Utopić myśli w zieleni


Ile razy przebiegasz tę samą trasę?
Ile razy dziwisz się, wracając wcześniej pokonanym odcinkiem drogi bo widzisz to, czego  nie można było dostrzec ‘z tamtej strony’?

Osobiście przeżywam jeszcze inne wrażenia.
Wczoraj wzięłam udział, po raz kolejny,  w biegu w lasach panewnickich.
Tuż przed startem zwrócono nam, dość pokaźnej grupie biegaczy i chodziarzy, uwagę na zieleń. Na piękno tych lasów. Na przyrodę.

Owszem, biegając w lasach trudno jej nie zauważyć. Chyba, że ściga się czas. Wtedy zapewne pot zalewa oczy. Strudzone ciało gna do przodu i do przodu, do celu. Wytęża umysł, by uniknąć potknięcia na wystających korzeniach, czy na niemiłosiernie paskudnych kamieniach, miejscami i kilkaset metrów utwardzających leśne drogi. To paskudztwo dla pieszych czy rowerzystów, ale konieczność dla służb leśnych. Nie tylko tam, w Panewnikach, doświadczam takiej metody ‘wyrównywania’ wykrotów, dołów i temu podobnych nierówności dróg leśnych. Zatem ścigaczom migają drzewa, krzewy, pola – jak w filmie. Czy oni zwracają uwagę na tę zieleń? Na równość zaoranego pola, na kałuże na poboczu drogi? Czy słyszą śpiew, świergot i krzyk leśnego ptactwa? Hmm – pewnie tak – w wersji przyspieszonej. W tempie ich biegu.

Mnie dzisiaj zdumiało to, co już kiedyś zauważyłam. Biegłam prawie 20 kilometrów. Dystans podzielony na cztery fragmenty – Bieg Dzika rozgrywa się na pętli niecałych pięciu kilometrów.
Pierwsze okrążenie – to patrzenie, by się nie potknąć, nie wypaść z nierównej ścieżki, nie wdepnąć w kałużę. Nie potrącić i nie zostać potrąconym. Głównie na pierwszych trzech kilometrach. Od tego momentu gęste grono biegaczy rozciąga się. Rozrzedza tłum. Wtedy bardziej rozglądam się wokół. Wsłuchuję nie tylko w umęczone sapanie biegaczy. W klepanie adidasów o podłoże. Godzę z wymijaniem, nawet tym żenującym mnie, gdy kilkuletnia dziewczynka dzielnie wyprzedza dużo starszych od siebie biegaczy. Jak ona lekko biegnie! Jak radzi sobie z trasą! Jakież ma tempo!
Wymija mnie wśród zieleni zwisających gałęzi drzew, które jej nie przeszkadzają, a większość z nas musi schylić głowę.

Drugie okrążenie – teraz dostrzegam inne szczegóły. Dróżka jakby pierwszy raz widziana. Gęstość drzew wokół niej. Odsłonięty odcinek delikatnie wznoszący się – aż sama myśl nasuwa: pod górę i pod wiatr. Tutaj drzewa nie chronią przed smagającym dziś dość intensywnie wiatrem. Co rusz dostrzegam coś nowego. Nie dziwię się jeszcze: pierwsze okrążenie pokonywałam  w dość gęsty tłumie.

Zdziwienie budzi się we mnie na trzecim i czwartym ‘kółku’. Znów dostrzegam inną zieleń. Inną – a przecież tę samą! – drogę, wijącą się pośród panewnickich drzew.
Przyroda taką jest: zaskakuje! Mnie – takiego ‘średniaka’.
Może to jednak moja ułomność postrzegania? Może tylko ja tak wybiórczo widzę?
Może…
Warto jednak nawet na pętli przebiec kilka razy. Czuć tę zieleń. Szum lasu. Ćwierk ptaków.
Utopić swe myśli w soczystej zieleni traw i liści. Wdychać żywiczny zapach świerków i sosen.
I biec, biec.
W nieskończoność.
Albo do umęczenia.
I czuć radość ruchu. Siebie.

swiatlo-rozjasniajace-zielen
światło rozjaśniające zieleń STĄD

Advertisements

1 thought on “Utopić myśli w zieleni”

  1. To było piękne.
    A jakie proste – jednocześnie trudne będąc – jest to dostrzeżenie małych rzeczy. Tej chwili obecnej i bycie, i radość z niej 🙂 Piękne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s