Przekorne szczęście. Maraton Wolności, 1 czerwca, 2014


MaratonWolności
fot. Park Sląski

Całkowicie przez przypadek. Niemal ‘z marszu’, choć mądrzy i rozsądni w ten sposób nie przystępują do maratonu.
We środę wysłałam do jednego z organizatorów prośbę o przyjęcie mnie do grona startujących. Zadałam też pytanie, czy będzie to rozsądne – wszak półtora miesiąca temu przebiegłam pierwszy w moim życiu tak długi dystans na płaskim. Przyjęto moje zgłoszenie. Przekonało mnie zdanie z maila: ‘Maraton odbywa się głównie w głowie, więc jak będziesz pozytywnie nastawiona i zaczniesz w odpowiednim tempie to ukończysz maraton z dużą radością’.
Postanowione.

Przez czwartek, piątek i sobotę jeszcze ‘walka z myślami’ – wystartować? Tak niewiele biegałam ostatnio. Pocieszałam się myślą o nie zaniedbywanych ćwiczeniach wzmacniających brzuch, grzbiet, przedramiona. Jeszcze w piątek wybrałam się na krótkie rozbieganie z małym akcentem siły biegowej.

Będzie ciężko, ale pozytywne myślenie! Treningowo startuję – postanawiam w sobotę. Skoro mam możliwość, wykorzystam szansę. Samodzielnie nie zorganizuję sobie treningu na takim dystansie na asfalcie z zapleczem nawdaniająco-odżywiającym.

Niedziela. Poranek.
Jak mało kiedy przed startem w biegu wyjazdowym, nawet śniadanie przyzwoicie przygotowane, w warunkach domowych. Na spokojnie. Do parku zostałam odwieziona, zatem nie trzeba było zrywać się ‘skoroświt’. Miałam ponad pół godziny, chyba nawet trzy kwadranse na przygotowanie do startu.
Przebrać się, ostatnie łyki wody z sokiem. Ostatnia próba połączenia z Córką, by trzymała kciuki. Właściwie prawie nikomu nie przyznałam się, że startuję.
Plecak do depozytu.
Teraz już tylko rozgrzewka. Rzetelna. Porządna.

Nie mam pojęcia, ilu zgłoszonych do maratonu. Kilka setek jest. Wszędzie widoczni. Ilu znajomych!
Dochodzi godzina dziewiąta.
Pogoda? Przyjemna, idealna dla tak długiego biegu. Jedyny mankament to trasa, chociaż… Kto powiedział że organizator musi zapewnić biegaczom płaską, wygodną nawierzchnię?
Na dzisiaj przygotowano ją głównie pod względem historycznym. Wyraźnie organizatorzy zaznaczali: to bieg ‘wolności’, dla uczczenia minionych wydarzeń w naszym kraju sprzed ćwierć wieku. Zatem prowadziła przy nieczynnym już Szybie Prezydent, przy Kopalni Wujek, całą długa ulicą Wolności w Chorzowie, ulicą Mariacką, przez Rondo Generała Ziętka. Przy Telewizji Katowice. Atrakcją było biegnięcie wśród zwierzyny chorzowskiego ZOO, dróżkami Skansenu w Parku Chorzowskim. Biegacze zwiedzali centra śląskich miast: Chorzowa, Katowice, kilka uliczek Siemianowic.

Do biegu przystąpiłam tak, jak we wspomnianym mailu było: w głowie kodować ‘chcę, mogę, przebiegnę’, mięśniom nakazujć racjonalność, spokój. Biegnę, by pokonać całą trasę. Nie będę ścigała się już teraz ze wszystkimi, zwłaszcza tymi, którzy tak blisko mnie przede mną i tam, daleko już widoczni.

Bardzo dużo wzniesień i trochę zbiegów. Punkty odżywcze dobrze – jak dla mnie – rozplanowane. W jednym tylko momencie zaczęło w głowie kołatać ‘wody’. To tylko przez chwilkę, krótki moment. O małej butelce z wodą zapomniałam. Warto mieć przy sobie na długim dystansie biegania.

Ciarki mnie przeszły, gdy dobiegałam do głównej bramy Kopalni Wujek – w tej okolicy grała kopalniana orkiestra. Zgromadzeni słuchacze gromko bili brawa biegaczom. Mobilizuje to, buduje. Daje siłę.

Bieg był ciężki. Nie ukończyłam go powalającym czasem. Przyznaję rację znawcom: jestem chyba nie najgorzej zaprawiona w biegach. Dałam radę do samego końca! Jeszcze raz chciałabym w podziękować Agnieszce. Ostatnio przygotowywała nas – biegaczy – do maratonu orlenowskiego w Warszawie. Wcześniej również miałam przyjemność uczestniczyć w zajęciach przez nią prowadzonych. Dzięki niej uświadomiłam sobie i zapamiętałam, jak wielkie znaczenie ma prawidłowa postawa w czasie biegu: trzymać się prosto, nie pochylać. Już po raz kolejny potwierdzam, a Agnieszka często to podkreślała: rozciągajcie się po biegu! Ćwiczcie siłę. Tak – to procentuje. Agnieszko – dziękuję po raz kolejny. Bardzo dziękuję!

Wielką niespodziankę sprawiła moja najmłodsza siostra ze swoim mężem i ich maleńką pięciomiesięczną córeczką: byli na trasie, na ostatnich kilometrach. Cierpliwie czekali, by dodać mi sił, upewniwszy się u organizatorów, gdy przyszli do parku, że biorę udział w biegu.

Jakąż niespodzianką, drugą w czasie i po biegu, dla mnie było to, że… na ostatnim, bo na ostatnim – ale znalazłam się na honorowanym nagrodą miejscu! Przybiegłam jako piąta kobieta.
Hm – to przekorne moje szczęście, bo startowało nas niewiele: około 8% w ogólnej liczbie maratończyków, którzy ukończyli dzisiaj bieg. I tylko dlatego byłam na podium, niemniej miłe to. Ale pracować dalej wypada!

Maraton Wolności. 1 czerwca 2014. Organizator: Park Śląski.

Reklamy

4 thoughts on “Przekorne szczęście. Maraton Wolności, 1 czerwca, 2014”

  1. Wielki szacunek! Postanowić w środę, że pobiegnie się maraton w niedzielę… nie potrafiłabym! Tym bardziej czapki z głów! I gratulacje za miejsce! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s