Strach


1.aOrlen

Ależ leje. Deszcz jednak nie taki straszny. To nie on mnie tak napawa obawą.
Straszne dla mnie będzie to, co wydarzy się  niedzielę, trzynastego kwietnia, w Warszawie.
Zapisałam się. Po co? Dlaczego? W jakim celu?

Przygotowywałam się – hm… Przygotowywałam?
Czy biegania nie da się nauczyć jak wiersza: wykujesz na pamięć. Potem nauczysz się dykcji. Wczujesz w treść. Nadasz kolor i dźwięk strofom. Wreszcie zadeklamujesz.
Należę do tej epoki, która jeszcze była ‘zamęczana’ przez polonistów zarówno w podstawówce ośmioletniej, jak i w szkole później zleceniami co którąś lekcję: na taki termin proszę przygotować wiersz… I uczyło się. Raz przykładając się rzetelnie, innym razem ‘na ostatnią minutę’ wkuwając kilka zwrotek wiersza. Raz z polotem, czując treść deklamowało się słowa poety, innym razem – ledwie dukając niedopracowane wyuczenie.

Zapamiętasz ten wiersz – na jak długo?

Jak jest z bieganiem? Da się tego nauczyć raz, by potem już tylko z tego czerpać?
Jest coś takiego – uważam, czuję to! – jak ‘pamięć biegowa’. Ale bez douczania, ciągłego dopracowywania, dbania – nie utrzyma się poziomu biegowego. Trzeba stale pracować. Stale pilnować, by nie stracić tego, co wypracowało się dotychczas.
A i też nie jest tak, że byle jakie przygotowanie gwarantuje formę.
Fakt: są talenty. I są uparciuchy. Utalentowani bez pracy nie osiągną sukcesu, jaki dany będzie uparciuchom pozbawionym talentu, ale obdarzonym pracowitością.
Zatem: jak pracowałam na tę drugą niedzielę kwietniową? Nie jestem talentem biegowy.
Cóż chęci do rzeczywistości?
Intensywny, rzeczowy, konkretny plan treningowy wdrożyłam dopiero od drugiego tygodnia stycznia. ‘Wskakując’ w któryś tydzień tego planu.
Systematycznie, co niedzielę, stawiałam się na przygotowujące treningi prowadzone przez przedstawicieli organizatora.
A teraz – tuż przed dzwonkiem? Czuję nieodpowiednie przygotowanie. BOJĘ się.
Rozmyślając wysnuwam wnioski: startuję dla wyniku, czy dla doświadczenia? Na poważnie, czy dla zabawy?

Bieganie ma sprawiać radość. Ma być satysfakcjonujące.
Nie jestem zawodowcem. Nie stoją nade mną z batem, oczekując wyników gwarantujących podium.
Jestem szaraczkiem-amatorem. Bieganie ma mi dawać satysfakcję. Toż przecież rozrywka, dobrowolne zajęcie. Oddech dla umysłu, dla ciała w codziennym dniu obarczonym pracą zawodową, obowiązkami domowymi.
Zatem z dystansem. Rozważnie. Powolutku, a dotrzeć do celu.
Nie wiem, czy dam radę przebiec maraton. Okaże się w niedzielę.
Dlaczego się boję?
Słoneczko wychodzi zza ołowianych chmur. Weselej za oknem.
Z tą wesołością pojadę do stolicy. Stawię się w przedostatniej strefie biegaczy. Ruszę.
Dobiegnę? Wszystko przede mną.
Hm… – może już dziś zacznę uczyć się wiersza pięciostrofowego. I powtarzać go będę w chwili słabości na asfaltowej trasie?

 

Advertisements

1 thought on “Strach”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s