Zwycięzca własnej porażki

Image

Jeśli zaczniesz uprawiać sport choćby amatorsko, przekonasz się, że jest to zupełnie inny sen niżeli ten z telewizji. Sport nie jest łatwym kąskiem. Zarówno w treningowych postanowieniach i systematyczności, jak i po zawodowej jego stronie. Gdyby przyjrzeć się profesjonalistom, to nie jest łatwy kawałek chleba. Poza sportowym talentem i intensywną pracą nad swoim ciałem, trzeba jeszcze poskromić duszę. Emocje. Świat pełen wrażeń i często niestety niemiłych spojrzeń na porażki. Nic nie poda zawodnikowi tak silnego argumentu do dalszej pracy, jak zwycięstwo. Wykonanie założonego planu czy zaskoczenie samego siebie lepszym niż przewidywany, wynikiem. Bo wtedy staje się doceniany przez innych. Jest pamiętany.

Właśnie czytam o Agnieszce Radwańskiej, jak niesiona jest teraz w sławie przez dziennikarzy po wygranym, najważniejszym po wielkoszlemowych zawodach, tenisowym turnieju w Miami. I to z samą Sharapową, z którą miała na pieńku i prywatnie. Bo sportowcy są buńczuczni i czasami się boczą, ale tacy być muszą. Jeśli cokolwiek trenowałeś, coś o tym wiesz. Człowiek musi być charakterny bez tego nie osiągnie sukcesu. W sporcie nie ma miejsca na popłoch, tu trzeba być zawsze wewnętrznie silnym. Bo nawet kontuzja tak nie przygasi pasji, jak często mało trafna opinia otoczenia czy sportowych dziennikarzy. Na szczęście Czytaj dalej „Zwycięzca własnej porażki”

….spóźnialska ….

dziś po przebiegnięciu połowy planowanego dystansu, będąc po baseniku (nawet jak już byłam po baseniku to nie wiedzieć czemu ziewałam jeszcze), pobiegałam na stadion, zdaje się AWFu, umówiona wcześniej z Agą, na jej treningi co sobotnie 🙂 myślałam że to bliżej od Ptasiego Osiedla :), do tego spotkałam Sławka, który właśnie stamtąd wracał, trochę pogadaliśmy, gdzieś miedzy Doliną a Ptasim Osiedlem, zaczęłam „stygnąć” – gdyby nie to, to pewnie jeszcze byśmy tak gadali , o …. Norwegii :), dziś
to w ogóle brzydka pogoda była, i taka zamulona byłam po tym basenie, no ale za Ptasim Osiedlem przyśpieszyłam, odkryłam, że chyba powinnam zacząć biegać jakimiś nowymi trasami, jak się ma cel – jakieś nowe miejsce – to lepiej się biegnie; dobiegłam do tego stadionu, patrze a tam nie ma Agi i innych co z nią tam byli na treningu, nic to pomyślałam sobie, trza wracać 🙂 spóźniłam się 😦 tak trochę nie planowałam tyle biegać dzisiaj, sześć dni temu 35 km, dziś długi trening, no a jutro Silesia
Eco Run, co prawda to 15 km ale nie wiem czy nie mam „zmęczonych” tych nóg – przynajmniej tak czułam po treningu, zobaczymy, jutro napiszę, ale nie spodziewam się rekordów 😉

Zaproszenie

Jeśli ktoś jest ze Śląska, z okolic Katowic, a ma jutro ochotę pobiegać w małej grupce, pojawiła się propozycja około 20 km leśnej przebieżki.
Tempo swobodne 5.00-5.30 min/km, teren leśny. Pobiegniemy po miękkim, leśnym podłożu, momentami ubite szutrowe kamyki. Teren mocno pagórkowaty, dobra okazja do poćwiczenia „siły”, podbiegów i zbiegów. Korzonki i inne patykowe atrakcje, to norma :). Propozycja miejsca „startu” to Osiedle Odrodzenia, Katowice-Ochojec, pierwszy przystanek na osiedlu (dojazd z Katowic autobusem linii 297). Start około godziny 9.00.
Sugerowana trasa: lasy Kostuchny, leśny murckowski rezerwat bukowy, Giszowiec, Ochojec. Na około 18 km możliwość „odbicia” w stronę Doliny Trzech Stawów (od tego miejsca około 3,5 km do dolinki). Nie żyłujemy tempa, możliwość krótkich przestojów – szybszego marszu.
Pozdrawiam i zapraszam! [Ola]

A z tymi z Was, którzy wolą biegać w licznym gronie i lubią rywalizację, widzimy się jutro w Parku Chorzowskim, na kolejnym Powitaniu Wiosny.

Do zobaczenia:)

Szczęście na pół.

Każdy z nas ma gdzieś takie miejsce, w którym czuje się szczęśliwszy.

Miejsce, pełne wewnętrznej ciszy i rozumienia czasu jaki dzieje się w nie zawsze pewnej codzienności. Ławka w ulubionym parku, pobliski las, czy zawsze ten sam, drewniany stolik w pysznej kawiarni.

Kiedy biegnę leśnym duktem, nie myślę o drodze. O dystansie. Tempie.

Czuję. Doświadczam. Przeżywam. Spotykam ludzi, którzy Czytaj dalej „Szczęście na pół.”

Trening na Przełęczy Kociarskiej

Rano była wspaniała pogoda i w miarę ciepło, ale jak zbliżaliśmy się do celu robiło się zimno a  po drodze mijaliśmy płaty śniegu. Dlatego postanowiliśmy, że będziemy biegać cieplej ubrani. No i ruszyliśmy przed siebie: na początku biegło się ciężko aż nogi załapały rytm; zbiegliśmy w dół 4, 5km do rozwidlenia dróg. Mariusz postanowił, że pobiegniemy w lewo – tam była świetna prosta, którą widzieliśmy z góry przy zbieganiu. Na tej prostej zrobiliśmy 4 przebieżki  po 6 minut w tempie progowym 5.30 z 1 minutą przerwy na odpoczynek po każdej z nich. Wszystko było ok tylko, że droga prowadziła cały czas pod górę i to naprawdę dawało do wiwatu. Po przebieżkach biegliśmy godzinę w tempie 6,40. Nasz przedostatni etap to bieg również w tempie progowym przez 20 minut. Na samym końcu czekała nas jeszcze wspinaczka pod górę, którą pokonaliśmy częściowo podbiegając a częściowo idąc. Końcówka tej wspinaczki, czyli 2 km to był już tylko bieg. Razem zrobiliśmy w sumie podczas tego treningu 23km. Jak wróciliśmy do miejsca startu udaliśmy się jeszcze na basen, do dżakuzi i na saunę, a potem poszliśmy na ciepły posiłek i deser lodowy. Polecam wszystkim taką formę spędzenia wolnego czasu!

 

Mateusz Jasiński w rozmowie z naszymi blogerkami:

Jaki jest cel bloga twojezwyciestwo? Jakich treści możemy się spodziewać?

  • Agata: Celem bloga jest zachęcenie kobiet do jakiejkolwiek aktywności fizycznej, a przede wszystkim biegania. Chcemy pokazać, ze chcieć, to móc i, że nie tylko można marzyć… Marzenia trzeba spełniać. Treści będą przede wszystkim o bieganiu, o naszych przygotowaniach i dążeniu do celu.. Celem jest Czytaj dalej „Mateusz Jasiński w rozmowie z naszymi blogerkami:”

Najważniejsze, to myśleć optymistycznie w trudnych chwilach…

Wygląda na, to że moje dzieci wreszcie są zdrowe…
Ostatnich kilka dni było bardzo trudnych…
Nawet powiedziałabym bardzo, bardzo trudnych…
Nareszcie mam chwilkę dla siebie, dla domu (mogę posprzątać dokładnie)
Mogę poćwiczyć i spokojnie wypić kawę:)
Nie życzę nikomu jelitówek w domu…

Szczęście jest zawsze właściwym wyborem.

Czas przyspieszył. Myślę, że pora przyspieszyć treningi. Silesia Marathon coraz bliżej, każdy dzień powinien być dokładnie zaplanowany. Głowa myśli, choć ciało czasami się buntuje. Mówi: „Basta, ja chcę odpocząć, podaj mi kubek ciepłej herbaty i ciastko.” Głowa szuka odpowiedzialności za myśli, ale zawsze podejmuje dialog z ciałem.

Taki powinien być trening, w harmonii psyche i physis – dawać radość, siłę, energię pełną pozytywnych endorfin. Wtedy ruch smakuje pysznie. Staje się istotny. Staje się codziennością, którą pokochasz mocniej niż wygodną sofę przed wielkim telewizorem.

Jeśli Twoje ciało i myśli poczują głód biegania, to znaczy, że stajesz się biegaczem.

Jutro na pewno pójdę popływać. Na pewno pobiegam. I na pewno, poczuję się szczęśliwsza.
Bo szczęście jest zawsze właściwym wyborem. Nie ma innej opcji!

…rozbieganie …

Wczoraj wzięłam udział w biegu przełajowym „Perła Paprocan” w Tychach. To bieg bardzo towarzyski, w tym roku po raz pierwszy był elektroniczny pomiar czasu. Można Pobiec 7 km czyli jedno okrążenie wokół Jeziora Paprocańskiego, 14 km, półmaraton, albo 6 okrążeń czyli cały maraton :); punkt żywieniowy co 7 km (ciasteczka, czekolada, sok owocowy, woda) trochę rzadziej niż na „prawdziwym” maratonie, około 40 % jednego okrążenia to bieg po miękkiej nawierzchni, często po sporym błocie, które
czasem udaje się ominąć lasem czy innymi chaszczami 🙂  Dla mnie to super impreza biegowa; można zaplanować półmaraton, a w trakcie zmienić zdanie i pobiec jedno czy dwa okrążenia więcej a nawet cały maraton; z uwagi na to że mamy początek wiosny, to jest to świetna okazja żeby się rozbiegać i tym samym zrobić porządny trening. Ja zaplanowałam 4 okrązenia ale po czwartm, po krótkiej przerwie, skusiłam się jeszcze na piąte. 35 km za mną, szacunkowo w średnim czasie 4h/cały maraton. Są zakwasy
ale niewielkie. Oceniam że na początku tego sezonu jestem raczej w lepszej kondycji niż na początku zeszłorocznego 🙂 nic to zobaczymy jak będzie dalej 🙂

Priorytetowa paczka mocy.

Gdybym miała podsumować poprzedni tydzień, zamiast oczekiwanej sumy wyszedłby iloraz zdarzeń. Mniej czy bardziej przypadkowych przeżyć i emocji między nimi.

Jedynym constans było bieganie, ono nigdy się nie zmienia. Nie zmienia względem odczuć, tego co czuje ciało i myśli. Bez znaczenia czy jest to trening tempowy, czy długie swobodne wybieganie. To zawsze ciepłe i energetyzujące endorfiny. To dla nich biegam. Taki własny przywilej radości, bez możliwości zwrotnej. Priorytetowa paczka mocy jaka dociera do  mnie z poleceniem odbioru. Czasami nawet ma fajny znaczek, w kształcie słońca. A i w deszczu zdarza się tęcza, nawet jeśli nie ma jej na niebie. Rysuje ją dusza, jak ciepła akwarela maluje myśli i odwraca je o kilkadziesiąt stopni, tak by czuły się bezpieczniej i pewniej. Tak czują się twoje myśli, kiedy biegniesz.

I nawet jeśli nie ma w tym żadnej logicznej przestrzeni, to świat staje się ciekawszy. Bardziej ożywiony. Wyraźny. I wcale nie tak niepewny jak codzienność, która często wystawia nas na próbę bycia kimś innym, niżeli jesteśmy.

Bieganie wycisza mój świat. Bieganie sprawia, że wczoraj nigdy nie dzieje się jutro, a kolejny dzień nie jest myślą o wczoraj.

Image

Na pustym baku

Dziś trenowałam na czczo: pusto w lodowce a na basen trzeba iść, bo taki był plan, minimum 1 km, dla podtrzymania optymalnego poziomu, tempa i wodnego „rozbiegania”. Po basenie właściwy  trening a już w wodzie zaczęło mi burczeć w brzuchu…. 8 km w tempie okolo 5.10 na km. W sumie ponoć nie powinno się w ogóle z domu wychodzić bez śniadania a co dopiero na trening (duatlon:), no ale ja uważam że to dla organizmu też jest trening, gdy  wymagam od siebie takiego samego tempa jak zawsze a
jednak z pustym bakiem tudzież na oparach. No i plusem takiego treningu jest tez to, że organizm spala tłuszcz z tkanek 😉 Oczywiście z dystansem wtedy nie należy może przesadzać 🙂 dla mnie w każdym razie był to udany trening mimo że bez uprzedniego tankowania 🙂

Mój pulsometr…zwariował, na wiosnę?

Dziś bieganie według planu, czyli 14km w wolnym tempie. Wszystko było idealne: pogoda, temperatura, asfalt pod nogami. Ptaki ćwierkały, a trawa się zazieleniała(ale pojechałam:)) wszystko szło dobrze, do 11 km, kiedy Garmin cudny – zwariował. Najpierw zaczął wskazywać, ze biegnę km w 3 minuty, piszczał przy tym okrutnie, a potem, ze wlokę się jak żółw. I tak kilka razy. Nie pomogło zresetowanie – pulsometr wskazywał, ze biegłam podczas stania i stałam podczas biegania. Czy to wiosna, czy może baterie na wyczerpanie? Zdarzyło Wam się coś podobnego?

 

A może moja 305-ka zakochała się na wiosnę…