…sama w to nie wierzę…

1.11

Tak – nie wierzę, zresztą chyba nie tylko ja, własnym oczom. Nie wierzę w to, co widzę gdy wyglądam przez okno ale i też w to, że tę podłą zimę (co ja gadam przecież zima się już skończyła… no ale jak to nazwać to co się dzieje… mamy już kwiecień i jak sama nazwa miesiąca wskazuje coś chyba powinno już kwitnąć) postanowiłam jeszcze wykorzystać.

Mój znajomy powiedział mi że lubi zimę bo o tej porze roku ćwiczy siłę i kondycje. Nie byłam chyba tego świadoma i czekając na wiosnę nie zdawałam sobie sprawy, że tak, dzięki tej paskudnej, ohydnej, szarej, smutnej, wkurzającej zimie, Czytaj dalej „…sama w to nie wierzę…”

…być może początek ksiązki…

Miłego czytania. Jest to pisane tak trochę „na żywca” ale pomyślałam, że może niech ktoś to poczyta na próbę:

-pejzaz-morski-w-stronach-magicznej-ksiazki
– Sylwia, szybka decyzja, jeżeli chcesz możesz płynąć.
Kiedy Krzysiek zadzwonił do mnie z tą wiadomością akurat byłam u niego w mieszkaniu i przepakowywałam swoje walizki . Pakowałam to co miało mi być potrzebne na zaplanowany już wcześniej tygodniowy rejs z Waldkiem, rejs po  Bałtyku, dziesięciometrowym Geronimo II, oraz to co potrzebowałam na mój trzeci już Bałtycki Maraton Brzegiem Morza.
– Jak to?  – zapytałam
– Tak, jednak będziemy potrzebować dziewczyny do obsługi hotelowej.
– ok, daj mi chwile? ale… nie, Czytaj dalej „…być może początek ksiązki…”

…zimowe plusy i minusy…

Pewnie po przeczytaniu tego, niejeden  nie będzie mnie już lubił albo co, ale nie będę owijać w bawełnę: nie cierpię zimy pod każdym względem. Nie wiem, jak się znalazłam i jak udaje mi się funkcjonować w tej szerokości geograficznej. Wiecznie szaro, zimno, bez słońca, kupa śniegu, błota albo piachu; codziennie pod drzwiami mam piaskownicę (zapraszam z wiaderkiem i łopatką). Nawet porozciągać się nie można dobrze po treningu bo  zaraz stygnę, jak się śnieg trochę roztopi to człowiek biega po tym jak paralityk albo ślisko jest – nie wiadomo co gorsze . Nie można pobiegać wieczorem w parku, bo ciemno. Jak się biega z muzyką to kabelki od słuchawek sztywnieją.

A ile wody i gazu marnuje zimą  po takim treningu, bo się wygrzewam pod prysznicem, bo oczywiście zanim dotrę do domu ( po drodze jeszcze zakupy) to zdążę zmarznąć.

zima

Plusy dla mnie są jedynie takie, że biegając w taką zimę, bez względu na warunki jakie panują wzmacniam odporność organizmu, hartuję się no  ćwiczę silną wolę, bo zimą, nawet jak się kocha biegać, to są dni, że „strach” z domu wychodzić. Najbardziej nieprzyjemnie jest gdy wybiegam z klatki na tą Syberie i muszę paręset metrów przebiec  zanim przestanę czuć to zimno.  No i po takim każdym kolejnym zimowym treningu jest podwójna satysfakcja!!!

Także sami  widzicie; a to tylko spojrzenie na tą ohydną porę roku z punku widzenia biegacza… No ale cóż trzeba być twardym no i jak to się mówi, byle do wiosny.

…dzięki żeglarstwu…

…zdaje się że w swoich opowiadaniach  zatrzymałam się na Maderze

Teneryfa

Pózniej na Teneryfie było bardzo gorąco, tak jak lubię. Znalazłam godzinę na dobry trening;  biegałam wzdłuż długiego falochronu, który ciągnął się na blisko 1,5 km, nawet miałam doping – załogi zacumowanych ogromnych kutrów rybackich, na koniec obowiązkowo zrobiłam kilka  przebieżek.
Z powodu wielu obowiązków: sprzątanie i klarowanie jachtu, zakupy, gotowanie, nie ukrywam – małe imprezowanie –  udało mi się zrobić  Teneryfie tylko jeden trening.

Na La Gomerze Czytaj dalej „…dzięki żeglarstwu…”