Debiut w górach – wspomnienie

1

 2 maja pojechaliśmy z mężem do Szczawnicy na bieg pod patronatem walki z rakiem Rak ‘n’ Roll  –  brały w nim udział również osoby, które wygrały walkę z rakiem. Biuro zawodów znajdowało się na Sali gimnastycznej jednej ze szkół w Szczawnicy, czynne do 24.00 a  na sali gimnastycznej można było przenocować przez dwie noce.

5

Przed startem – „damy radę?”

Byliśmy bardzo ciekawi jak nam pójdzie – dla mnie jak i dla Mariusza to pierwsze zawody górskie. Mariusz startował Czytaj dalej „Debiut w górach – wspomnienie”

Udany sezon

Sezon biegowy rozpoczęłam bardzo dobrze, od biegu w Dąbrowie Górniczej – półmaraton z wynikiem 1: 55: 46 („Bieg z narastającą prędkością”) Byłam bardzo zadowolona z tego biegu a już  po dwóch tygodniach wzięłam udział w Silesia Marathon w Katowicach, gdzie zrobiłam życiówkę.  Po debiucie w poprzednim roku (4: 46), teraz przebiegłam w czasie 4: 33: 59 („W rok po debiucie – jest życiówka”).
Po tym maratonie musiałam przerwać bieganie ze względu na leczenie, które opisałam w artykułach „Pijawki” i „Wsparcie i motywacja”. Po kuracji wystartowałam w Brzeszczach na 15 km, (ukończony w czasie 1: 22) i Wadowicach bieg Powsinogi ( półmaraton z czasem 1:58:38).

Brzeszcze

Myślałam, że Czytaj dalej „Udany sezon”

Życiówka na Narodowym

Moje przygotowania do Maratonu Warszawskiego (30 września) były ograniczone przez zdrowie. Nie mogliśmy z mężem wykonywać treningów na 100 % ze względu na ból lędźwiowy, który dopadł i mnie i Mariusza. Przygotowania  zaczęliśmy dopiero na początku marca. Mieliśmy duże obawy, co do tegorocznych startów, ale nie poddawaliśmy się: przebiegliśmy w maju Silesia Marathon, na którym zrobiliśmy świetny wynik 4, 33 – czyli zeszliśmy poniżej 4, 46 który był naszym poprzednim wynikiem. Pełni optymizmu dalej trenowaliśmy i wybraliśmy się podczas wakacji na wędrówkę w góry; wtedy zrobiliśmy 230 km  ruszając z Szyndzielni z Bielska do Szczawnicy. Zajęło nam to 12 dni, lędźwie przestały nas boleć a nogi się wzmocniły.  Pomału zbliżał się wrzesień. Pierwszego Czytaj dalej „Życiówka na Narodowym”

Wsparcie i motywacja

Witam wszystkich dawno nic nie pisałam, ale czas to zmienić.

Przygotowuję się cały czas do maratonu, właściwie za jednym zamachem dwóch:  warszawskiego i poznańskiego. Nigdy jeszcze nie biegałam maratonu w odstępie dwóch tygodni; sama do końca nie wiem, jak to będzie. Maraton Warszawski biegnę razem z moim kochanym mężem Mariuszem ale w Poznaniu pobiegnę już sama.
Moje przygotowana do obydwu maratonów są nie takie jak bym chciała z tego względu, że po ostatnim (Silesia Marathon, 3 maja) strasznie zaczął dokuczać mi ból w prawej nodze i pachwinie. Niestety okazało się, że bez pewnych ograniczeń biegowych nie wyleczę dyskopatii, która mnie dopadła. Postanowiłam się nie poddawać: zaczęłam codziennie rano robić przeprosty wzmacniać korpus chodziłam na rehabilitację i starałam się nie schylać. Ból miałam ogromny nie mogłam sama sobie ze sobą poradzić, Mariusz pomagał mi przy zakładaniu skarpetek. Ale przychodziły takie momenty, że miałam wszystkiego dość; byłam załamana swoją sytuacją. Do tego czasami słyszałam wypowiedzi „a może byś skończyła z tym bieganiem, zajmij się, czym innym, po co ci to w twoim wieku….” Dla podbudowania siebie wracałam do wypowiedzi, która została umieszczona tu Czytaj dalej „Wsparcie i motywacja”

Capoeira

Przygoda z Capoeirą zaczęła się 3 lata temu: w dzień Festynu Rodzinnego przyjechała grupka młodych ludzi, aby przedstawić nam tę sztukę walki. Występ wszystkim się bardzo spodobał. Troje uczestników pokazu wyszło z inicjatywą, by w ramach wolontariatu, do którego należeli, prowadzić na terenie Wioski Dziecięcej zajęcia raz na dwa tygodnie. I tak zaczęliśmy powoli zapoznawać się z tą dziwną, ale jakże ciekawą sztuką.  Zaczęłam chodzić z dzieciakami na treningi; na początku warunki do trenowania mięliśmy nie najlepsze – nie dosyć, że  były rzadko to na podłożu z kafelków. Trenowaliśmy bowiem w pomieszczeniu wielofunkcyjnym w Fundacji Bliżej Człowieka.

Jak  się potem okazało, jeden z chłopaków zastanawiał się, co ja robię na tych treningach; nie wierzył we mnie, myślał, że za jakiś czas mi się to znudzi, że w tym wieku to ja już nie dam rady nauczyć się trudnych elementów akrobatycznych.

Image

Image

A ja dalej chodziłam wraz z dzieciakami. Bardzo mi się ten styl walki spodobał: koordynacja ruchowa połączona z rytmiką i dynamiką.  Jak pisałam wcześniej treningi na kafelkach to nic dobrego, więc Piotrek – obecny nasz instruktor – znalazł wolną sale gimnastyczną w miejscowość obok, na którą się przenieśliśmy, tam trenowaliśmy przez rok. Treningi Czytaj dalej „Capoeira”

Mój syn bohater

Piątego lipca Adam wraz z dwoma kolegami Dawidem i Mateuszem byli nad  Sołą i tam spędzali wolny czas. Już mieli zbierać się do domu gdy słyszeli wołanie jakiejś kobiety o pomoc; słysząc rozpaczliwy krzyk oczywiście wrócili zobaczyć, co się stało: dwaj chłopcy zaczynali już się topić, nikt nie reagował, gapie stali i patrzyli i tylko Adam ściągnął koszulkę i wskoczył do wody. Doholował pierwszego chłopca do brzegu, Dawid i Mateusz zajęli się nim; w tym czasie drugi chłopczyk trzymał się gałęzi, która była w rzece.

Image

Adam musiał chwilkę odpocząć żeby nabrać sił, jak odpoczywał podszedł do niego pewien mężczyzna i powiedział żeby tego drugiego zostawił niech  sobie sam poradzi. Adam oburzony słowami skierowanymi w jego stronę zaraz skoczył po drugiego chłopca. Mama dzieci była wdzięczna za pomoc w ratowaniu jej pociech i zaproponowała pieniądze, ale chłopcy nie wzięli. Najgorsze w tym było to, że na brzegu stały dorosłe osoby i nikt nie odważył się wskoczyć na ratunek i do tego te słowa skierowane przez człowieka do człowieka… Gdyby nie Adam…

Image

Fakty Oświęcim o Adamie: http://www.faktyoswiecim.pl/index.php/fakty/aktualnosci/7692-oswiecim-16-letni-adam-hryciuk-uratowal-dwoch-chlopcow-porwanych-przez-nurt-soly

Pijawki

 Minął miesiąc od mojego startu w maratonie Katowicach. Do tamtej pory nie trenowałam ze względu na dyskopatię, która mnie dopadła. Zaczęłam chorować przed maratonem, ale jeszcze zdołałam się przygotować do startu. Ból był umiejscowiony bardziej w lędźwiach, więc biegać mogłam (miałam problemy tylko ze schylaniem się) a przed startem na wszelki wypadek zażyłam tabletki przeciwbólowe. Maraton ukończyłam z najlepszym moim wynikiem: udało się! Jest życiówka! Niestety po maratonie zaczęłam odczuwać inny ból: zszedł mi niżej do mięśnia a potem do stopy poprzez łydkę; zaczynałam pomału kuleć myślałam, że to chwilowe, ale niestety przeciągało się 😦   Miałam coraz większy problem z prawą noga nie mogłam na niej stanąć nie mówiąc o np skakaniu, więc bieganie odpadło.  Byłam załamana, nie mogłam zebrać myśli myślałam, że to koniec świata… Mój mąż cały czas podtrzymywał mnie na duchu, wspierał, bardzo się o mnie troszczył. Udaliśmy się na zabiegi gdzie się wcześniej leczyłam tam się mną zajęli dali mi odpowiedni zestaw ćwiczeń.

Image

  A później w Warszawie u mojego kuzyna Czytaj dalej „Pijawki”

W rok po debiucie – jest życiówka!

Na czwartą edycję Silesia Marathon  wybrałam się jak zawsze z moją rodzinką. Wcześnie wstaliśmy, żeby dojechać z Oświęcimia do Katowic na ósmą rano. Z zaparkowaniem samochodów nie było problemu – mieliśmy karty wjazdowe. Niestety jak się okazało i tak przyjechaliśmy trochę za późno i nie mogliśmy już zostawić naszych napojów z opisanymi numerami startowymi, które podczas biegu czekałyby na punktach odżywczych.  Nie przejmując się tym Mariusz zabrał ze sobą bidon i dwa napoje do kieszeni wsadził, uściskaliśmy naszych bliskich: nasze dzieciaczki, Marzenkę – towarzyszkę naszych maratonów i brata stryjecznego z rodzinką, którzy specjalnie z Warszawy przyjechali nam kibicować. Pobiegliśmy Czytaj dalej „W rok po debiucie – jest życiówka!”

Bieg z narastającą prędkością: półmaraton w Dąbrowie Górniczej

15 kwietnia ja i moja rodzinka nie mogliśmy się doczekać wyjazdu na półmaraton do Dąbrowy Górniczej. Po śniadanku, o 7 rano,  zaczęliśmy się ładować do samochodów – jest nas 12 osób. Wyruszyliśmy wszyscy, bo nasze dzieci też brały udział w biegach zorganizowanych dla dzieci. Po dotarciu na miejsce poszliśmy odebrać pakiety startowe i potwierdzić start naszych pociech.

Mieliśmy sporo czasu do startu, który miał się odbyć o godzinie, 10 ale został opóźniony. Zapisy były na hali sportowej, która zrobiła na nas duże wrażenie, a najbardziej na dzieciach. Bardzo wysoki obiekt z dużą ilością trybun. Mogliśmy skorzystać z szatni a po biegu z pryszniców.
Czytaj dalej „Bieg z narastającą prędkością: półmaraton w Dąbrowie Górniczej”

Zamiast treningu

Dzisiaj musiałam zrezygnować z porannego treningu na rzecz … Sushi.

Uwielbiam kuchnię azjatycką, nasza szefowa zaproponowała nam szkolenie, bardzo byłam ciekawa jak takie smakowitości się robi. Rano o godzinie 9.00 rozpoczęło się szkolenie, musiałyśmy: ja i kilka dziewczyn z pracy przynieść deski do krojenia i noże. Szkolenie odbywało się u szefowej w domu. Jako dobra gospodyni przygotowała orientalną herbatę i muzykę odpowiadająco nastrojowi. W szkoleniu brał udział również jej mąż, który demonstrował nam technikę zwijania. Na rzecz szkolenia zostały zakupione gotowe zestawy, ( można je dostać w każdym większym markecie) Polecam zestaw „SUSHI MEALKIT”. Zawiera on m.in.:  ryż, japoński ocet ryżowy   japoński sos sojowy,  listki Sushi Nori,  pastę wasabi, matę bambusowa i pałeczki drewniane (jest nawet instrukcja jak je trzymać).

Po zapoznaniu się z zawartością zabrałyśmy się do robienia Sushi.

Godzinę przed przygotowaniem Sushi ugotować ryż (20 minut na wolnym ogniu), po wyjęciu z woreczków dodać ocet ryżowy i wystudzić( jak dodajemy ocet to dobrze by było, żeby druga osoba wzięła wachlarz do ręki i wachlowała ryż, podobno takie napowietrzanie powoduje, że jest lepszy).

Na macie bambusowej kładziemy listek Sushi Nori, mokrymi palcami kładziemy cienką warstwę ryżu na 2/3 powierzchni listka. Na środku kładziemy cienkie paski ogórka, awokado, przykrywamy łososiem lub krewetką lub dajemy inne nadzienie według własnego smaku. Krawędź listka smarujemy pastą Wasabi. Rolujemy w wałek przy pomocy maty bambusowej, dociskając w trakcie zwijania. Kroimy bardzo ostrym nożem na 2,5 cm kawałki. Podajemy z japońskim sosem sojowym (do zamaczania) oraz pastą Wasabi.

Zaręczam nie jest to trudne a smakuje wyśmienicie.

Polecam i zachęcam.

(zdjęcie: http://www.mojegotowanie.pl)

Niedzielny poranek

Siedząc wczoraj przed komputerem i zerkając w okno postanowiłam, że trzeba wykorzystać ten piękny słoneczny,ale zarazem wietrzny dzień. Miałam  zrobić trening na bieżni (co oznacza siedzenie bieganie w domu) ale ” nie, tak być nie może” powiedziałam sobie ” za oknem słoneczko zachęca do wyjścia”. Zapytałam dzieciaki czy nie miałyby ochoty przebiec  5 km w wolnym tempie.
Nie trzeba było pytać dwa razy; ja i troje dzieci: Paulina, Adam, Sebastian ubraliśmy się odpowiednio i ruszyliśmy przed siebie. Pogoda nam dopisywała, słoneczko nam przyświecało i nie było w czasie biegu czuć zimnego wiatru. Dzieciaki były zadowolone , mogliśmy wymienić się spostrzeżeniami w czasie biegu. Starałam się zwracać uwagę jak biegają i czy odpowiednio stawiają stopy. Po powrocie do domu byliśmy bardzo zadowoleni z siebie i tak naładowani pozytywną energią, że zabraliśmy się za nasze brzuszki i mięśnie grzbietowe. Wspólnie stwierdziliśmy,że mamy ochotę na więcej. Paulina powiedziała, że „jakby nie poszła biegać to na pewno by spala ,a tak zrobiła coś dla siebie i swojego organizmu, czuje się szczęśliwa”.
Bardzo polecam wszystkim taką formę spędzania czasu z dziećmi!!!

1%

Mam na imię Anna i razem z mężem Mariuszem wychowujemy 10 dzieci w wiosce dziecięcej w Rajsku. Dwoje dzieci mamy biologicznych, ośmioro przysposobionych. W Rajsku gdzie mieszkamy dzięki Fundacji Bliżej Człowieka mogliśmy stworzyć rodzinę dla tych dzieci, żeby mogły poczuć ciepło domowego ogniska i czerpać wzorce na przyszłość. Staramy się w nich rozwijać pasję do aktywnego trybu życia: chodzimy z nimi po górach, na basen, organizujemy wycieczki, treningi capoeiry. I biegamy!

Mój mąż pracuje w Państwowej Straży Pożarnej w Wadowicach. Ja, dzięki temu, że mogę być w domu cały czas,  zauważyłam i zrozumiałam potrzeby i braki tych dzieci. Staramy się z mężem zarażać je aktywnością. Ja biegam od 3 lat mój mąż dłużej, a teraz zaczynają biegać z nami dzieci. Mają już kilka startów za sobą bieg w Rudzie Śląskiej, Brzeszczach, Bieg Olimpijski w Warszawie. Kupiliśmy też do naszego domku bieżnie, na której trenujemy jak jest fatalna pogoda na dworze.

Bardzo prosimy was o wsparcie 1% podatku na nasz domek żebyśmy mogli w dalszym ciągu zaszczepiać w dzieciach pasję do biegania!

Oto przykład jak należy wypełnić PIT aby pieniążki trafiły do naszych dzieci.

O. WNIOSEK O PRZEKAZANIE 1% PODATKU NALEŻNEGO NA RZECZ ORGANIZACJI POŻYTKU PUBLICZNEGO (OPP)

Należy podać numer wpisu do Krajowego Rejestru Sądowego (Numer KRS) organizacji wybranej z wykazy oraz wysokość kwoty na jej rzecz

305.Numer KRS0000133286 Wnioskowana kwotaKwota z poz 306 nie może przekroczyć 1% kwoty z poz 188 po zaokrągleniu do pełnych dziesiątek groszy w dół

1%

P. INFORMACJE UZUPEŁNIAJĄCE  Podatnicy, którzy wypełnili część O, w poz. 307 mogą podać cel szczegółowy 1% a zaznaczając kwadrat w poz. 308 wyrazić zgodę na przekazanie OPP swojego imienia i adresu wraz z informacją o kwocie z poz. 306.

                     W poz. 309 można podać dodatkowe informacje, np. ułatwiające kontakt z podatnikiem (telefon, e-mail)

307. Cel szczegółowy 1%Ważne       DLA FUNDACJI   BLIŻEJ CZŁOWIEK – DOM 46 308. Wyrażam zgodę

X

x

309.Opcjonalnie: adres e-mail