Wielka Pętla z widokiem na Szrenicę


Wiedziałam, że muszę tam być: 21km (czyli dość lajtowy dystans), góry Izerskie (wreszcie pretekst, by je zwiedzić) wielka pętla (kultowa biegowa trasa) – zresztą każda okazja jest dobra, by wyskoczyć do Szklarskiej. Zakwaterowaliśmy się w piątek, jakieś 500m od biura zawodów (park esplanada) startu (dworzec pkp) i mety (stadion) w pensjonacie z widokiem na Szrenicę. W sobotę odbiór pakietu (raczej sprawnie, choć panie w biurze dość zestresowane), rzut okiem na profil trasy (ojej, miało być … płasko) rozgrzewka, 3…2…1…Start! obwieszczone przez Henryka Szosta i start.

wielka_petla_profil_trasy
Trasa od razu pnie się w górę. Ma być ciężko do 16km słyszę wśród zawodników. No jak to? Nie, nie wpadnę w panikę  – widziałam profil.
Trochę asfaltu, kostki, wreszcie prawdziwie trailowa nawierzchnia. Lubię to. Rześkie górskie powietrze, dość chłodne – przyjemnie orzeźwia, z góry lekkie słońce, wokół piękne krajobrazy. Relaks, niczym nieskrępowana radość biegu – to istota biegania w terenie. Nieszczególnie się śpieszę – rozglądam się wokół, wolniejsze tempo na podbiegu pozwala na „zwiedzanie”. Cudowna przestrzeń. Cieszę się, że tu jestem. Doganiam kilku zawodników za chwilę sama daję się wyprzedzić. Nie walczę o miejsce ani czas. Nie muszę się sprawdzać, bo doskonale wiem, na co mnie stać. Biegnę, bo tego żąda moja zmęczona psychika; w taki sposób najlepiej odpoczywa.  Zatrzymuję w pamięci obrazy, odpowiadam na pozdrowienia nielicznych ale zaangażowanych kibiców, chłonę ciszę. Z każdym kolejnym kilometrem czuję więcej wewnętrznej siły. Niesamowite krajobrazy – Izery, kraina Wiedźmina, panorama Karkonoszy, znów Szrenica.   Trasa zaczyna się wypłaszczać, przyśpieszę więc trochę, a co! A ponieważ dotarłam do najwyższego punktu trasy, wiadomo, co zaraz się zacznie. Lubię zbiegi – angażują mięśnie dotąd uśpione, pobudzają większość rozleniwionych zmysłów, układ nerwowy zaczyna pracować na najwyższych obrotach. Nie mogę pozwolić sobie ani na chwilę nieuwagi. Koncentracja, wyciszenie. I przychodzi moment, gdy zdaję sobie sprawę, że meta tuż, tuż. Pora budzić się z letargu. Wychodzę z wewnętrznej hipnozy. Kiwam głową policjantowi wskazującemu drogę do stadionu, uśmiecham się porozumiewawczo do zawodnika, który z przeciwka dumny idzie z medalem. Tartan, meta, medal. I relaks na murawie stadionu z widokiem na Szrenicę.

Cudny bieg. Wiem, że jeszcze tu wrócę. Dziękuję:)

Advertisements

2 thoughts on “Wielka Pętla z widokiem na Szrenicę”

  1. Agnieszko, gratuluję, też mi się marzył ten bieg ale nie czuję się jeszcze na siłach do biegania po górach, jeździłam po tych terenach na rowerze i wiem jakie widoki mogą nacieszyć oko wrażliwego biegacza, podobno był unikatowy medal ze szkła.

    1. Dziękuję Sabinko:) myslę że spokojnie dałabyś sobie radę – trasa, wg mnie, łatwiejsza niż w Żywcu no i krótsza niż w Warszawie. Umawiamy się na przyszły rok?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s