Jesienny coming -out


Uwielbiacie jesień tak jak ja? Jeśli nie – przypomnijcie sobie letnią falę upałów. Albo przedzieranie się przez miasto w śnieżycy. Jesień jest zdecydowanie bardziej stabilna i przewidywalna, prawda? Do tego niezwykłe kolory liści w parkach i zapierające dech w piersiach górskie krajobrazy. Rześkie poranki i pola spowite mgłą. Plus brak muszek i komarów. Czy można wymarzyć sobie lepsze warunki?

A jeśli chodzi o bieganie jesienią, to żadna pora roku jej nie przebija. Zaraz po Sylwestrze jest ciężko, nie na darmo większość postanowień noworocznych to „zacznę biegać WIOSNĄ”. Wiosną głównie jednak walczysz z przesileniem wiosennym. Łatwo wtedy o przeziębienie i kontuzje bo człowiek nie wybudził się dobrze po zimie i bardzo powoli wchodzi na wyższe obroty. Spowalnia cię  jeszcze najpierw zalegający gdzieniegdzie śnieg, później śliskie chodniki. I ciągle jest ciemno. A później nagle lato i już walczysz z upałami. Teraz to dopiero jest ciężko. Możesz niby wykupić karnet i biegać komfortowo w klimatyzowanej sali ale tam wszystkie bieżnie zajęte przez babki, które zaczęły właśnie „program bikini”. Na szczęście lato w Polsce nie trwa zbyt długo. I nagle, w trzecim kwartale tego znoju okazuje się, że praca w trudnych warunkach przyniosła efekt.  Wiosną potykałaś się o własne nogi, cierpiałaś latem a teraz?

Teraz „szybko” rzeczywiście oznacza szybko a „daleko” to znacznie dalej niż kilka miesięcy temu. To dodatkowo nakręca Twoją motywacje by wyjść na kolejny trening.Cudnie, prawda?

Mkniesz przez miasto, połykasz kilometry w parku, unosisz się nad górską ścieżką. Serce bije radośnie ale płuc nie wypluwasz. Możesz co tydzień śmigać dyszki na zawodach i wydaje Ci się że to takie trochę mocniejsze spacerki. Spontanicznie zapisujesz się na maraton a następnie pokonujesz go przybijając piątki kibicującym dzieciom i gawędząc z innymi biegaczami.  Z rozpędu po tygodniu dorzucasz jeszcze jeden, tym razem towarzysko, dotrzymując kroku największym rywalom. Sezon przypieczętowujesz piękną życiówką. A za miesiąc znów ją poprawiasz.

No chyba, że przespałaś wiosnę. A może obijałaś się latem?
Nie ma co szukać teraz winnych i rozkminiać, „co by było, gdyby”.

Taka prawda, że sama siebie skazałam na szuranie w szeleszczących liściach. Nie ma lekkości, mogę zapomnieć o chwili chwały na mecie maratonu. W którym jednak wystartowałam, choć rozum podpowiadał inaczej.

Ale i tak uwielbiam jesień!

na-mecie

 

Reklamy

7 thoughts on “Jesienny coming -out”

  1. Ja lubię jesień… mam wtedy mnóstwo planów na nadchodzącą zimę! Jedyne co mnie napawa pesymizmem, to… skracający się dzień 😦
    A biegać zaczęłam kiedyś zimą… przy minus 20 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s