Przybij piątkę, pozdrów kibica


pozdrów kibica

Na kilka dni przed startem jednej z ważniejszych wiosennych imprez biegowych – Orlen Marathonem biegający blogerzy zasypują sieć przeróżnymi poradami, głównie dla debiutantów. Ja mam dla Was jedną, bardziej prośbe niż porade, taką, której do tej pory nie znalazłam w żadnym zestawieniu. Te tytułową. Bo wszedzie o nawodnieniu, ładowaniu weglami, ostatnim mocniejszym akcencie treningowym, ochronie przed przegrzaniem, zabezpieczeniu sutków, prawidłowym zawiązaniu sznurówek itp. Jasne, wszystko ważne. A później, gdy każdy wrzuci na fejsika zrzut z Endo a na insta zdjecie z medalem, pochwali sie życiówką, zacznie sie narzekanie na kibiców.  Że mało ich na trasie, że stoją tylko i się patrzą, że nie dopingują wystarczająco żywiołowo, że daleko nam jeszcze do Londynu, Berlina, Koszyc czy Nowego Jorku. No bo jak biegnie maraton przez miasto to wszyscy jego mieszkańcy powinni wylec na ulice i wiwatować herosom, co nie?

No właśnie, niekoniecznie…

Tak się składa koleżanki i koledzy maratończycy, że uczestnicząc w kilku maratonach stałam na poboczu. Z jakiegoś powodu nie mogłam brać czynnego udziału, więc chociaż dopingiem chciałam wziąć udział w biegu. I wiecie co? To nie jest zbyt ciekawe zajęcie. I niełatwe. Serio, serio, niestety. Bo jak akurat nikt nie biegnie (luki zwłaszcza na samym początku i później – pod koniec stawki, bywają dość długie, szczególnie w mniej popularnych biegach) to przez długie minuty nie masz nic do roboty. Fajnie, gdy biegnie ktoś znajomy – łapiecie kontakt, wymieniacie uśmiechy, zdarza się, że i uściski. Obcy bardzo rzadko je odwzajemniają (uśmiechy, bo o uściskach mowy nie ma), często własną muzyką odcięci od świata. Bardzo szybko głupio się człowiekowi robi, gdy tak stoi i  wydziera się bez żadnego odzewu z drugiej strony.   I coraz poważniej zaczyna zastanawiać się nad sensem kibicowania.

Nie dziwcie sie „niemrawym” kibicom i nie miejcie do nich pretensji, że nie dość żywiołowo reagują na Wasz wysiłek, zwłaszcza jeśli sami nie czynicie żadnego gestu w ich kierunku.

Swoich kibiców pamiętam doskonale: dziewczynę, całkiem obcą, która okrzykiem „brawo, siostra” poderwała mnie do lotu na ostatnich metrach maratonu w Warszawie, panów sprzed sklepu w Dębnie, kserujących dzień wcześniej listy startowe – dzięki temu mogli każdego przebiegającego wywoływać po imieniu (w Dębnie biegłam bowiem w czasach, w których imienne numery startowe nikomu się nawet nie śniły), turystów na bieszczadzkiej cześci czerwonego szlaku: „Biegniecie z Komańczy? byliśmy tam, yyy, trzy dni temu” dzieciaczki z Szopienic wyciągające rączki, żeby przybić im piątkę, strażaków trzy kilometry przed metą w Rytrze, ekipę z chochlami i garnkami na przystanku „odciętego” od reszty Poznania osiedla. Może i nie wpłynęli bezpośrednio na mój ostateczny wynik ale jakże dodawali skrzydeł. Gdybym mogła, podziękowałabym im jeszcze raz. Uśmiech, skinienie głowy to ważny dla nich gest.

 

Reklamy

1 thought on “Przybij piątkę, pozdrów kibica”

  1. Tekst trafia w sedno problemu jakim jest kultura i obyczaje niektórych biegających osób. Trenując zimą absolutnie każdy mijany na ścieżce biegacz odpowiada na gest rekom czy uśmiech. W lato niestety często zdarza się, że na przyjacielski gest w odpowiedzi otrzymuję naburmuszoną minę. Może to kwestia sezonowych biegaczy albo po prostu braku zainteresowania masową kulturą wśród biegowej społeczności ale na zawodach niestety cierpią na tym kibice, a na codziennych biegowych trasach – my wszyscy, biegacze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s