W biegu

W mięśniach czuję jeszcze niedawny trening crossfitowy więc rano znów bieg regeneracyjny: łagodne 12km w niemal konwersacyjnym tempie, prawie po płaskim i (niestety) wyłącznie na asfalcie.

Dziś nie mam czasu na celebrację poranka: posiłkuję się więc miksem sałat: fit’n’easy party, do tego białko i obowiązkowa porcja witamin w mojej ulubionej formie:

Jeszcze tylko szybki wypad do pobliskiego warzywniaka po pomidory, cukinię, seler i powoli zamieniam się w domową boginię…J

Reklamy

Zdrowe połączenia

Zaspałam; obudziłam się na tyle późno, że przed treningiem (płaska dziesiątka w parku) zjadłam tylko pół banana. Normalnie biegam po śniadaniu; nawet jeśli istnieją jakieś zalety trenowania na czczo ja ich nie znam. Za to, gdy wróciłam czekało na mnie to:

Odwdzięczyłam się (z wielką przyjemnością) po paru godzinach:

Gotowanie jest fajne:) truskawki same kroją się w serduszka, pomarańczę wystarczy porwać w palcach,tylko z arbuzem i jabłkiem trzeba się trochę pobawić.

A obiad przygotowaliśmy już wspólnie:

Składniki: pierś kurczaka (pokrojona i zamarynowana w sosie sojowym z dodatkiem soku z cytryny i dwóch ząbków czosnku, następnie usmażona), truskawki i czerwony grapefruit pokrojone na cząstki, mix sałat.

I wiecie co? Fajnie jest łączyć pasje. I tą pasją nie musi być wcale koniecznie bieganie;)

Kto wygra mecz?

Już od rana nastrajamy się patriotycznie odpowiednim śniadaniem:

Na obiad zupa z buraków (to nie jest dobry i sprawdzony barszcz ukraiński, tylko totalny eksperyment kulinarny; pocieszamy się, że nawet jeśli nie będzie smaczny to z pewnością bardzo zdrowy)

Po południu wpadają goście, więc podejmujemy ich deserem, który równie dobrze moglibyśmy zjeść wczoraj. Na stół wjeżdża Eton Mess, wariacja na temat przepisu podanego przez Nigellę Lawson:

Ale przecież wieczorem gra jeszcze Grecja!niezbędny jakiś grecki akcent…tuż po dwóch bramkach strzelonych przez Czechów na stół wjeżdża więc grecka sałatka:

I niech wygrają lepsi nasi! Polska! Biało – Czerwoni!

Jak przeżyć Euro?

Powoli wczuwam się w klimat. Już od rana w kuchni, z okazji pierwszego meczu Włochów, forza azzurri!

Image

Przed południem (i przed burzą) trening w parku (12 kilometrów w towarzystwie Hermana), później szybkie zakupy (spory zapas Guinnessa), obiad

Image

i teraz, w trakcie meczu Włochy – Hiszpania, przygotowuję się do kibicowania Irlandczykom.

Rocky way to Poland mam już jako tako opanowane, głównie dzięki temu wykonaniu:

http://www.youtube.com/watch?v=kwSL-IUym08&feature=share

Sąsiedzi, póki co, nie protestują, a kibicowanie coraz bardziej zaczyna mi się podobać.

Przygotowania do Euro

Wczoraj okazało się że przez mój duży pokój jednak przechodzi jakaś strefa kibica…spoko… najpierw proste śniadanie,

obiad zjedliśmy przy okazji zakupów (tylko masło, oraz, jak się już na miejscu okazało, trąbki i pięć dodatków sportowych, i jeszcze flagi do samochodu i…tu moja cierpliwość się skończyła) Wieczorem albo aktywne kibicowanie albo ewakuacja na hałdę (bo w Parku jeszcze większa i znacznie głośniejsza Strefa Kibica) A, i obowiązkowe przekąski:

Dzisiaj kontynuacja z pewnymi modyfikacjami. Rano stadion (wiadomo, sobota więc BiegamBoLubię) i późne śniadanie: w dalszym ciągu patriotycznie ale już wchodzą  pewne akcenty pomarańczowe (bo dzisiaj nasi to Oranje)

później czas na planowanie najbliższego tygodnia

a teraz   na z góry upatrzonej pozycji w strefie wolnej od Euro zajmę się obmyślaniem kolejnych pozycji do menu oraz lekturą „Anatomii w bieganiu”. Do tego mam  portugalskie wino:)

Jutro Guinness! oraz minikurs  włoskiego i hiszpańskiego:) wyjątkowo w jednym!

Zamiast treningu

Dzisiaj musiałam zrezygnować z porannego treningu na rzecz … Sushi.

Uwielbiam kuchnię azjatycką, nasza szefowa zaproponowała nam szkolenie, bardzo byłam ciekawa jak takie smakowitości się robi. Rano o godzinie 9.00 rozpoczęło się szkolenie, musiałyśmy: ja i kilka dziewczyn z pracy przynieść deski do krojenia i noże. Szkolenie odbywało się u szefowej w domu. Jako dobra gospodyni przygotowała orientalną herbatę i muzykę odpowiadająco nastrojowi. W szkoleniu brał udział również jej mąż, który demonstrował nam technikę zwijania. Na rzecz szkolenia zostały zakupione gotowe zestawy, ( można je dostać w każdym większym markecie) Polecam zestaw „SUSHI MEALKIT”. Zawiera on m.in.:  ryż, japoński ocet ryżowy   japoński sos sojowy,  listki Sushi Nori,  pastę wasabi, matę bambusowa i pałeczki drewniane (jest nawet instrukcja jak je trzymać).

Po zapoznaniu się z zawartością zabrałyśmy się do robienia Sushi.

Godzinę przed przygotowaniem Sushi ugotować ryż (20 minut na wolnym ogniu), po wyjęciu z woreczków dodać ocet ryżowy i wystudzić( jak dodajemy ocet to dobrze by było, żeby druga osoba wzięła wachlarz do ręki i wachlowała ryż, podobno takie napowietrzanie powoduje, że jest lepszy).

Na macie bambusowej kładziemy listek Sushi Nori, mokrymi palcami kładziemy cienką warstwę ryżu na 2/3 powierzchni listka. Na środku kładziemy cienkie paski ogórka, awokado, przykrywamy łososiem lub krewetką lub dajemy inne nadzienie według własnego smaku. Krawędź listka smarujemy pastą Wasabi. Rolujemy w wałek przy pomocy maty bambusowej, dociskając w trakcie zwijania. Kroimy bardzo ostrym nożem na 2,5 cm kawałki. Podajemy z japońskim sosem sojowym (do zamaczania) oraz pastą Wasabi.

Zaręczam nie jest to trudne a smakuje wyśmienicie.

Polecam i zachęcam.

(zdjęcie: http://www.mojegotowanie.pl)