Nie zdejmę nauszników!


Od dwóch tygodni cieszę się posiadaniem nauszników ‘Earmuffs Ogrzej uszy’. Zaczęłam od używania ich w codziennym chodzeniu.

Temperatura była przystępna, nie przekraczała minusa. Ale wrażliwe uszy czują chłód. Nie zawsze udaje się schować je pod czapką. Nie miewacie tak: dolna część uszu podwiewana marznie. Trzeba je rozcierać. Przy większym minusie zamarzają.

Wyjście, głównie do pracy i z pracy, w nausznikach Earmuffs’a było zatem doskonałym pomysłem w pierwszych tygodniach stycznia.

Trzeba je jednak prać co najmniej raz w tygodniu. Po kilku dniach użytkowania stawały się mało przyjemne. Główny dyskomfort: swędzenia którejś części ucha zaraz po nałożeniu nausznika. Popełniłam również raz błąd: zapomniałam, że zostały w kieszeni kurtki, a kurtkę wrzuciłam do pralki. I suszyłam na kaloryferze. Delikatny defekt murowany. Nauszniki mają w środku usztywniacz z tworzywa. Udało się przywrócić mu formę kolejnym namoczeniem i już bardziej rozsądnym suszeniem.

Ze dwa razy założyłam je na trening biegowy. Jednego wieczora było względnie nie za zimno. Temperatura w okolicach zera. Innego razu było zimniej. Delikatny dyskomfort przy nałożeniu został zapomniany w trakcie półtoragodzinnego biegu.

Nauszniki Earmuffs doskonale sprawdziły się w biegu, jeśli mówić o ich stabilności. Nie ma podstaw do obaw, że wraz z ruchem, biegiem, będą się przemieszczały na uszach. Może spadną? Może trzeba je poprawiać? Nie. Nic z tych rzeczy. Przyjemnie, ciepło. I w ogóle nie zakłócają słuchu. Żadnego szumienia w trakcie ruchu.

Po tych dwóch biegach doszłam do wniosku, że jednak praktyczniejsze są do codziennego chodzenia, niż do biegania. Obawiałam się, że gdy nastaną większe minusy, okolice uszu okryte nausznikami Earmuffs spocą się. Wiatr owieje. I problem gotowy.

ZDECYDOWANIE ZMIENIAM TO NASTAWIENIE. Po dzisiejszym bieganiu.

Dzień miałam pod tym względem intensywnie pracowity: od godziny 9:00 trening z grupą biegaczy. Chwila przerwy, by dojechać samochodem na start biegu. Około 19,5 kilometra.

Na dworze: pięknie śnieżno, dość znaczny minus, biorąc pod uwagę ostatnie zimowe miesiące w Polsce. Podobno w południe temperatura sięgała minus 7 stopni Celsjusza. Odczuwalna chyba była jeszcze niższa, zwłaszcza, gdy zawiał wiaterek.

Bieg zorganizowany był w terenie leśnym, przeważnie osłoniętym drzewami. Było jednak kilka odcinków na pętli nie całych pięciu kilometrów nie osłoniętych. I tutaj ujemna temperatura była bardziej odczuwalna.

Nauszniki Earmuffs na moich uszach, schowane pod czapeczką w połowie – czapka zakrywała tylko górną połówkę uszu – nie przeszkadzały mi. Nie myślałam o nich. Do momentu… Na czwartym okrążeniu wyminął mnie długi i chudy biegacz. Goblin! Istny! Z uszu… Nie ma uszu.  Musiał się tak pocić, że sukcesywnie woda zamarzała, tworzą na miejscu uszu wielkie sople, ukształtowane na podobne do uszu Goblinów. Skierowane w dół. Widok trochę przerażający. Aż mną wzdrygnęło. Jak czuł się ten biegacz? Czuł, co się mu działo? Co działo się z jego uszami? Czy ten lód nie uszkodził mu słuchu?

W sekundzie postanowiłam: nie zdejmę nauszników w czasie biegów w mroźne dni! Sądzę, że moje obawy: że uszy się spocą pod nausznikami, że wiatr owieje i choroba gotowa – są bezpodstawne.

Biegacze: nauszniki na uszy!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s