Warto wybrać się w teren


Chłodno, buro i ponuro.
Nie zniechęciło mnie to – wyszłam na biegowy trening.
Asystował mi psiak radośnie rozpoznając jeszcze w domu moje zamiary. Ledwie w kuchni pojawiłam się już w stroju biegowym, sięgnęłam po zegarek ze stoperem, a mój czworonóg już merdał radośnie ogonem, wyciągał pysk w moją stronę, jakby dopytując ‘idziemy biegać?’.
Chłodno, niemal zimno. Ciało umęczone, trudne do rozruszania.
Cały wczorajszy dzień od wczesnego ranka spędziłam pieląc, przekopując, kosząc i we wszelki temu podobny sposób porządkując ogrody.
Jakiś plan biegowy? Założenia?
Dzisiaj żywioł. Jestem pomiędzy mniejszymi startami. Za sobą mam ten kluczowy, do którego szykowałam się od grudnia ubiegłego roku.
Może cztery na cztery? Szybszy bieg czterominutowy przeplatany truchtem w takim samym czasie?
Nie – stwierdzam po kilku minutach biegu. Za dużo. Za męcząco. Dzisiaj tego nie dam rady.
Po kilometrze postanawiam: podbiegi. Zwykłe. Wzniesienie ma chyba nie całe 150 albo 200 metrów. Żadne wieloskoki, czy skipy. Nie da rady. Nie dziś.
Kwadrans rozgrzewki biegowej spowodował rozruszanie, rozgrzanie, które sześciominutowymi ćwiczeniami jeszcze doprawiam.
Z trudnością i oporami zdejmuję polarek. Brrr. Chłodno! Ruszam zatem do podbiegów. Pies, radosny i szczęśliwy, upatrując zabawę, doskakuje do moich rąk, usiłując nawet łapnąć mnie zębiskami. Odtrącam go. Przywołuję do porządku. Cóż on rozumie? Jego radość, lekkość biegu – też tak chcę. We mnie ołów. Jakbym cała była nim przesiąknięta.
Dwanaście odcinków pod górę, powroty w truchcie.
Dałam radę.
Powrót którędy? Biegnę przed siebie leśnymi drogami. Coś jak crossowe przebieżki. Ale i tak dużo lżej, niż przedwczoraj.
Stawiłam wtedy się na Biegu Przodownika w Dąbrowie Górniczej. Tam dopiero była trasa! Typowa przełajówka: piach, błoto, kałuże, wąskie ścieżki zdobione korzeniami. Kilkaset metrów ostatniego kilometra kostki brukowej, by kończyć męczącym piaszczystym podbiegiem. Jakaż radość przy przekroczeniu linii, łapiąc zgubiony na trasie oddech, tracony dla jak najszybszego pokonania 5 kilometrów trasy.

1.Klaudianapodium
zdj. Aktywna Dąbrowa

Może to też było powodem tej lichej dzisiaj formy biegowej?
A jednak warto! Warto w taki chłodny, pozornie ponury dzień, wybrać się w teren. Wsłuchać w zagubione w mokrych liściach drzew ptaki. Chłonąć żywiczny zapach świeżo ściętych iglaków, układanych w stosy wzdłuż drogi. Kodować w głowie radosne, uśmiechnięte– tak jasne – brzozy leżące obok sosen, świerków. Dostrzec umykającego lisa. Marzyć o wyścigach z umykającymi sarnami i jeleniami, zaskoczonymi nagłą obecnością człowieka w tej głębi lasu.
Dobiec – choć tym wolnym, Skarżyński zwie to ‘rozmasowującym’ tempem – do ostatniej prostej przed domem. Zdziwić się czasem w momencie zatrzymywania stopera: godzina dwadzieścia jeden.

Znowu siąpi. Nie myślę już o chłodzie, relaksując ciało błogim, zasłużonym lenistwem przy kubku gorącej kawy zbożowej.

Reklamy

3 thoughts on “Warto wybrać się w teren”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s