Moja Córka jest najlepsza!


Ile razy można mówić: bieganie jest… – i  wymieniać same superlatywy?
A zwłaszcza wtedy, gdy bez grymasu, chętnie, z pełnym zaangażowaniem weźmie w bieganiu udział ktoś Tobie bliski? I jak się zaprezentuje!
Minionej soboty:
-Helenko, pojedziesz ze mną na Zieloną?
-Po co?
-Bieganie. Biorę udział w „Polska Biega”.
-Dobrze.
To było z rana.
-Mamooo!!! Za pół godziny trzeba wyjechać! – zawołała mnie Córka, gdy ja coś tam jeszcze przekładałam i układałam w domu. Dopiero była dziewiąta! – myślę sobie i zabieram za skompletowanie ubioru. Decyduję, by już w nim wyruszyć. Dojechać do miejsca startu trzeba 9 kilometrów – rowerami się wybierzemy. Pogoda sprzyja, nie będzie trzeba przebierać się na miejscu.
Jak pięknie na dworze! Słońce w euforii swojej jasności. Budzi się we mnie niepokój: jedenasta prawie na zegarze, o dwunastej start. Zdążymy? Zdążymy – 24 minuty, 9 kilometrów. To zegarek i licznik na rowerze wskazują, gdy dojeżdżamy do ‘biura zawodów’.
Biegacze zjeżdżają. Nie jesteśmy ostatnie. Liczba mnoga – bo moja Córka mnie zaskakuje – ona również startuje! Tak z marszu, bez specjalnego przygotowania. Sugeruję „Pobiegniemy razem, jednym tempem.” „Nie będę cię spowalniać. Biegnij i wygraj mamo!”.
Trochę chłodu, ale promienność słońca rewelacyjna! Odpowiednia pogoda do biegania. Gdy się stawiamy na linię startu, ogarnąwszy okiem zgromadzonych biegaczy sądzę – nie licząc – że jest pewnie około trzydziestu osób. W tym 5% kobiet. Ściśle określam. Moja kategoria najmocniej obsadzona. Chcąc coś osiągnąć, trzeba będzie rzetelnie powalczyć.
Sprawdzenie obecności – to gdyby ktoś jeszcze gdzieś się rozgrzewał i nie zauważył, że czas już. Instrukcje odnośnie trasy. „W prawo, w prawo, w prawo. Droga w którymś momencie mało ciekawa, ciężka. Dużo ‘zółtej’ /usypanej dolomitem/ nawierzchni. Gdzie brakło taśmy – pod koniec – niewłaściwe ścieżki założone grubszymi gałęziami.”
O rety… Znowu wątpliwość ‘nie zgubię się?’. Słyszę nie tylko szmer w moich myślach, ale i kilka innych osób z grupy głośniej to wypowiada. Załóżmy, że będzie wszystko dobrze. W końcu – może – będę biegła w takim tempie, że ciągle kogoś będę miała w zasięgu wzroku.
Moja Córka – obserwuję ją – bezstresowo podchodzi do biegu. ‘Ustawiam play-listę’ – informowała mnie kilkanaście minut temu, gdy dopytywałam, co tak ciągle z tym telefonem. Rzeczywiście: słuchawki w uszach, rozluźniona. Bardzo dobre nastawienie!
No to — ‘trzy cztery, klap-trzask’ – biegnieeeeemyyyyyyyy.

Polska Biega w Kaletachzdjęcie z Galerii V Święto Zielonej

Co za słońce! Naprawdę tego dnia rewelacyjnie przyświeca. Ileż daje radości i blasku swoją promiennością. I ten chłodek odczuwalny gdy się nie ruszać, stać w cieniu – zamienia się w ciepło. Tam, gdzie gałęzie drzew nie przysłaniają drogi biegu – robi się zbyt słonecznie.
Trzeba było wziąć czapeczkę! – ganię siebie, spoglądając na głowę koleżanki, która właśnie mnie wyprzedziła. I gna, jakby to było… Leciutko, zwinnie – przez chwilę jest kilka kroków przede mną, potem coraz więcej i więcej. A po kilku minutach, na odcinku kilkuset metrów tak wysforowała do przodu, że absolutnie nie mam szans, by ją dogonić. O przegonieniu – to marzenie nierealne.
Przestawiam stopy czując chwilami, jakbym powłóczyła prawą nogą. Ku-le – czyżbym przesadziła wczorajszymi ćwiczeniami?
Spoglądam za zegarek: dziewięć minut biegania. Sycąc wzrok tym przeuroczym blaskiem słońca, chowając siebie w nikłym cieniu, choć skutecznym, cieniutkich gałązek sosenek i brzóz, rozmyślam jak biegnę. Jak dam radę. Czy dam radę.
Zastanawiam się, czy za chwilę ‘nie łyknie’ mnie moja własna Córka. Albo – co byłoby dla mnie gorsze – inna z biegnących pań. Trasa prowadzi, jak zapowiadał organizator: w prawo, w prawo, długo prosto żółtą drogą. Nawet wygodną, by znowu w prawo wymusić pracę nóg. Na kamieniach i po piasku. I znowu po kamieniach. Wyminąć korzenie. I znowu w grząskim piasku przestawiać stopy. No to do pracy – szybciej wyciągniesz stopę, mniejszy kontakt z ciężkim podłożem.
Kolejny zakręt. Głowa sama wykręca się delikatnie w prawo. Zza młodych brzózek widzę kilkadziesiąt metrów za mną jakiś róż-pomarańcz. Córka to moja? Ona w rybaczkach takich intensywnie pomarańczowo-różowych wystartowała.
Wyprzedził mnie biegacz, wygląda na zawodowca. Za to mnie udało się wyprzedzić innego biegacza.
Dwudziesta szósta minuta. Oceniam siebie dziś na tempo ok. 6minut na kilometr. Czyli zaczynam piąty teraz? Wytrzymam jeszcze dziesięć minut? Ocieram pot z czoła, szyi, karku. Oj, brakuje czapeczki. Dyszę ciężko i mobilizuję do przynajmniej równego tempa. Na pewno nie zwalniać!
Dlaczego tak mi zależy? Czemu tak bardzo nie chcę pozwolić się wyprzedzić?
Ech, bieganie! To naprawdę wciąga! Mobilizuje, zmusza i wymusza – pracę i… rywalizację?
Mały podbieg, przy którym stoi organizator. A – nie ma taśmy, ni gałęzi – a droga rozwidla się. Wbiegam na wał. Aha – czyli ostatnich kilkaset /kilkadziesiąt?/ metrów. Znowu piasek. Co wybrać: kilka kroków więcej, czy krócej – po ciężkim, grząskim podłożu? Samo się wybiera, same nogi przebierają, byle do przodu, byle nie zwalniać. Byle… nie dać… się… wyprzedzić. Ostatnia prosta. Długa prosta. Ciężka. Teraz dać się przegonić?
Stopa przekracza umowną linię mety. Słyszę ‘… trzydzieści dziewięć’ – sędzia podał czas do zapisu. Spoglądam na mój stoper: to były sekundy. Minut trzydzieści dwie. O – czyli nie najgorzej. Trasa: 6,400km. Gdybym miała biec po sześć minut każdy kilometr – nie jest aż tak źle. Choć bywało – niewiarygodne – ale bywało dużo, dużo lepiej, czyli szybciej.
Gratuluję koleżance, która już dawno wbiegła na metę. Obserwuję następnych dobiegających. Zbliża się troje biegaczy. O – i Helena. Dopinguję ją głośno, oklaskuję jej finisz. A ona? A moja niewiarygodna Córka dosłownie kilka metrów przed metą wyprzedziła oboje biegaczy, którzy byli przed nią.
Moja Córka jest niesamowita! Bez specjalnego przygotowania, bez systematycznego biegania – dać radę taki odcinek. I jeszcze finiszować. Bajka! Moja Córka jest najlepsza!
Po otrzymaniu dyplomów – tak, tak: w liczbie mnogiej – za sam udział i za miejsce na podium! – Helena zaznaczyła, z jakim przesłaniem wzięła udział: ‘Dla frajdy, spontanicznie, bez napięcia’. Takie hasło akcja Polska Biega umieściła na dyplomach.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s