V Bieg Niepodległości w Kaletach – spontan jest najlepszy!


Spontanicznie zapisałam się na kolejny rodzimy bieg – tym razem ‘Niepodległości’, po raz wtóry organizowany przez kaletańskich włodarzy miejskich. Tego roku w przedsięwzięcie zaangażowała się również kaletańska coraz liczniejsza uzdolniona grupa biegowa ‘O co biega w Kaletach’.

bieg-niepodl-kalety-w-under-armour

Była profesjonalna brama mety wypożyczona od zaprzyjaźnionej grupy z Radzionkowa ‘Cidry Lotajom’. Był sprawnie zorganizowany proces zapisów, weryfikacji, wydawania numerów. Był ogromny postęp w podsumowywaniu wyników. Był rekord stających w szranki – prawie OSIEMDZIESIĄT osób!

Dla Kalet to naprawdę duża liczba. Tegoroczna frekwencja tę ilość biegaczy zgromadziła dzięki wspomnianej wyżej, prężnie działającej grupie ‘ O co biega w Kaletach’. Rozpropagowali ścieżki biegowe, a przede wszystkim jakże przydatną i praktyczną inwestycję poczynioną w naszym mieście – bieżnię. Prawdziwą, standardową 400-metrową  profesjonalną bieżnię na Stadionie Unii.

Pogoda? Cóż pogoda! Czy ona biegaczom zawadza albo przeszkadza? W żadnym wypadku. W dniu biegu nawet łaskawa była – 11go, w piątek świąteczny przyjemnie, słonecznie, choć dość zimno.

V edycja biegu czczącego nasze państwowe Święto Niepodległości jak co roku miejsce miała w uroczym zakątku: dzielnicy Zielona, oddalonej o około 9km od centrum Kalet, czy innych dzielnic, z których stawili się biegacze. Tradycyjnie start nastąpił spod historycznego nam kamienia i drzewa – Dębu nazwanego Wolności ku czci Niepodległej.

Niezwykła różnobarwna grupa biegaczy doczekała momentu startu, wysłuchawszy wcześniej komunikatów organizacyjnych przedstawionych przez Panów – Antoniego Jeża i Jacka Lubosa.

Start biegnącyh poprowadzony przez tego drugiego, wybiegł spod dębu w stronę mety. Następnie – już dość istotnie rozciągnięty sznur biegaczy skręcił zgodnie z oznakowaniami w dolomitem wysypaną, utwardzoną, przyjemną stawom i stopom drogę.

Cztery kilometry prostej wśród pięknej jesiennej aury, drogą okoloną lasem liściasto-iglastym. Pomiędzy grzybiarzami a to idącymi dopiero na zbiory, to już wracającymi z pełnymi koszami na pewno podgrzybków, kto wie – może i komu szczęście dopisało znaleźć prawdziwki.

Choć wśród biegnących niejeden znawca tego runa, nie czas na wędrówki lasem, by z poszycia jego wyłuskiwać to tu, to tam uwodzące swoim brązem kapeluszy grzyby.

My biegliśmy, z jednej strony trochę zazdroszcząc zbieraczom, z drugiej sami zazdrość budząc: bo chce się nam; bo mamy siły; bo zapał i radość malujące się na twarzach usatysfakcjonowanych biegaczy, aż porywały – tak sądzę – spacerowiczów. Czy który z nich niebawem sam zacznie biegać?

Wspomniane pierwsze cztery kilometry bez problemów pokonane, bez gubienia i obaw o pomylenie trasy dalszej. Znakowanie czytelne, widoczne, oczywiste. Do tego poszczególne kilometry uchwycone, zatem i kontrolować założony czas można było.

Zakręt w prawo, w bardziej nierówną nawierzchnię drogi, ale i przyjazną w ciągu dalszym dla organizmu. Miekkość piasku, w którym stopy grzęzną, nie szkodzi stawom. Urzekają widoki dookolne: te wszędobylskie drzewa, sciółka gęsta z liści i igieł.

Niespodziewany, choć zapowiadany – tzw. Garbaty most – nad rzeką Mała Panew. Znany tubylcom, myślę, że sprawił radość zwłaszcza przybyłym gościom-biegaczom. W końcu bieg przełajowym nie na próżno nazwać.

Dalej zawijasami druga część dziesięciokilometrowej trasy wiodła. Cały czas wśród lasów ciągnącymi drogami, to dalej, to bliżej linii brzegu zbiorników wodnych Zielonej.

Dobre to miejsce, dobry czas – start nastąpił o godzinie 11– dobry termin na bieg towarzyski.

Wszyscy startujący ukończyli bieg. Zadziwiająco dobrze się biegło – mnie osobiście. Nie wiem czemu przypisywać nieoczekiwany malutki mój sukces: udało się nie przekroczyć pięćdziesięciu minut! Kładę to na karb butów – zdecydowałam się pobiec w polubionych od kilku miesięcy butkach biegowych Under Armour Gemini2. Ich przeznaczenie to głównie asfalt. Protektor przekonał mnie, by zabrać je na to trochę przełajowe bieganie. Dynamika, amortyzacja – czy to przyczyniło się do osiągnięcia satysfakcjonującego mnie czasu?

Nie wiem. Pewna jestem, że butki Under Armour po raz kolejny spisały się na medal.

bieg-niepodleglosci-kalety-2016Dekoracja po podsumowaniu. Najlepszym wręczano puchary. Mnie też się trafił!

Atmosfera była wyjątkowa na Piątym Biegu Niepodległości o Puchar Burmistrza Miasta Kalety.

Kolorytu i wartości dodały tradycyjne kiełbaski pieczone nad ogniskiem, a dodatkową atrakcją zwłaszcza dla podniebienia była gorąca kawa oraz niesłychanie dobre ciasta przygotowane przez Panie z grupy ‘O co biega w Kaletach’.

Nie zabrakło symbolicznych kotylionów przekazywanych przez Burmistrza i przedstawicieli Rady Miejskiej wraz z dyplomami każdemu uczestnikowi biegu. Kotyliony przygotowane zostały przez podopiecznych kaletańskiej świetlicy ‘Przystań’.

Zatem – do biegu ludzie!

Bieganie jest cudowne! To truizm, ale to prawda!

Reklamy

7 thoughts on “V Bieg Niepodległości w Kaletach – spontan jest najlepszy!”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s