Pracowita sobota, Mistrzostwa Myslowic, Bieg i Nordic Walking, i…


Przedostatnia sobota wrześniowa upłynęła – jak dla mnie – trochę pracowicie.

Od miesiąca zastanawiałam się, gdzież – na jaki bieg – się zapisałam? W świecie biegaczy wiadomo, że ta sobota bardzo ważna w Bytomiu: dość sławny już Półmaraton Bytom startował w tym roku właśnie dzisiaj: 21 września . Dlaczego tam miałam nie startować: bo co miałam robić? Gdzie być? Dokąd wyjeżdżać? Skleroza nie boli, ale irytuje. Przeglądałam kalendarze biegowe. Próbowałam prześledzić moje zapisy – i, ‘za Chiny Ludowe’ – nie mogłam doszukać, co planowałam!

Mzslowice

Zatem, poszukując zagubionej pamięci, wpisałam się na listę startową „I Mistrzostw Mysłowic  Bieg i Nordic Walking 21.09.2013”. Byłam już zapisana również na bardzo późnosobotni bieg z serii „Parkowa Korona Biegów”.  Ten bieg to ostatni z całego cyklu pięciu biegów. Trwał od marca tego roku.

 

Do Mysłowic dojechałam komunikacją miejską bez problemów, pomimo wcześniejszych obaw. Tym bardziej, że dzień rozpoczynałam od świtu w pracy.

Wysiadłszy z autobusu, mając kilkaset metrów ode mnie budynek szkoły, przy której zlokalizowano Biuro zawodów, już dochodziły do słuchu odgłosy dużej imprezy. Nagłośnienie działało. Na boisku szkoły: namioty współorganizatorów, dmuchańce do zabaw dla dzieci. Ze sceny muzyka, śpiewy przedszkolaków. I mnóstwo ludzi.

Biuro zawodów ulokowane pod szkołą. Zapisy odbywają się sprawnie. Odebranie pakietu startowego. Do szatni. Chwila na rozgrzewkę. Dłuższa chwila. Do startu mam trzy kwadranse. Pomimo chłodu decyduję się na krótki strój.  Utwierdza mnie w prawidłowym wyborze kolega: trasa biegu wymagająca. Dużo podbiegów i zbiegów. Praktycznie płaskiego odcinka nie będzie.

Ustawiamy się na linii startu. Odliczanie i wybieg. Biegaczy cały ogrom. Liczę na maruderów, wśród których nie zgubię i nie pomylę trasy biegu.

Słoneczko to ogrzewa nas na moment, to kryje się za delikatną chmurnością nieba. Chwilowe odczucie chłodu zanika. Tym bardziej, że sam początek już pod górkę lekko, następnie zbieg. I ciągnie się on przez najbliższy kilometr albo i dłużej. Trasa to skręca w prawo, to w lewo. W newralgicznych punktach wolontariusze, strażacy, policjanci. Na asfalcie strzałki, na słupach i drzewach, zwłaszcza na skrzyżowaniach  – również. Bardzo wyraźne. Czytelne oznakowanie. Ciężki podbieg na  4 kilometrze rekompensuje złota myśl zapisana na tabliczce z oznakowaniem odcinka: ‘Teraz tylko z górki’. Tego typu komentarze dostrzegam na każdej tabliczce. Ale ten jest niemal powalający: owszem, teraz zbieg, by piąty kilometr dwa razy mocno ciągnąć pod górkę. Nawierzchnia asfaltowa potęguje trudność  w pokonaniu trasy.  Poczucie humoru znakarzy godne nagrodzenia.

Przed skrętem w prostą, do mety dla biegaczy na 5km, nawrotem dla 10km – punkt z wodą. Nie pamiętam z regulaminu wzmianki o tym, ale bardzo dobrze, że jest. Chwytam w biegu kubeczek z wodą. Łykam jej trochę. Od razu lepiej! I nawet myśl ‘kto poprowadzi mnie na drugim okrążeniu’? – gdzieś się ulatnia. Tyle tych zakrętów, jakaś pętelka na trasie w okolicach za trzecim kilometrem – trochę myli. ‘Gdzie teraz?’ – niemal z rozpaczą w głosie zawołała dziewczyna, którą dobiegałam w tym miejscu. ‘W lewo!’ – instruują wolontariusze i zorientowani biegacze.

Prosta po drodze rozdzielonej bramkami dla biegnących i nawracających. Mnóstwo strzałek z oznakowaniem i nawołujących w okolicach punktu nawrotu/końca  wolontariuszy: ‘Piątka w lewo, dycha nawrót; piątka w lewo, dycha nawrót…’. Brawo organizatorzy! Uznanie dla kierujących. Ileż razy w ciągu tego biegu musieli wypowiedzieć to zdanie? Nie plątał się język?

Nawracam. Zaczynam drugie kółko. W duszy jakieś mikrouśmieszki i – hm: zadowolenie? Z tej lekkości, choć ciężko się biegnie. Z tej swobody, choć sapię jak stara, zmęczona lokomotywa. Z tej chwili – biegnę i nie przejmuję się codziennością. Nie analizuję problemów, spraw tak zawodowych jak i prywatnych, których tony do zrealizowania. Bieg. Oderwanie od siebie-trybika w maszynie życia. Zespolenie ze sobą-radością-chwilą-która-trwa. Biegnę pod górę męcząc się, jednocześnie ciesząc, że jeszcze trochę daję radę. Pamiętam ten ostatni odcinek, gdzie pod-górka uprzedza kolejny podbieg. Za którymś zakrętem kibice-mieszkańcy oklaskują, dopingują. Komentują. „Druga. Będzie pani na pudle!” – woła ktoś za mną.

Ech! Nie mówcie tak w trakcie biegu! Przed linią mety przecież tyle się dzieje! Tak różnie się biegnie. Wiele może się zmienić.

Biegnę, sapiąc strasznie. Pod górę trochę zwalniam, by zbiegi pokonywać długim krokiem, wyprzedzając innych. To tak ‘samo się’. Jeden z wyprzedzanych chłopaków mówi: ‘ale nadrabiasz na zbiegach’ – by wyprzedzonym tutaj będąc, przegonić mnie na podbiegu.

Znowu ten czwarty kilometr. Znowu czytam myśl, że teraz tylko z górki. I meta niebawem. Przed zakrętem chwytam kubeczek z wodą. Łykam malusieńkimi haustami wodę. I teraz prosta. Bramki rozdzielające jezdnię już zabrane. Cała szerokość dla dobiegających. ‘Już tylko dwieście metrów’ – woła wolontariuszka. Skręcam w prawo. Wbiegam w bramę. Nawierzchnia trawiasta – bo to już boisko. Linia mety. Uf! Jestem. Wyłączam stoper. 49 minut. Zawieszają mi, jak i wszystkim kończącym bieg, na szyi oryginalny medal: bryłkę węgla. Butelka wody.

Wyrównać teraz oddech. ‘Dojść do siebie’, wrócić na ziemię. Doczekać wyników. I zmykać do Katowic. Dochodzi godzina 15a. Ten drugi bieg – od dziewiętnastej wypadałoby być już Parku, gdzie on się odbywa.

Idę do szatni, by nie wychłodzić organizmu. Przebrać się. Pierwsze, wstępne wyniki po około 30minutach wyczytujemy. Najpierw ‘piątka’. Te z ‘dziesiątki’ za kolejnych kilkanaście minut. Na ogólnej liście widzę siebie na 57.pozycji. By sprawdzić swoją kategorię – ogólną, kobiet – wyszukuję, wyliczam. Zdążył to szybciej ode mnie wyczytać, pan z obsługi. Czyżbym była druga?

Odczekuję jeszcze czas jakiś. Podmieniają kartki, wypisują, przyklejają. Gdy ponownie widzę, że wpisane moje nazwisko na drugiej pozycji, dopytuję, czy to już ostateczna wersja, czy coś się zmieni? Raczej nie.

Zostaję zatem. Autobus mam za godzinę.

O godzinie szesnastej organizatorzy przystępują do dekoracji. Nordic Walking – na 5km, bieg na 5km, bieg na 10km – mężczyźni. Z kobietami mają problem. Jeszcze ustalają, wyszukują. Przepraszają, prosząc o kolejny kwadrans cierpliwości.

Uzbrajam się w nią. Zdążę?  Kolejny autobus za godzinę.

Niecały kwadrans przed siedemnastą konferansjer imprezy zaprasza do ciągu dalszego dekoracji. Główny organizator biegu przeprasza nas, panie, i wywołuje na scenę. Rzeczywiście jestem druga! Przybiegłam prawie 7 minut za pierwszą kobietą. To niemal półtora kilometra wolniej. Przez chwilę zastanawiałam się, czy czasem nie byłyśmy tylko dwie na tym dystansie. Nie. W sumie dziesiątkę przebiegło piętnaście kobiet. Powalającego czasu nie miałam. W razie czego, będę się tłumaczyła – skoro wszyscy o tym mówili – trudnością trasy.

Teraz do Katowic. Autobus – jeden odjechał, drugi za ponad czterdzieści minut. Idę zatem śladem jazdy mojego autobusu, docierając w ten sposób do szóstego przystanku. W wędrówce towarzyszył mi od któregoś momentu inny biegacz, który podobną  mojej metodzie wybrał, by wrócić z biegu. Tak zatem w godzinie odjazdu autobusu spod biura zawodów, ja jestem już w centrum Katowic.

Co dalej? Tego samego dnia – wieczoru?

Ciąg dalszy nastąpi…

Advertisements

1 thought on “Pracowita sobota, Mistrzostwa Myslowic, Bieg i Nordic Walking, i…”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s