Gdzie kończą się ludzkie możliwości?


 2:02:57. Od dziś tyle wynosi rekord świata w maratonie*. Tym na 42km i 195m. Dwie godziny i niecałe trzy minuty.
Jeszcze kilka lat temu nie pogardziłabym takim wynikiem na połówce a maratońskie wyczyny znajomych („złamana” ze sporym zapasem trójka) przywracały o zawroty głowy.
Kilkanaście lat temu samo pokonanie maratonu wydawało mi się wyczynem nie do ogarnięcia. Do czasu gdy wyczytałam gdzieś, że właśnie dokonała tego Oprah Winfrey, amerykańska królowa talk showów

Unknown
(kojarzycie? – to właśnie w jej programie Armstrong potwierdził to, o co wszyscy go posądzali) – kobieta, która z wyczynowym sportem nie miała zbyt wiele wspólnego. Skoro jej się udało?… Nie namyślając się zbyt długo znalazłam odpowiadający mi maraton, opłaciłam wpisowe i rozpoczęłam przygotowania. Tak, właśnie w tej kolejności:) Nie, nie idźcie tą drogą! Od razu zaznaczę, że byłam wtedy oczywiście młoda i niepokorna i całkowicie niedoświadczona (i chyba tylko to mnie usprawiedliwiało). Nie miałam pojęcia o dawkowaniu wysiłku, doborze środków treningowych, regeneracji, diecie. Ze studiów na AWF-ie wyniosłam trochę wiedzy teoretycznej (naprawdę niezbędne minimum, wystarczające do zaliczenia „Teorii i metodyki treningu” ale nie do rozpisania prawidłowego planu treningowego) i wydawało mi się, że wiem, jak się biega. Trzymałam się wersji „Oprah zaczynała od absolutnego „0” to i ja dam radę”. Dałam głównie dlatego, że ogólnie byłam dość sprawna. No i uratowała mnie całkowita nieświadomość czekającego wysiłku. Skąd miałam wiedzieć, jak to jest na 30. kilometrze (ha! nie wiedziałam nawet, jak jest na 20). A i może jeszcze to, że mój maraton miał nie 42 kilometry (strasznie dużo jednostek do przebycia) a 26 mil. Niby żadna różnica ale głowę dało się tym oszukać.
Pierwszy raz…Miał być jednorazową przygodą, swoistym rytuałem „przejścia”, próbą sił. Wyszłam z tej próby zwycięsko i dość szybko przyszedł apetyt na następne. Maratony górskie, Maraton Komandosa, Bieg Rzeźnika stały się tylko kwestią czasu, kolejnymi granicami, które chciałam przekraczać, kolejnymi okazjami do poszukiwania odpowiedzi na pytanie: ” jak wiele jeszcze mogę?”, wspaniałymi przygodami i doskonałymi lekcjami.  Nie wydarzyłyby się gdyby nie jedna, spontaniczna, nie do końca przemyślana decyzja.
 *Denis Kimetto, Berlin.
Reklamy

1 thought on “Gdzie kończą się ludzkie możliwości?”

  1. myślę, że ludzkie możliwości się nie kończą, a wręcz przeciwnie.

    ja co prawda zaczęłam od 5km a nie 42, na do maratonu jeszcze nie doszłam, ale właśnie pierwszy oficjalny półmaraton za mną.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s