Półmaraton Puszczy Kampinoskiej


polmaraton-puszczy-kampinoskiej

Mieniący się tysiącem barw Kampinos. Jesienne liście na gałęziach, w powietrzu i pod stopami, przeszywający wiatr. Czyste sportowe endorfiny. Wewnętrzna wolność biegacza. Prostota i „to coś”, co w przełajowym bieganiu kocham najbardziej.

Przed tym biegiem nie ma stresu

Tydzień i dzień przed zawodami byłam niezwykle zrelaksowana. Momentami wręcz zapominałam, że w sobotę czeka mnie ponad dwadzieścia kilometrów po lesie. Nawet ubrań nie przygotowałam sobie dzień wcześniej, co zawsze czynię. Nie pilnowałam zbytnio diety. Co więcej – w czwartek czy piątek zjadłam ogromny kawał tureckiej chałwy – oj ja grzesznica! Nie zamierzałam się spieszyć, stanęłam przed linią startu w drugiej połówce sznurka zawodników, co później okazało się błędem. Biegaczy sporo jak na leśny charakter imprezy, około 340. W maratonie, który wystartował dwie godziny wcześniej, pobiegło ponad 120 zawodników.

Dymki z ust i skostniałe dłonie

Sobota 15 października nie rozpieszczała pogodą. Choć nie padało, było wilgotno, a powietrze przeszywało arktycznym chłodem. Cieszyłam się, że na start do Dziekanowa Leśnego pod Warszawą miałam możliwość dojechać autem i po odebraniu numeru startowego przeczekałam w ciepełku aż do rozpoczęcia zawodów. Tego dnia bardzo mocno wiało i nie mogłam się zdecydować, co ubrać, w zasadzie nie startuję jesienią i zimą i nie mam sprawdzonych strategii na te pory roku. Cienka kurtka z kapturem założona na techniczny t-shirt oraz czapka z daszkiem zakrywająca uszy okazały się właściwym wyborem. Pierwszy raz od dawna wydano mi tak zminimalizowany pakiet startowy, tzn. po prostu numer z chipem i mapą oraz kuponem żywieniowym.

Start

Ruszyliśmy bardzo niespiesznym tempem, sporo sekund zajęło przekroczenie maty pomiarowej startu i jeszcze więcej dojście do własnego tempa okupione wielokrotnym wyprzedzaniem. W zasadzie po jakichś pierwszych pięciu kilometrach na całej trasie wyprzedził mnie i zachował swoją pozycję chyba tylko jeden zawodnik. Ewidentnie powinnam więc była ustawić się bliżej startu. Już teraz mam świadomość, że dla własnej wygody na trasie warto dobrze wybrać potencjalną „strefę” na swój przewidywany czas, by potem nie męczyć się wymuszonym wolniejszym tempem na odcinkach, na których trzeba biec gęsiego. Ale przecież ja tu nie planowałam rekordów. Może właśnie wtedy, gdy najmniej zakładasz, osiągasz najlepsze rezultaty?

Na trasie

karolina-krawczyk-photographykoniecznie obejrzyjcie całą galerię: Maraton Kampinoski 2016

Malowniczo, żółto-szaro-czerwono-pomarańczowo-brązowo-zielono-złoto. Kolorowo jak w bajce. Wilgotno. Wysokie drzewa, konary, piach, mokre liście, błoto i kałuże, na które trzeba było uważać. Ślisko i nieraz grząsko. Wcześniej sporo padało. Czasem gałęzie na twarzy, nieraz na udach czy kolanach. Teren zróżnicowany, raz miękki, raz twardszy. Szerokie aleje i wąziutkie ścieżynki, zakręcały tam i tu, podnosiły się i opadały raczej delikatnie, choć były i bardziej strome piaszczyste spadki terenu, na których nie oszczędzałam się tym razem wcale. Już na tyle dobrze poznaliśmy się z moimi X-talonami bym wiedziała, że mogę śmigać w nich mocno, mają doskonałą przyczepność, a zarazem wybicie w piachu. Ogromna rozbieżność w ubiorach biegaczy – prawdę mówiąc w ten dzień chyba bym zamarzła w getrach do kolan. Podziwiam morsów w t-shirtach i gatkach. Wprawdzie i ja po jakimś czasie się rozgrzałam, a był i moment, że było mi za ciepło, ale na wietrznych odcinkach długie rękawy sprawdzały się idealnie. Niestety wielokrotnie z chusteczką przy nosie, oj jak to przeszkadza, jak już człowiek nabierze tempa! Trudno. Puszcza czyściła nos i zatoki. Momentami połączenie potu, chłodu, wiatru, wilgoci w powietrzu i kataru utrudniało percepcję. Im szybciej biegłam – tym mniej wyraźnie widziałam trasę przed sobą, musiałam dobrze wysilać wzrok w rozedrganych obrazach, chyba każdy biegacz zna to uczucie. Dwa punkty z wodą (9. i 13. kilometr) i tylko jeden punkt żywieniowy. Tam najprościej jak się da: zwykłe ciasteczka z cukrem i rodzynki. Żadnych izotoników – tego mi trochę zabrakło, ale przeżyłam na wodzie. Po raz pierwszy przetestowałam jedzenie w trakcie biegu – udało mi się pochłonąć, biegnąc, aż trzy ciastka i trochę rodzynek. Zamierzałam przejść do marszu, by zjeść, jak zazwyczaj, ale doping zdumionego moim tempem mężczyzny, który dogonił mnie na punkcie odżywczym, zachęcił mnie do spróbowania tej strategii, która okazała się trafną.

Złamałam 5min/km w crossowym półmaratonie!

Gdzieś od piętnastego kilometra czułam ciągle moc i przyspieszyłam. Co jakiś czas aż do mety wyprzedzałam tu biegaczy i biegaczki. Nie wiedzieć czemu dokładnie w momencie, gdy prawie wylądowałam na miękkiej ściółce (podparłam się rękami), wyprzedził mnie jakiś sympatyczny biegacz. Szybko w locie zapytał, czy nic mi nie jest i pobiegł jak strzała przede mną, usłyszawszy odpowiedź twierdzącą, a ja równie wartko podniosłam się i z ubłoconymi kolanami napierałam dalej. Dwa kilometry przed końcem stali dopingujący kibice, którzy dodali mi skrzydeł. Wbiegłam więc na metę dociskając na końcówce, ile mogłam z czasem 1:37:44 przeszczęśliwa, bo choć trasa miała pomiędzy 20,1 a 20,5 km, to i tak złamałam 5 min/km! Cóż za radość! A przecież biegłam tu na luzie totalnie, przyspieszałam, gdy mogłam, ale nie ścigałam się z nikim, nie planowałam tu wygrywać. Zajęłam szóstą lokatę wśród kobiet (na 110 finiszerek) i 55/334 w klasyfikacji generalnej. Od poprzedniczki dzieliła mnie niecała sekunda. Dziś, po odebraniu wyników żelaza, które od czerwca podskoczyło z 34 (lekkiej anemii) do 112 jednostek myślę, że dobra krew ma ogromny wpływ na wyniki sportowe. Po raz pierwszy od kilku lat mam też właściwy wskaźnik hemoglobiny i hematokrytu! Suplementacja żelazem zrobiła swoje i nie zgodzę się z tymi, którzy twierdzą, że to się nie sprawdza. Na mnie najwyraźniej podziałało. Nie przygotowywałam się przecież nijak szczególnie do tego półmaratonu, a pamiętam, że w czerwcu cieszyłam się jak dziecko z każdej urwanej sekundy z 50 minut na dyszkę na treningach. Na pewno zebrałam też żniwa z całego, przyzwoitego w tym roku sezonu. A może chałwa pomogła. Tak czy siak chyba po raz pierwszy w życiu mogę z ręką na sercu powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z wyniku. I choć to nic dla tych, którzy na co dzień biegają znacznie szybciej, ja mierzę się swoją amatorską miarą i uważam to za spore osiągnięcie.

Bieg dla biegu i więcej nie trzeba

Co najbardziej pozytywnie uderzyło mnie w tej imprezie, to jej ascetyczność i skromność – czysta radość z biegania po puszczy. Małe puchary, brak gadżetów w pakiecie startowym, dekoracje tylko w męskiej i żeńskiej generalce, bez kategorii wiekowych i bez nagłośnienia. Nagrody – vouchery sportowe do sklepu partnera. Niezbędna ilość punktów odżywczych (trzy), woda i skromne przekąski, po biegu słodka gorąca herbata i spaghetti. I już.

Jedyne, czego oczekiwałabym za rok, to możliwość skorzystania z depozytu, którego w tegorocznej edycji chyba nie było (poprawcie mnie, jeśli się mylę). Nie stanowiło to akurat dla mnie przeszkody, ale zapewne samotnym niezmotoryzowanym startującym mogło utrudnić życie. Miło byłoby też dostać medal z napisem „półmaraton” , a nie „maraton”. Takie same malutkie urocze medale rozdano wszystkim uczestnikom. Poza tym uważam, że tego typu imprez powinno być jak najwięcej. Biegowy świat z roku na rok rozrasta i komercjalizuje się tak bardzo, że momentami zaczynam się zastanawiać, czy jeszcze o bieganie w nim chodzi. Na szczęście V Maraton i Półmaraton Kampinoski organizowane przez klub sportowy Ekobiegi udowadniają, że tak. Z ogromnymi podziękowaniami za biegową ucztę i do zobaczenia na szlakach Kampinosu!

Zdjęcia: Karolina Krawczyk

https://www.facebook.com/KarolinaKrawczykFotografia/photos/?tab=album&album_id=1825147261064497

http://www.maratonkampinoski.pl/

Reklamy

2 thoughts on “Półmaraton Puszczy Kampinoskiej”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s