Kalendarz biegacza


Zaplanuj swój najlepszy sezon – krzyczy do mnie we wstępie autor (redakcja RW) „Kalendarza biegowego”.Przeglądam pobieżnie i już mi się podoba – na końcu całkiem rozsądny plan dla początkujących, polecam. Zachęcona zaczynam studiować całość i … EUREKA – tak, to coś czego mi potrzeba!

Plan  uwzględnia stopniowe i systematyczne budowanie formy, zmienność i zróżnicowanie  środków treningowych, nowe bodźce na przełamanie rutyny, różnorodne powierzchnie: wszystko po to, by przygotowując się do kolejnych wyzwań stale cieszyć się bieganiem, nie popaść  w rutynę i regularnie poprawiać rekordy. Trenowanie do każdych zawodów przygotuje na kolejne wyzwanie i tak urozmaici trening, że nawet nie pomyślisz o nudzie, a wyniki przyjdą niejako mimochodem.

TAK! Wchodzę w to! Chcę odnaleźć gdzieś zatraconą beztroskę i wreszcie (najlepiej mimochodem) poprawić przykurzona już nieco życiówkę z Rytra.

Lecę po ołówek, organizer, otwieram kalendarz na maratonachplskich i lecimy.

Styczeń to trail. Każde zawody z dala od asfaltu – jak przełaje, biegi górskie czy biegi na orientację – to idealny początek sezonu. Na miękkim, nierównym podłożu różne partie mięśni muszą pracować trochę mocniej z każdym krokiem, co buduje siłę i wytrzymałość.  Dobrze się składa, bo w styczniu tradycyjnie startuje ZiMNaR – Zimowy Maraton na Raty – doskonała impreza przede wszystkim dla początkujących – ukończenie maratonu, choćby na raty, bardzo motywuje do regularnych treningów i startów na dłuższych dystansach, z tym królewskim (w jednej racie)włącznie. Niestety w tym roku, z bólem serca, musze odpuścić bieganie w Lublińcu. Obiecuje sobie solennie, że zorganizuję sobie prywatne trailowe ściganie choć do bardziej wyścigowego tempa będzie się trudniej zmobilizować, bo jednak co zawody, to zawody.

Na marzec plan treningowy przewiduje „piątkę”.  Po pofałdowanym terenie szosa będzie się wydawała łatwiejsza i przyjemniejsza. Możesz nawet pokusić się o życiówkę.

W to, że w marcu będzie przyjemnie nie wątpię. Czy łatwiej? No niekoniecznie. O pobijaniu życiówki w marcu nie ma mowy. W marcu biegnę maraton. Wszystko już ustawione na sztywno: opłaciłam wpisowe, jestem na etapie szukania noclegów i przelotu. Już kilkanaście tygodni temu zaczęłam budowanie bazy. I tylko trochę żałuję, że już tydzień później półmaraton, z którego będę musiała zrezygnować.

Plany coraz bardziej zaczynają się rozjeżdżać z rzeczywistością…

W kwietniu zaplanowano dychę. Rozważnie. Sensownie. Dla mnie kwiecień to miesiąc Orlenu. Tak, tak – znowu maraton, tym razem niejako służbowo. Mogłabym oczywiście wystartować w „dyszce” dla siebie, nawet nie na wynik, tyle tylko, ze w kalendarzu biegów nie znalazłam żadnej ciekawej imprezy na tym dystansie. Za to w mojej ukochanej Szczawnicy – oczywiście – maraton. Górski. Powinien pozostać w strefie marzeń.

Maj/czerwiec to czas bieżni. Fajnie byłoby kiedyś wystartować na bieżni. Obawiam się jednak, że jeszcze nie w tym roku. W tym roku w maju mam już, drugi w tym roku na sztywno ustawiony, bieg górski (niby 10km ale przecież wiem, ze alpejskie 10km nijak się ma do płaskich) a w czerwcu? W czerwcu – oczywiście! –  maraton. Dwa razy z rzędu odpuściłam start w mojej ulubionej imprezie, w której przez 6 lat biegałam regularnie, w niezwykłej spiekocie i paskudnym deszczu, od pierwszej edycji, dorabiając się tam wreszcie maratońskiej życiówki.  22 czerwca stawiam się na starcie w Wyżnych Rużbachach i choćbym miała gryźć asfalt dotrę do Rytra.

7

W lipcu redakcja Runnersa proponuje sztafetę. Hm…chętnie bym w jakiejś pobiegła, bardzo miło wspominam start w drużynie „Puma jest kobietą” w Warszawie, w 2010. Podejrzewam jednak (jest to podejrzenie graniczące z pewnością) że w lipcu na dobre rozhulam się w górach, niekoniecznie startując w zorganizowanych biegach. Mocne treningi maja przynieść mi przede wszystkim siłę niezbędna do głównej imprezy (której to już w moim kalendarzu?) sezonu, na początku września, w Krynicy. Nie wiem jeszcze, czy będzie to maraton. Rozsadek podpowiada, ze nie powinien być, ale kto by nagle zaczął przejmować  się rozsądkiem?

Maraton chciałabym dobrze pobiec w październiku –tak, mam do wyrównania pewne stare rachunki z Poznaniem. I z Lublińcem. Ok, Poznań może jeszcze poczekać. Zgadnijcie, jaki dystans jest proponowany w artykule? Tak, tak, pojawia się szansa, że wreszcie pod koniec roku wystartuję zgodnie z założeniami, na dystansie proponowanym przez autorów artykułu.

Przechodząc wszelkie stopnie wtajemniczenia (od przełajów w zimie, poprzez 5 km, 10 km, bieżnię, półmaraton) jesteś już naprawdę przygotowany do odniesienia osobistego sukcesu w maratonie.

No i super! W Lublińcu świetnie się świętuje sukcesy!

1

Reklamy

4 thoughts on “Kalendarz biegacza”

    1. Chciałabym, żeby skończyło się na trzech…a tu jeszcze kilka połówek, że o róznych dzikich dystansach w górach nie wspomnę:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s