytuje
–        Jeszcze nie wiem. Wyników naszej kategorii jeszcze nie ma.
–        A jak wrażenia?
–        Rewelacja. To świetna impreza.
–        Zapraszamy na żurek – wskazuje miejsce ‘stołówkowe’.

Nim tam przejdę, podchodzę jeszcze do linii mety. Dopytuję o wyniki startujących na 15 km. Jeszcze nie ma. Czekają na trzy osoby, które jeszcze na trasie.

Idę na żurek. Pychotka! Dawno nie jadłam tak dobrego żurku! Wracam do wyników. Nadal nie ma.

–        Jaki czas miała najszybsza kobieta? – dopytuję organizatorów, pilnujących czas.
–        Już sprawdzam – odpowiada kobieta siedząca przy laptopie. – Godzina czterdzieści cztery.
–        Osiągnąwszy godzinę czterdzieści dziewięć, która jestem? – dopytuję.

Pani sprawdza, wyczytuje:

–        Trzecia w swojej kategorii.

Na mojej twarzy rozkwita uśmiech. Nieźle!

–        Może się coś jeszcze zmienić?
–        Raczej nie. – odpowiada pan.

Hm… Radocha nieziemska! Udało mi się pokonać taki dystans chodem i wyprzedzić nie jedną kobietę! A wydawało mi się, że na starcie tak wiele kobiet wystartowało szybciutko, a ja wyminęłam tylko trzy, czy cztery.

Wracam do namiotu konferansjerów. Dopytuję, o której zakończenie i dekoracje. Jeszcze trochę czasu to potrwa. A ja muszę się zbierać! Jeśli teraz nie dojadę do centrum Katowic, zbyt późno mam następny pociąg do domu. Pan Pawlicki, z którym rozmawiam, sugeruje, że nagrodę mogę odebrać innego dnia. Umawiamy się właśnie tak. I idę…

Po udanym startowo dniu. W pochmurnej aurze. W delikatnym chłodzie.

Impreza – wg mnie – prześwietna. Najważniejsze, że wystartować mógł każdy, niezależnie od umiejętności i posiadanej kondycji.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s