BROOKS ADRENALINE GTS 12 – Solidność biegowego partnera. Recenzja.

Image
Fot.1 Brooks Adrenaline GTS 12

Trudno wyłowić złotą rybkę spośród takiej ławicy butów jaka opanowała rynek. Płyną tu wielkie rekiny z czołówki światowej sprzedaży i mniejsze, ale warte uwagi atrakcyjne płotki.  Brooks Adrenaline GTS 12 to niewątpliwie soczysty „bestseleres” o dobrej jakości korzeniu – bazie, i co roku perfekcyjnie wręcz odświeżanej naci. Bo większość technicznych nowalijek „montowanych” w tym modelu czyni go butem z coraz to wyższej półki.

Firma Brooks, mająca jeszcze ciągle niewielki udział w polskim rynku w segmencie butów biegowych, w porównaniu Czytaj dalej „BROOKS ADRENALINE GTS 12 – Solidność biegowego partnera. Recenzja.”

Wspomnienie.

Image
fot. Ubiegłoroczne EKG serca 😉

Nie przepadam za podsumowaniami, to tak jakby wyraźnie oddzielać przeszłość od chwilowej teraźniejszości, jedną kreską. Bieganie, od kilku dobrych lat, to dla mnie pewien proces – od smaku cierpkiego jabłka, po soczystą, kalifornijską pomarańczę. Bo przecież kiedyś biegałam jedynie w świadomości, że moje ciało lubi aktywność. Z czasem przekonałam się, że to głowa prowadzi ciało. I wtedy się zaczęło – potrzeba samodoskonalenia własnego umysłu, poprzez ruch. Taka leśna przebieżka dawała mi znacznie więcej niżeli jakakolwiek inna forma wypoczynku, bez znaczenia czy miałam na to fizyczną siłę, czy nie. Zawsze odczuwałam potreningową wolność.

Pierwszy start w biegowej imprezie był jedynie Czytaj dalej „Wspomnienie.”

Wesołych, ciepłych i pełnych marzeń Świąt!

Image

W życiu nic nie trzeba, ale można wiele: znaleźć czas dla bliskich,
mieć czas na pasje, dzielić piękne przyjaźnie z wartościowymi ludźmi.
Najczęściej potrzeba nam tylko myśli, które uporządkują wewnętrzny
świat i staną się naszym przyjacielem. Tak jak biegowa pasja, która
doskonali Twoją osobowość w każdym treningu ucząc szacunku do ciała i duszy.

Dbajcie o ten świat i o ciało, w jakim żyjecie. Życzymy Wam dobrych,
spokojnych i bardzo pogodnych Świąt. Zdrowia, radości, mocy wiary w siebie i wewnętrznej
siły. I dłuuugich rodzinnych „wybiegań”, niekoniecznie tylko w rozmowie i przy suto zastawionym stole.

Dziękujemy Wam, że jesteście z nami.

Wesołych Świąt!

Dziewczyny z TWÓJ BIEG. TWOJE ZWYCIĘSTWO

W dotyku bieli.

155768_1543307537550_138370_np

Nigdy nie przerażała mnie zima, nigdy nie kończył się dla mnie biegowy sezon poza świadomym, choć wcale nie ulubionym okresem roztrenowania. Wręcz przeciwnie, z niecierpliwością czekałam na ciut niższe temperatury i białą leśną ścieżkę. Nie jestem zwolennikiem biegania w tropikach, męczą mnie temperatury już powyżej 20 C. Mam chyba słaby procesor, a wewnętrzne wiatraczki nie nadążają z chłodzeniem. Mój biegowy żywioł za oknem zaczyna się od dziesięciu stopni w dół, a temperatura ciut poniżej zera to przypływ biegowej mocy. Zapewne wynika to też z Czytaj dalej „W dotyku bieli.”

Dusza w biegu.

Jest wiele powodów by biegać i jeszcze więcej, by znaleźć na to czas.
Często jednak nawet taka argumentacja pozostaje bezradna wobec myśli i ciała. Osobowości, którą codziennie motywujemy nowymi sloganami, barwnie ubranymi w słuszne słowa. Każdy z nas odnajduje w bieganiu własną przestrzeń. I bez znaczenia pozostaje dokąd biegniesz. Istotne jest jedynie to, jak dzięki pasji zmienia się Twój wewnętrzny świat. Jak wiele nabiera wartości, barw i pozytywnych emocji.

Dla mnie bieganie jest terapią, być może długą i bezterminową. Ale zdrową, pełną przyjemności dla myśli i ciała.

Image
fot.etsy.com

Apatia, zrezygnowanie, smutek? Nie bój się.


fot. Ola Janiszewska

Jesień. Szary poranek przyozdobiony rzęsistym deszczem przegląda się w oknie Twojego pokoju. Słońce coraz później odwiedza dzień i bardzo szybko godzi się z ciemnością. Wydawać by się mogło, że każdy poranek zaczyna się podobnie, a jednak wiosną i latem zdecydowanie łatwiej biec przed siebie – biec przez życie.

Co czujesz, kiedy budzi się Twój świat?

Czy dostrzegasz kolory, czy wyłącznie odcienie szarości? Czy masz siłę brać za kark codzienność? Czy może Czytaj dalej „Apatia, zrezygnowanie, smutek? Nie bój się.”

Skanör – Falsterbo EKO 1/2 Maran, czyli skandynawskie 21,097 km

Image

Najcenniejszą nagrodą jaką otrzymujesz po przekroczeniu linii mety jest wewnętrzna cisza, zadowolenie, euforia. Endorfiny, które buzują w Tobie jeszcze przez długi czas. No i ktoś, kto czeka na mecie i podaje Ci pierwsze słowa uznania. Przyjaciel, rodzina, a czasami ktoś zupełnie obcy. Bieganie jest fajne, a poza fizyczną formą buduje również wewnętrzne wartości. Wzmacnia. Uczy szacunku, pokory, motywacji. I podaje sporą dawkę szczęścia. Szczęścia, które dostajesz zupełnie za darmo.

Od rana padał deszcz. Typowa szwedzka, jesienna aura. Niebo było smutne, pomalowane wyłącznie szarymi chmurami. Za oknem zaledwie jedenaście stopni. Około południa wyruszyłam do Falsterbo gdzie miałam pobiec swój pierwszy półmaraton. Lubię biegać w Szwecji. Na każdych zawodach panuje bardzo ciepła atmosfera. Wbrew temu jaką opinię często wystawia się Szwedom o ich rzekomym, emocjonalnym chłodzie, to bardzo sympatyczni i serdeczni ludzie. Poza aurą jaką zafundowało dziś niebo, atmosfera wokół zawodów była bardzo ciepła.

Spokojnie odebrałam numer startowy, agrafki i bardzo ciekawy, papierowy chip do zainstalowania na jednym z butów. Tuż przed trzynastą uczestnicy połówki królewskiego dystansu ustawieni byli już przed olbrzymią, nadmuchiwaną bramką z napisem start. Ten coroczny bieg ze Skanör do Falsterbo obejmuje kilka dystansów. Miłośnicy biegania mogą się zmierzyć na dystansie 5 km, 10 km lub półmaratońskim.

Punkt trzynasta ruszyliśmy skąpani deszczem z trawiastych bloków startowych. Kilkadziesiąt minut poźniej zaplanowany był start uczestników na 10 km, a pół godziny po nich na trasę ruszyła najliczniejsza grupa amatorów biegania, którzy zmierzyli się z dystanstem 5 km.

Image

Lubię ten moment, kiedy wszyscy zawodnicy Czytaj dalej „Skanör – Falsterbo EKO 1/2 Maran, czyli skandynawskie 21,097 km”

Plecak na wagę butów

Image
fot. Ola Janiszewska

Podróże kształcą, to wiadomo nie od dziś. Ale i męczą, kiedy bujasz się pomiędzy bliżej, a dalej w ciągłej niepewności myśli: gdzie jest właściwie mój dom? Powinnam dodać , że to wiadomo mi nie od dziś. Wybór ciasny, ale własny. Kolejny raz zaczyna irytować podręczny bagaż do którego nie jestem w stanie wszystkiego zmieścić. A przecież to dzięki niemu lot staje się tanią frajdą w podniebnej przestrzeni, kiedy szybko i wygodnie pomijasz zmęczenie.

Zerkam na loty, jest! Dobra data i przyzwoita cena. Po chwili jednak kolejny raz dociera do mnie, że nie dam rady zmieścić się do kwadratowej walizeczki, która chcąc nie chcąc musi zmieścić się w bagażowy stelaż linii lotniczych. Nie potrafię się pakować, a problem dotyczy głównie Czytaj dalej „Plecak na wagę butów”

Meduzy, reklamówka i morze

Image

fot. Ola Janiszewska

Miał być spokojny powrót do Szwecji, bynajmniej tak mówił do nas wiatr. Podzieliliśmy podróż na dwa etapy, pierwszy odcinek ze Świnoujścia do Sassnitz, a nazajutrz docelowo już Falsterbo i macierzysty port Limhamnw Szwecji. W zaledwie sześć godzin dopłynęliśmy do Niemiec, wyłącznie na żaglach. Lubię, takie pływanie. Staję za sterem i słucham morza. Z czasem szum staje się częścią podróży, a obijające się o burtę fale przypominają o tym, że na wodzie rządzi wiatr. Jacht na żaglach wygląda jak piękny ptak, który szybuje na niebie poddając się powietrznym prądom. A potem znika w chmurach jak żagiel wśród wysokich fal.

Morze nie jest nudne, każda fala jest inna. Każda ma Czytaj dalej „Meduzy, reklamówka i morze”

Liposukcja by e-mail.

Właśnie otworzyłam pocztę, a tu proponują mi liposukcję. O matko z obrazka bez ramki! Ponoć owy zabieg sprawi, że nie będę musiała biegać. Kontra-szacun dla pomysłodawcy tej reklamowej treści! Myślę, że Ci ”zabiegowcy” mnie obrazili, bo przecież bieganie to miłość wyższego stopnia.

Dlaczego miałabym zrezygnować z wąchania ciastek i biegania z brzuchem czy też bez? Miś Yogi zasuwał w tempie pełno obrotowym po pustyni, mimo iż brzuch miał jak spinaker na pełnym wietrze, ale dawał radę. Wszystko jest kwestią woli i równowagi myśli.

Po takiej liposukcji czułabym się odarta z endorfinowej mocy jaką podają mi codzienne biegowe kilometry. Przecież to kocham! Miłości się przecież tak ot, nie zostawia. Pielęgnuje się ją, doświadcza. Delektuje się pięknem jakie wnosi w życie. A pani od sadła informuje mnie tu o jakiś lipido-usuwajkach. Przecież mam kaloryfer, może nie żeberkowy, ale taki płaski. Bardzo zwykły. Jak to kiedyś montowało się w blokach z wielkiej płyty. No i potrafię zrobić poziomkę, dojrzałą nawet taką.

Image

fot. Ola Janiszewska

Codziennik.

Image

fot. Ola Janiszewska

Ile pomysłów chodzi Wam po głowie codziennie, a ile tak naprawdę udaje Wam się wdrożyć w życie? Wydawało mi się, że umiejętność motywacji jest sztuką. Dziś zdaje mi się, że to nawyk. Jak każde inne przyzwyczajenie staje się normą naszego życia. Normą niedocenianą. Zapominaną zbyt wcześniej, jakby już było nie po drodze.

Jeśli wyznaczasz sobie cel, staraj się do niego dążyć. Nie porzucaj go, nie zniechęcaj się. Nie odkładaj na półkę, być może już nigdy potem nic na niej nie odnajdziesz. Możesz sięgnąć do książki, nieprzeczytanej do końca. Chłonąć ją w dowolnym momencie i w dowolnym wersie myśli. Życia nie zdołasz przeczytać dwa razy, bo życie pisze się na bieżąco.

Ilu ludzi zagłusza swój trudny, wewnętrzny świat sportem? Jak długo jesteśmy w stanie biec, po to tylko by przeskoczyć próg dotychczasowych możliwości? A jak to, z kolei, przekłada się na nasze pozasportowe życie, czy w zawodowej codzienności potrafimy być równie wytrwali i pewni siebie w dążeniu do właściwego celu?

Dopóki sport jest dla Ciebie ucieczką od codzienności, dopóty Ty pozostaniesz przegranym.

Zacznij biec we właściwą stronę. Zacznij biec w stronę siebie.

Kocham taki świat, spokojny i cichy.

Image

fot. Ola Janiszewska

Głowa nosi cały Twój świat. Twoje nogi, ręce, ból i euforię. W niej dzieje się wszystko, cały szczęśliwy i smutny czas zapisywany codziennie w pamiętniku bez zdań.

Tam gdzie powstają Twoje myśli, tam umierają.

Mam zmęczoną głowę. Rozerwaną na strzępy wielowątkowych zdarzeń, zamkniętych w przepełnionych treścią szufladkach.

Bezsenność, ona się nie zdarza. Ona zadomowiła się na dobre. Być może mieszka w starej piżamie, w nogawce spodni bez guzika. Rozmawiam z nią każdej nocy, prosząc o sen. Nie słucha. Starannie milczy, a rano maluje pod okiem ciemne plamy myśli.

Falsterbo, Szwecja. Kolejny dzień oczekiwania na mniej wietrzną litość. Kolejny dzień sztormu i bezczynnego czasu. Może jeszcze tylko parę godzin by wiatr pozwolił płynąć bezpiecznie.

Urzekło mnie to miejsce. Malutki port, pobliskie-sosnowo jodłowe lasy. Letnie wrzosy, w spokoju otulone zielonym mchem. Biegowe ścieżki wśród miękkich szyszek, przeplecione korzeniami dojrzałych drzew. Jak dobrze móc zwiedzać świat w przyjaźni, jaką dzielę z bieganiem. Kocham taki świat, spokojny i cichy. To jedyny czas, który głaszcze myśli by mogły przytulić się do snu.

Rytuał wolności

Image

fot. Mateusz Szulakowski i Ola Janiszewska

Zupełnie nie po drodze mi świat tego lata, a może lato w tegorocznym świecie. Do tej pory bieganie ratowało mnie z wszelkiej opresji: stawiało na nogi, witalizowało energetycznie no i co ważne, podawało codzienne endorfiny. Organizm wyregulowany na godzinę szóstą budził się do życia samodzielnie. I tak jak palacz sięga po pierwszego papierosa z utęsknieniem smolistego smaku i zapachu tytoniu, tak ja sięgałam porannie po biegowe buty. Rytuał wolności, tworzony w indywidualnej ścieżce ku wewnętrznej euforii. Czytaj dalej „Rytuał wolności”

Zielony Wimbledon Radwańskiej

Nikt wcześniej nie wywołał na trawie takiego zamieszania, jakie dzieje się teraz. I to zupełnie jednoosobowo. Euforię buduje się dziś znacznie mocniej, niżeli może oczekujemy. Jeśli Agnieszka Radwańska wygra tegoroczny Wimbledon, stanie się numerem jeden na świecie. Co zdarzy się, kiedy silna Serena Williams nie podoła Agnieszce? Zapewne szybko znajdą się osoby, media, które przypiszą jej sukces wspólnym działaniom. Wtedy będzie to nasz, polski triumf.

Czy będziemy potrafili zbudować podobną opinię jeśli najlepsza polska tenisistka ulegnie silnej, grającej bardzo męski tenis, Amerykance? Czytaj dalej „Zielony Wimbledon Radwańskiej”