A co, jeśli się nie chce?


Zbieraj się. Biegające ubranko. Kurtka, bo deszcze zapowiadają. Czapka i rękawiczki. Bo już wieczór. Grudniowy.
Dziwny grudniowy, bo ciepły, jak na tę porę roku w naszym klimacie.
I biegnij. Wolniutkim truchcikiem.
Nie chce się. Kolka łapie. Może do siostry wejdę?
Biegnij.
Mgła zmieszana z warstewką dymu. Kierunek dzisiaj: bieżnia. Trzeba się przebić przez miasto.
Ciągle się nie chce. Dom siostry minięty.
Biegnij. W tym zapominającym się deszczyku, który sam nie wie: już padać, czy jeszcze nie…? Chodniki, asfalt drogi. Ścieżka rowerowa – to już tu.
Zwalniam. Otwieram bramę, która skrzypi.
Biegłam dwadzieścia minut. Ciągle się nie chce. Szybszym marszem przemierzam sto metrów na bieżni. Ruszać się. Jakieś ćwiczenia rozwojowe?
Nie chce się.
Schodzę z bieżni w głąb boiska. Przewrócona bramka piłkarska zastąpi mi płotek. Muszę uważać jedynie, by nie zaplątać stóp w siatkę, którą przypięto do ramy. Wykonuję serię przemachów nóg: od zewnątrz do wewnątrz nad jednym z boków ramy bramki. Dziesięć i dziesięć razy. Teraz lewa. Znowu liczę dziesięć i dziesięć. Zmiana – teraz od wewnątrz do zewnątrz. Podobny system liczenia. Również na obie nogi.
Rozruszana, rozgrzana jeszcze bardziej, maszeruję na bieżnię by dojść do bazy ‘gospodarzy’: mała wiata z krzesełkami. Zostawiam tutaj kurtkę, czapkę, rękawiczki.
Ciąg dalszy ćwiczeń. Skupiam się nad każdym wykonywanym ruchem.
Nie zachowałam kolejności: od górnych stawów do dolnych prowadząc ćwiczenia rozwojowe. Ale czuję z każdym kolejnym ćwiczeniem, że aplikuję równomiernie zadania dla mięśni i stawów. W ruchu: przemachy ramion, „bieg” bokiem krokiem odstawno-dostawnym. Bieg ze skrętem w biodrach – tzw. ‘przeplatanka’. Wyrzuty nogi wykrocznej do przodu. Kilkanaście powtórzeń jedną, potem drugą.
Bieg z unoszeniem nogi nad wyimaginowanym płotkiem. Prawa – piętnaście razy, lewa – podobnie. Bieg ze skłonem na boki – ‘zbieranie grzybków’.
Tylko troszeczkę się zadyszałam. Całkowicie rozruszana, na maksa rozgrzana, z gwarancją, że każdy staw i mięsień nie został pominięty – przystępuję do dalszych zadań, które wymyślam spontanicznie.
Teraz: setki. Z prędkością na ok. 70% własnych możliwości. Mobilizuje mnie biegacz, który właśnie zaczął swój trening. On kolejne kółka pokonuje – z mojej perspektyw patrząc – umiarkowanym tempem. Ja skupiam się na poprawności wykonania narzuconego sobie zadania: prosta sylwetka, praca przedramion skoordynowana z nogami. Wdech-wydech – udaje się pilnować tej równości na początkowych metrach.Każde następne to walka z sobą, by zakończyć na bezdechu. Tak było za piątą setką. Coś za szybko. Regulowanie zatkanych płuc zajmuje mi kilkanaście sekund. No – nie przesadzaj! To ma być ćwiczenie budujące, nie zamulające.
Kolejne setki już wolniej. Powrót marszem, dopiero po pięćdziesięciu metrach wolniutkim truchtem.
Biegacz biega i biega, a ja kolejne zadanie wymyśliłam dla siebie: wieloskoki. Dziesięć jak najpoprawniejszych uniesień uda prawej i dziesięć – lewej nogi. Przerwa. Wyszło z sześć powtórzeń. Więcej uznałam za bezcelowe, bo ‘uciekały’ mi nogi. Umęczyłam mięśnie. Swoje też zrobiła aura: ślisko na bieżni dla takiego ćwiczenia na umęczonych nogach.
Co teraz? Teraz troszeczkę siłówki. Skrętoskłony, ‘samolocik’ – ćwiczenia wzmacniające grzbiet. Kolejne to ‘deseczka’. Nstępnie pokrewne do tego ćwiczenie – z podporu na przedramieniu bokiem – wzmacnianie mięśni głębokich brzucha. I tak trzy serie.
Na zakończenie, jeszcze chwilka rozciągania mięśni łydek i ud.
I – już.
Trochę czasu na tej bieżni spędziłam. Absolutnie nie przeszkadzała aura – wręcz przeciwnie: idealna pogoda do biegania. Od czasu do czasu mżyło. Wychodząc z domu czułam delikatny chłód, który szybko został pokonany ruchem.
Jeszcze dwadzieścia pięć minut wolniusieńkiego truchtu, by wrócić do domu.

Co zatem – gdy się nie chce? Właśnie to. Wyjść i zacząć. Reszta sama się zrobi.

bieznia noca

Advertisements

8 thoughts on “A co, jeśli się nie chce?”

  1. Takich właśnie wpisów mi zawsze najbardziej brakuje 🙂 takich, co dają prawdziwego kopa, a zwłaszcza przy takiej pogodzie jest on najbardziej potrzebny! dzięki wielkie, lecę trenować 🙂

  2. Częściej jeżdżę niż biegam, ale wyjście na zewnątrz jest to samo. Najbardziej nie lubię momentu ubierania się, bo gdy strasznie mi się nie chce, to ubieranie się jest jak taki wysoki mur do przeskoczenia. Do tego mam zbyt negatywnie głowę nastawioną, jak mi się nie chce a wyjdę, to często trening nie należy do zbyt udanych 😉 Cóż, taka moja natura 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s