Więcej wiary w siebie, słaby człowieku


‘Wiecie jak fajna jest świadomość możliwości własnego ciała? Mięśniom wydaje się, że ani szybciej ani dalej nie dadzą już rady ale dają, bo tak nakazuje im umysł . Docieram do granicy a później ją …’ — tak, tak: PRZEKRACZAM. Przebiegam wręcz.
Powyżej cytuję wpis Agnieszkę. I jak najbardziej go popieram. Potwierdzam. Udowadniam praktyką.

run
Brałam 30 marca, jak niemal co niedzielę od którejś niedzieli grudnia roku ubiegłego, udział w  treningu przygotowującym do Orlen Warsaw Marathon a.d. 2014r.
Stawiając się na zajęcia rozmyślałam ‘jak oni dają radę??’.  Oni: Agnieszka, tam daleko w świecie, na babskim maratonie, na samej Majorce.
I reszta naszej katowickiej grupy, która tej niedzieli startowała sprawdzając swoje przygotowanie biegowe do maratonu. Oni wybrali się głównie na Półmaraton dookoła jeziora Żywieckiego.
Góry, asfalt, wzniesienia.
Nie ma sił! To znaczy: ja nie mam.
Biegam, trenuję, ćwiczę. I nie mam siły!!!
To straszne.
Michał, który  prowadził trening zapowiedział: biegniemy ‘na Muchowiec’, tam rozgrzewka i dalej bieganie.
Oby nie za szybko – myślę sobie.
Wpisani na listę obecności, całkowicie mentalnie przygotowani – ruszamy.

I nogi tak ciężko prowadzą.  Po dziesięciu minutach truchtu zostaję już na szarym końcu. Staram się – nie zgubić grupy, nie zostawać co raz dalej z tyłu. Ale to naprawdę ciężkie.
Dobiegamy do zielonej łączki. Rozgrzewka, rozciąganie.
Teraz – zagaduje Michał – tamtą ścieżką po lewej, w prawo, do przystani kajaków…- opisuje trasę biegu. Będzie tego około 16-18 km.
Dobrze, nie będę musiała po zajęciach ‘dokręcać’ kilometrów. Dzisiaj mój plan wykazuje do przebiegnięcia 20km.
Ruszamy. Już na pierwszych trzystu-czterystu metrach grupa wyraźnie rozciąga się na tych szybkich i tych wolnych. Jestem na szarym końcu. Staram się, ale ciężko mi to idzie. Się znaczy: biegnie.
Około godziny biegamy ścieżkami, szerokimi alejami i bardziej kameralnymi alejkami leśnymi. Michał przebiega co najmniej jedną trzecią więcej tego, co my: to na czele prowadząc całą grupę, to wracając po tych najwolniejszych, by nie błąkali się.
Dobiegamy do łączki, na której była rozgrzewka. Mamy za sobą około 11 kilometrów. Jeszcze kilka minuta czekamy na tę grupę, która najszybciej – i najdalej – pokonywała trasę. Oni przebiegli zakładany górny limit kilometrów.
Michał serwuje nam profesjonalne rozciąganie, informując o istocie wykonywanych ćwiczeń, co rozciągają w danym momencie.
Wracamy do punktu zbiórki – to kolejne około trzy kilometry.
To co, koniec? – dopytuję, gdy dobiegłam do grupy, która już się relaksuje. Tak. Ale jak chcesz, możemy jeszcze – odpowiada Michał. –Nie chcę, ale muszę – ja na to. Bo plan wykazuje wyraźnie: dwadzieścia!

Żegnam grupę i ruszam. Choć tak ciężko! Pogoda sprzyja: nie jest jeszcze niedzielnym przedpołudniem zbyt gorąco. Słoneczko przyjemnie i grzeje i tak wesoło świeci. Pozytywnie nastraja. Wśród drzew ćwierkanie ptaków. Radosne, ożywiające. Asfalt, chodnik… Pobiegłam w miasto. Spod AWFu na Osiedle Witosa w Katowicach i z powrotem. Kolejna godzina biegu, już samotnego, minęła przyjemnie. Znikło to zniechęcenie i brak sił się zgubił.
Może w tym rzecz właśnie? W tempie? W swobodzie? W wolności?
Cały czas wątpię w swoją zdolność przebiegnięcia maratonu. Jednak ten niedzielny trening zarówno z grupą, jak i jego ciąg dalszy już z samą sobą tylko, z walką z niechęcią, z obawami ‘nie dam rady’, ‘nie mam siły’ – udowadnia to, co na wstępie: ciało MYŚLI, że nie może, myśli zaś, mentalność, duch walki – przekonuje, że się da!
Zatem: wiary więcej w siebie, słaby człowieku.

Advertisements

4 thoughts on “Więcej wiary w siebie, słaby człowieku”

  1. Świetnie napisane!
    W październiku 2011 byłam ostatnią osobą, która wierzyła, ze pokona dystans maratonu na własnych nogach…ściana na 26km i myśl „przecież ja nigdy nie miałam dłuższego treningu!”, po czym jakiś biegacz pociągnął za rękę „dasz radę, zobacz, tu już jest z górki” i tym sposobem łez szczęścia na mecie nie zapomnę nigdy!
    Powodzenia, uwierz, dasz radę! swoim tempem, w swoim towarzystwie,z pięknymi myślami o mecie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s