Zagubione kilometry

W którym miejscu jest dziś moja mobilizacja? Na krześle obok, w fotelu czy może w kuchni przy krojeniu rzodkiewki na cienkie plasterki?

Tak sobie dziś jej szukam. Tu i tam, po kątach. Znalazłam roztocza, a niecodzienny pies jaki bywa u mnie też nie na co dzień, wywęszył okruszek suchego rogalika. Zjadł go, bo cóż miał począć wysuszony rogal i ciągle głodny choć najedzony pies? A ja znalazłam resztkę czerwonej fasolki w puszcze, w prawie pustej już lodówce. No nie, nie tak do końca pełnej przestrzeni. Bo siedzi w niej jeszcze zielona rukola od Pani Marty, która pisze fajne książki.

Dziś mam przysłowiowego „kapća”, choć owy w niczym mnie nie tłumaczy. Jak ja nadrobię te zapomniane, dzisiejsze kilometry?

By zacząć robić coś co się kocha, nie tylko trzeba się temu poddać. Ale podjąć nad sobą pracę. Ta praca staje się poszanowaniem własnych wartości. To wędrówka w głąb siebie, zrozumienie wewnętrznej przestrzeni obaw, ale i swojej siły. Uświadomienie sobie, że to co robimy jest wyłącznie naszą ścieżką, której nikt za nas nie pokona. Może jedynie w niej towarzyszyć – wspierać, współodczuwać, rozumieć.

By potrafić przyjąć przyjaźń, musisz umieć stać się w niej przyjacielem. Nie tylko dla kogoś, ale i dla samego siebie.

Jak to się ma, do biegania? W bieganiu dzieje się podobnie jak w życiu. Najpierw musisz je pokochać, by docenić.

Image

Zabiegane myśli, niekoniecznie o bieganiu

Zabiegane myśli, niekoniecznie o bieganiu

/Artykuł napisany dla treningbiegacza.pl/

Rankiem można pisać o wczoraj, bo drugie takie już się nie zdarzy.
Każdy dzień, dzieje się własnym światem, mniej czy bardziej barwnym.

Widziałam wczoraj mnicha. W centrum dużego miasta. Nie pasował do zatłoczonej, gwarnej ulicy. Miał ciemnobrązowy habit, przepasany białym sznurem z trzema supełkami. Franciszkański zakonnik. Chyba odwiedzę bazylikę w katowickiej Ligocie. Tam są drzewa, wokół. I cisza. Miasto nigdy nie będzie już tak aksamitne jak świat zieleni, który coraz rzadziej się zdarza. Gubię się w cywilizacji. Cywilizacji, która pożera wartości, może dlatego, że smakują ciszą. A świat, każe nam żyć głośno.

Widziałam go, kiedy biegłam.

Doświadczyłam wczoraj dialogu, który zaskoczył mnie pewnością słów, ze strony rozmówcy. Uczestniczyłam w dyskusji raczej biernie, nie byłam jej głównym ogniwem. Wróciłam do domu, wraz ze mną przemyślenia. Czy powinno się wymagać od ludzi bardziej, niżeli chcą się z nami dzielić. Dlaczego nie potrafimy przyjąć rozwiązań, które podzielą się dobrem niekoniecznie na pół. Czy zaborczość jest tak istotna, czy to co materialnie zyskujemy przekłada się na nasze zaangażowanie w dany projekt?

Kiedy czegoś się podejmuję, zawsze rozważam ile jestem w stanie dać z siebie. Angażuję się. Planuję. Rozpisuję cele, ten priorytetowy i te mniejsze równie istotne, bo stają się przecież całością planu. Własny wkład w kolejne przedsięwzięcie daje mi satysfakcję. Uczę się. Doświadczam. Dojrzewam.

Tego nauczyło mnie bieganie.

Wspominałam tę dyskusję, kiedy biegłam.

Przyzwyczailiśmy się dostawać coś w zamian, lecz niekoniecznie dawać z siebie. Oczekiwania często przerastają możliwości, trzeba umieć je wyważyć. Wypośrodkować. Dostosować się. Negocjować, bez obrażania innych. Negocjować, to niekoniecznie wymagać. To bardziej wypośrodkowanie własnych potrzeb, argumentów, umiejętny sposób dialogu, który niekoniecznie powinien przybierać formę walki. Ataku, przedstawiania jedynie własnych żądań. Nawet rozbieżność oczekiwań, która często tworzy konflikt, może być konstruktywna. Jeśli jednak stajemy w obronie wyłącznie własnych potrzeb bez uwzględnienia świata drugiej strony, niszczymy konstruktywny dialog. Być może nawet podejmujemy się próby manipulacji rozmówcą. Wtedy niszczymy nie tylko rozmówcę, ale samych siebie. Stawiamy ścianę. Tracimy wiarygodność. Szacunek rozmówcy. Budzimy wątpliwości. Uświadamiamy, że nie jesteśmy ogniwem zespołu, a jedynie broszką pragnącą odrębnej egzystencji, z uwzględnieniem wyłącznie własnych potrzeb. Tylko czy tak naprawdę, wygrywamy wtedy walkę o siebie?

Rozważałam, kiedy biegłam.

Dziś jest rano. Ale za kilka godzin, będzie już popołudnie. Czas, jaki zapewne poda nowe przeżycia, a potem zamieni je w przemyślenia o wczoraj. Być może to zbędna, codzienna filozofia dni poprzednich. Dla mnie jednak istotna, bo zachowanie ludzi jest ważne. Szacunek do innych, poszanowanie czyjegoś świata, a w tym jego wartości.

Jakikolwiek dzieje się świat, kiedy biegniesz staje się ciekawszy. Ciekawszy o to, co robisz z przyjemnością. Zaangażowaniem. W każdej fascynacji poznajesz siebie, krok po kroku. Swoje możliwości, ograniczenia, stajesz bliżej marzeń. Z czasem okazuje się, że sięgasz po nie jak po dobrą książkę, w której treści zatapiasz myśli bez reszty. Pochłania Cię świat, którego wcześniej nie znałeś, a może się bałeś. Świat bliżej Ciebie, w większym rozumieniu inności i pasji innych.

Bieganie, to miłość do siebie.
Bieganie to szacunek do rywala.
Bieganie to wolność, którą pięknie się dzielić.

I zawsze masz czas, na przemyślenia.

Aleksandra Janiszewska, treningbiegacza.pl

W piątek…

… nie miałam możliwości iść pobiegać w terenie. Rano wyprawiłam męża do pracy ,a potem dzieci do szkoły. Jak już byłam sama to poćwiczyłam mięśnie brzucha i mięśnie pleców, na to miałam 30 minut; potem śniadanie i do biura na zebranie, które trwało do godziny 11.30. Po zebraniu na zakupy dla 12 osobowej rodzinki i do kuchni robienie obiadku dla wszystkich. Przygotowywałam obiad, gdy zaczęły schodzić się dzieci. I dalej brak możliwości biegania, dopiero jak się uporałam z obiadem i lekcjami około godziny 16.30 mogłam poświecić chwilkę dla siebie i zaczęłam szykować się na bieżnie na której przebiegłam 8km.

Za to jutro dzieci idą na capoeirę a ja z mężem na 21 km .

List od trenera do Eweliny…

Do Silesia Marathon jest wystarczająco dużo czasu, aby solidnie Ciebie przygotować.

Rozumiem, że po dramacie „warszawskim” jak to opisałaś biegasz 3-4 razy w tygodniu. Może nie tyle,
ze przeholowałaś tam z liczbą treningów, ale może nie trafiłaś w „swój” dzień lub nastąpiła jakaś mała
pomyłka podczas temperowania organizmu na start. Czasami jeden mocny trening może zniweczyć cały cykl
przygotowań.

Z analizy Twojej sympatycznej osoby powiem, że maraton to pestka. Biegasz od 30-60 minut. Jednak szykując
się na maraton od czasu do czasu powinnaś zrobić long run, który trwałby około połowę tego ile zajmuje
Ci pokonanie maratonu- wtedy mięśnie aż tak nie pieką podczas biegu, ogólnie jest lżej i łatwiej pokonać
królewski dystans.

Moja propozycja na następny tydzień (12.03-18.03) – nie napisałaś w jakie dni biegasz więc strzelam w
ciemno, jeżeli nie możesz w jakiś dzień wyjść z różnych przyczyn to napisz do mnie, a zrobimy korektę planu.

Poniedziałek – spokojnie 40 minut, najlepiej w urozmaiconym terenie.
Środa – wybieganie 40 min + 10 min szybszym tempem (po wybiciu 40 min biegu automatycznie
przyspieszasz o ok. 35-40 sekund szybciej niż dotychczas na km i tym tempem pokonujesz 10 minut).
Sobota lub niedziela – spokojne rozbieganie 70 minut w urozmaicony terenie, ten trening jest na typowe
zaliczenie, chodzi o to aby Twoje mięśnie powolutku adoptowały się do dłuższego
wysiłku.

Pierwszy tydzień ma mi pomóc w dokładniejszej analizie Twojej biegowej i przygotuje Ciebie do następnego
etapu przygotowań.

Bieganiu trzeba się poddać.

Nie jestem typowym maratończykiem. Długodystansowcem z powołania.
Jestem biegaczem, pączko-zrzucaczem. Kocham ciastka, ale one mnie nie.
Bieganie jednak polubiło mnie bardziej, z wzajemnością. Oddaję mu każdą wolną chwilę. A kiedy brakuje czasu na trening, burzy się we mnie świat. Dlatego czynię życie tak, by w codzienność zakradała się odrobina wolności. Kiedyś mijałam marzenia, dziś częściej przy nich przystaję. A potem, zwyczajnie dotykam codziennością. Dzięki bieganiu.

By polubić świat pasji, trzeba najpierw się z nią zapoznać. Podjąć próbę. Posmakować. Nie podawać sobie argumentów z przeciwległych biegunów, nie przekonywać ciała: „nie podołam”, „nie potrafię”, „to nie dla mnie”.
Bieganiu trzeba się poddać.
Oddać ciału przestrzeń myśli.
Rozmawiać ze sobą.
Wyciszyć.
Poczuć jak smakuje wolność. Wolność, jaka kryje się we własnym ciele i próbować się w nie wsłuchać.

W bieganiu nigdy nie zmierzasz donikąd. I nigdy, nie zawracasz. Bo każdy kilometr to krok przed siebie, nawet jeśli pokonujesz go często tą samą ścieżką.

Spróbuj.

Image

Panda Yolanda

Wiosna mówiła, że przyjdzie w weekend. Choć nie wiem, czy dogada się ze słońcem. Oby!

Jak mi się chce, do nut. Do pianina. Do gitary. Do tego co kiedyś potrafiły palce, bo pamiętał je mózg. Nie potrafię odnaleźć szufladek, w których zapisane były biało-czarne klawisze fortepianu. Oj, jak chciałabym znowu myśleć wiolinowo.

Nie pobiegałam rano, nie podjęłam tego kroku wieczorem. Dałam stopom wolne, przyda im się oddech. Poszłam na kawę, do kuzynki, Pandy Yolandy. Ma fajne, czerwono-ścienne mieszkanie. Były i gołębie na balkonie. Dwa. Były, bo już ich nie ma. Całkiem pierzaste były, takie zwykłe dachowce. Lubię dachowce, czy to koty czy inne stwory. Po gołębiach dziś nie ma śladu, wyprowadziły się. Nie wiem, jakiej Jola słucha muzyki, ale może nie tolerowały nawyków nowego lokatora ;-).

Żeby nie popaść w bezruchową depresję, wybrałam dziś dwa kółka. Pedałowałam w deszczu, w rowerowych spodniach trzy czwarte. Lampki, odblaski, pełen efekt choinkowy, mimo iż bliżej do świąt wielkanocnych niżeli do wigilijnej gwiazdki. Ścigałam się z autobusem linii miejskiej, potem do akcji wkroczyła koparka, ale z nią nie miałam żadnych problemów sprinterskich. Był też pan na szosówce w niebieskiej czapce. Śmignął, szuuu! I już go nie było. Bez kasku, o zgrozo!
Ja za to czułam się bezpiecznie w swojej skorupce na głowie, bo nigdzie się bez niej na jednośladzie nie ruszam. Dobrze, że biegać nie trzeba w kasku! Na pewno jednak warto pamiętać o tym, by być widocznym. Nie zaszkodzi choć jeden, dodatkowy odblaskowy element. Choć zdarza się, że ludzie patrzą na biegaczy jak na kosmitów, ale to chyba mi się podoba. Mogę być Alfem, albo ET. Lubię świecić seledynem w nocy. I lubię kolorowo biegać!

Teraz pozostaje mi tylko przekonać Pandę Yolandę do ruchu, choćby w poszukiwaniu zagubionych gołębi. To może być fajny bieg na orientację z wyczuciem ornitologicznym.  Niech będzie to mój taki mały, priorytet wiosenny.

Image

Pierwszy trening i stłuczka

Uwaga! uwaga! oficjalnie rozpoczęłam plan treningowy do SILESIA MARATONU! Na dobry początek miało być 40 minut, spokojnego biegu. „Miało być” – wyszło? Intensywne 40 minut, ponieważ musiałam wyrzucić negatywne emocje. Ktoś zapyta skąd te emocje???

 Przed południem…jedna pani…drugiej pani wjechała w bok. Ofiara – to niestety ja i moje autko. Więc ciśnienie miałam wielkie. Jeśli ktoś się zastanawia, czy bieganie pomaga w pozbyciu się nerwów – jestem najlepszym przykładem – POMAGA!!!
Trening zaliczony…w nowych, pięknych i bardzo wygodnych PUMACH FAAS 500, w kolorze: szaro, niebiesko, różowym. Tak, tak, w różowym:)
Buty są sprężyste, miękkie i fajnie oddają energię z podłoża.
Dzisiaj macie też okazję zobaczyć dwa zdjęcia z mojej „Czeluści”. Pierwsze może mniej okazałe, bo to widok z klatki. Za to drugie: moja ukochana ścieżka przez pola.

Ser, białko i mózg.

Od dziś, przez cały najbliższy tydzień, warto rozmawiać ze swoim mózgiem. Właśnie rozpoczął się Tydzień Mózgu. W takim razie, to powinien być mądry tydzień!

Na dodatek, mój ulubiony, żółty ser w roli głównej. Cytując za „Style i Charaktery”, dieta wysokobiałkowa powoduje zwiększenie wytwarzania neuroprzekaźników, czyli jednym słowem usprawnia nasz mózg. To fajnie, bo uwielbiam żółty ser z dziurami, bez dziur i pomiędzy dziurami. To moja poza biegowa pasja, jakże mysia i wdzięczna. No i przede wszystkim, pyszna i zdrowa! Pamiętajmy jednak żeby kupować pełnowartościowe sery, a nie podrobione serowe nazwy. To ma znaczenie – skład ma znaczenie. Bo rynek raczy nas wieloma gatunkami serów, ale i serami… seropochodnymi. Nie omieszkajmy też zaprzyjaźnić się z rybką, tylko nie tą z akwarium, tej nie jedzmy! Polubmy też kurczaki i może choć na ten tydzień, dajmy spokój świnkom. Wtedy nasz mózg polubi nas bardziej, a na pewno zacznie z nami lepiej współpracować.

Dzisiejszy poniedziałek, poza dobro-mózgostanem, serwuje nam także Światowy Dzień Drzemki w Pracy. Wow, no to nic tylko uciąć komarka. Zatem wszyscy, ale to bez wyjątku, robimy sobie dziś przerwę: liczymy barany, czy owce i śpimy. Drzemka standardowo nie trwa dłużej, niż będziemy drzemać ;-). Nie śpijcie jednak zbyt długo, bo zapomnicie wyjść z pracy. No a przecież po pracy czeka nas trening! Ta odrobina ruchu na pewno przyda się dla mózgu, on lubi endorfiny. To karma duszy. I lepszy, pozytywny świat!

Wtedy będziesz spoglądać na świat „z jajem” 🙂

Image

Zdarza się, że…

Link do filmu

… poznajemy kogoś, wymieniamy pasje. Tańczymy. Śpiewamy. Biegamy.

Kocham miękką muzykę, smooth jazz, ciepłe nuty. Delikatne dźwięki pianina, czy akustycznej gitary. Wokal, jaki urzeka w przekazie poetyckiej treści. Zafascynował mnie jej muzyczny świat, a ona polubiła moje sportowe pasje – mountain bike, bieganie. Umawiałyśmy się zawsze za krzakiem, przy płocie jej domu. Rankiem. Wcześniej. Godzinna przebieżka z porannymi śpiochami w oczach, to co! To była motywacja! Bo trzeba było stawić się punkt szósta za krzakiem. Ten krzak wpisał się w nasze życie, tak jak codzienne poranne przebieżki.

Dziś, mieszkamy od siebie znacznie dalej. I nie możemy już umawiać się pod tym samym krzakiem, by pobiegać. Ale nadal mamy pasje, które w sobie cenimy. Nadal z przyjemnością zjawiam się na koncertach Anity i jej zespołu „Pilar”, bo to jeden z piękniejszych muzycznych światów jaki poznałam. A przecież tak często, biegam z muzyką. Ona, mam  nadzieję, biega czasem wśród swoich krzaków, w innym już lesie. I nadal pozostaje szalona, tak jak na załączonym powyżej linku, choć w tu zupełnie nie swoim repertuarze. Ale przecież, pasją można się doskonale bawić!

Jakikolwiek dzieje się świat, staje się ciekawszy. Ciekawszy o to, co robisz z przyjemnością. Zaangażowaniem. W każdej fascynacji poznajesz siebie, krok po kroku. Swoje możliwości, ograniczenia, stajesz bliżej marzeń. Z czasem okazuje się, że sięgasz po nie jak po dobrą książkę, w której treści zatapiasz myśli bez reszty. Pochlania Cię świat, którego wcześniej nie znałeś, a może się bałeś. Świat bliżej Ciebie, w większym rozumieniu inności i pasji innych. Bo jeśli masz pasję, zrozumiesz i czyjąś. I możesz spróbować pięknie się nią dzielić.

Link do filmu

… poznajemy kogoś, wymieniamy pasje. Tańczymy. Śpiewamy. Biegamy.

Kocham miękką muzykę, smooth jazz, ciepłe nuty. Delikatne dźwięki pianina, czy akustycznej gitary. Wokal, jaki urzeka w przekazie poetyckiej treści. Zafascynował mnie jej muzyczny świat, a ona polubiła moje sportowe pasje – mountain bike, bieganie. Umawiałyśmy się zawsze za krzakiem, przy płocie jej domu. Rankiem. Wcześniej. Godzinna przebieżka z porannymi śpiochami w oczach, to co! To była motywacja! Bo trzeba było stawić się punkt szósta za krzakiem. Ten krzak wpisał się w nasze życie, tak jak codzienne poranne przebieżki.

Dziś, mieszkamy od siebie znacznie dalej. I nie możemy już umawiać się pod tym samym krzakiem, by pobiegać. Ale nadal mamy pasje, które w sobie cenimy. Nadal z przyjemnością zjawiam się na koncertach Anity i jej zespołu „Pilar”, bo to jeden z piękniejszych muzycznych światów jaki poznałam. A przecież tak często, biegam z muzyką. Ona, mam  nadzieję, biega czasem wśród swoich krzaków, w innym już lesie. I nadal pozostaje szalona, tak jak na załączonym powyżej linku, choć w tu zupełnie nie swoim repertuarze. Ale przecież, pasją można się doskonale bawić!

Jakikolwiek dzieje się świat, staje się ciekawszy. Ciekawszy o to, co robisz z przyjemnością. Zaangażowaniem. W każdej fascynacji poznajesz siebie, krok po kroku. Swoje możliwości, ograniczenia, stajesz bliżej marzeń. Z czasem okazuje się, że sięgasz po nie jak po dobrą książkę, w której treści zatapiasz myśli bez reszty. Pochlania Cię świat, którego wcześniej nie znałeś, a może się bałeś. Świat bliżej Ciebie, w większym rozumieniu inności i pasji innych. Bo jeśli masz pasję, zrozumiesz i czyjąś. I możesz spróbować pięknie się nią dzielić.

Gdzie są moje cztery łapy?

Dzień dobry, wstałaś już?

Godzina 6.00. Budzik. Telefon. Pierwsze wiadomości w radiu. Poranna gazeta na stole. Codzienny zamęt. Myślę tylko o tym, co on. O powietrzu, ruchu, przestrzeni. On, ma cztery łapy i czarny, wilgotny nos. No i kilka czarno-beżowych łat.

Blisko jest las, tam biega się pełniej. W ciszy, z dala od zgiełku. Bo przecież nie każde miasto bywa takie miejskie, niektóre miasta mają szczęście. Może i ja, że mieszkam tuż obok lasu. Duże katowickie osiedle, jedno z wielu.
Być może bieganie to jedyna piękna samotność, ale w towarzystwie zawsze dzieje się pełniej.
Nie mieszkamy ze sobą, ale zdarza nam się biegać wspólnie. Wprawdzie on ma dużo lepsze przyspieszenia i mimo swoich psich jedenastu lat, ponadczasową kondycję – wyprzedza mnie znacznie szybciej niżeli Forrest Gump.

Bieganie, to takie szybsze chodzenie, tylko troszeczkę ponad ziemią. Potem, wejdzie Ci to już w nawyk. I wszędzie, będziesz poruszać się szybciej, radośniej i pewniej. Będziesz się unosić. Nieważne jak spojrzą na Ciebie ludzie, ważne że Ty poczujesz się pewnie w ich spojrzeniu.

„Zawsze jak gdzieś szedłem, to biegłem.” /Forrest Gump/

Nie lubisz biegać samotnie? Znajdź dla siebie przyjaciela, w rozumieniu pasji i w łaknieniu ruchu. Może mieć także cztery łapy. Uwierz, to doskonały kompan w biegowej przygodzie. Tylko pamiętaj, że zawsze powinien mieć zimny, wilgotny nos!

 

Image

Mordek, mój biegowy Forrest Gump.

Wyznacz drogę do celu na swojej mapie marzeń

1

Ponieważ zajmuję się ostatnio głównie bieganiem, piszę o drodze do osiągnięcia celu biegowego:) Poniższą metodę można z powodzeniem stosować i na innych polach.

Jeśli jesteś całkowicie początkująca to, o ile oczywiście zaczniesz treningi już TERAZ, powitasz lato w całkiem przyzwoitej formie. Jeśli biegasz od dłuższego czasu i być może startujesz w różnych imprezach biegowych, to najpewniej rozpoczynasz właśnie okres przygotowań do wiosennego startu – pora więc pomyśleć o podniesieniu poprzeczki. Czytaj dalej „Wyznacz drogę do celu na swojej mapie marzeń”

Hello world!

Welcome to WordPress.com. After you read this, you should delete and write your own post, with a new title above. Or hit Add New on the left (of the admin dashboard) to start a fresh post.

Here are some suggestions for your first post.

  1. You can find new ideas for what to blog about by reading the Daily Post.
  2. Add PressThis to your browser. It creates a new blog post for you about any interesting  page you read on the web.
  3. Make some changes to this page, and then hit preview on the right. You can always preview any post or edit it before you share it to the world.