13 km w górach, dość szybko


To był ewidentny ‘spontan’: przez przypadek usłyszałam na antenie Radia Katowice: ‘Bieg Beskidzkiej Piątki o Wiślańską Kryke’.

profilwisla

W te pędy na strony www, by doczytać szczegóły. Przesłanie zgłoszenia. I czekanie – bo to za trzy dni.

Dojeżdżam do Wisły zorganizowanym prywatnym transportem.

Na rynku wiślańskim już muzyczka, namioty, trochę ludzi. Na zegarze ósma trzydzieści.

Zgłoszenia do godziny dziewiątej, start o dziesiątej.

Weryfikuję moje dane, wpłacam wpisowe, odbieram numer startowy.

Przebrać się i przygotować.

O – Marcin z kolegą. Przyjechali również.

Pogoda ‘pod psem’ – dla maruderów. Mnie nie przeszkadza od czasu do czasu siąpiący deszczyk i chłodnawa aura. Wybiegam z centrum rynku do parku i na szlak. Przypadkiem biegnę trasą, którą będziemy startowali. Początek ciekawy: bo to wybrukowana część rynku, następnie mostem, chodnikiem i… SCHODAMI. Urocze i przerażające. Bo tych schodów nie dwa-trzy, ale kilkadziesiąt!

Ha: jesteśmy przecież w górach! Bieg jest szlakiem górskim. Wspinaczka zatem wliczona ‘w koszty’. Ale taka? Pokonuję wzniesienie schodami i dalej biegnę wąziutkim szlakiem, obrośniętym trawą. Teraz mokrą. Kamienie dalej. Trochę ślisko i niebezpiecznie się robi. Biegnę wyraźnie znakowaną taśmą biało-czerwoną trasą, miejscami strzałki wskazujące, gdzie skręcić.

Zawracam po dwudziestu minutach przypadkowego rekonesansu.

Och, będzie ciężko. Bardzo ciężko!

Chwila rozciągania, ogólnorozwojowych ćwiczeń.

Konferansjer nawołuje do odprawy. Uczula na niebezpieczeństwo nawierzchni. Mówi o oznakowaniu trasy. Zaprasza na linię startu.

Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden, STAAART!!!

Jak zwykle, jak zawsze, jak w biegu: szybkobiegacze pognali do przodu. Każdy, czy prawie każdy, pilnuje swojego tempa, rozłożenia sił, techniki biegu.

Póki prosto i płasko w miarę biegnę. Szybko, ale nie za szybko. Przed nami około trzynaście kilometrów. Na schody wchodzę, nie wbiegam. Następnie podbieg – tu również marsz. Szybki, mocny, ale nie bieg. Obawy o niebezpieczeństwo tłumów na wąskim odcinku odchodzą do lamusa: rozciągnięta grupa biegaczy na tyle, że każdy swobodnie tupta ścieżką wśród mokrych traw, po śliskich kamieniach.

Znowu w miarę płasko – zatem bieg, bieg! Niemal wszystkimi siłami, pamiętając o rezerwach na potem. I znowu podbieg. Betonowe płyty ciągną się i ciągną w górę. Czemu nikt tak nie sapie jak ja??? Oglądają się co niektórzy, gdy koło nich drepczę. Inaczej się nie da.

Do góry! Do przodu! Teraz asfaltową dróżką. W oddali, może i z siedemset metrów przede mną – pierwsi biegacze prowadzą resztę. Ta prędkość! Ta technika!

Wbiegamy w zalesiony odcinek szlaku prowadzącego do Trzech Kopców, gdzie nawrót. Ale to jeszcze, jeszcze przed nami. Trafił się kilkuset metrowy odcinek prosty, płaski i w dół ciągnący. Dobrze. Oddechu dla mięśni zmęczonych wchodzeniem.

W głowie kołacze się ‘te zbiegi staną się podbiegami’ .

Gnać! Biec! Kolejne metry ‘łykać’ mięśniami nóg.

Słoneczko. Pośród szelestu liści, zza zieleni konarów przebija delikatne złoto słońca.

Uffff, ciężko, mocno w górę. Zadyszka. Raz-dwa, raz-dwa wspomaganie stawianych kroków przedramionami. Raz-dwa, raz-dwa. Wdech-wydech, wdech-wydech. Do góry! Do przodu!

Bieg. W miarę płasko. Wymijam panów przede mną. Ktoś do kogoś mówi ‘to było najgorsze przewyższenie. Jeszcze trochę będzie podejść, ale już nie tak mocne’.

Mój mózg to koduje. Przekazuje mięśniom. Zatem mocniej, szybciej, do przodu!

Wymijam wędrujące dzieci, które klaszczą, wołają ‘brawo!’. Słyszę komentarz – jakże sympatyczny dla mych uszu ‘O, dziewczyna! Pierwsza! Dziewczyny są lepsze!’

Nic, tylko wyciągnąć kciuk do góry, poprzeć te słowa. MASZ RACJĘ! Nie mam na to siły. Uśmiecham się tylko w sobie. Grunt to poczucie wartości i humoru!

Mijam tabliczkę ‘5km’. Mocno w górę teraz kamienisty odcinek – a tu: zbiegają pierwsi! Pozdrawiam machnięciem ręki, uśmiecham się. Mija mnie wracający już Marcin. Kilku zawodników dalej – jego kolega, z którym przyjechał.

Jest góra! Punkt z wodą i bananami. Przystaję. Otrzymany banan na pewno potrzebny mojemu organizmowi. Niech przeganiają. Niech wymijają. Muszę!

Zjadam pychotkę, popijam małymi łyczkami wodę. I teraz bieg! Teraz wszystko z siebie!  Gdy ja sobie sjestę urządzałam, wyminęła mnie dziewczyna.

Teraz ja biegnę naprzeciw wbiegającym. Co raz więcej dziewczyn. Do pracy! Nadrobić zmitrężone sekundy na regenerację. Jakże mi potrzebną.

Popijam w biegu jeszcze wodę z butelki, którą otrzymałam na półmetku.

O – znowu wycieczkowicze. ‘Weźmiecie?’ – wołam do grupki dzieci – i wyciągam rękę z butelką. Ktoś po nią sięga. ‘Dzięki! Wypijcie sobie!’ – gdy ktoś po nią sięgnął. „Mamy wodę!’ – cieszą się napotkani.

Ogólna radość i śmiech.

Teraz gnać, gnać ile sił. Te rezerwy wykorzystać. Na maksa!

Miały być podbiegi, bo przecież w tę stronę było kilka zbiegów. Są mniej odczuwalne. Teraz mocne i bardzo mocne zbiegi. Gnam, stawiając w miarę stabilnie stopy na wilgotnych betonowych płytach. Utrzymać równowagę! I biec!

Radosne i jednocześnie trochę ryzykowne bieganie w dół. Wymijam kolejnych panów. Dziewczyny już nie widzę. Pognała żwawo ‘i tyle ją widzieli’. Już jej nie dogonię.

Płacę za mój postój, jednocześnie on dał mi siłę. Muszę pilnować mojego tempa, swoich sił. Widocznie jeszcze za słaba jestem na mocniejszy atak. Tamta dziewczyna jest dużo lepsza ode mnie i z tym muszę się pogodzić.

Pod górkę – idę, nie biegnę. Maszeruję szybko, licząc się z tymi, którzy za mną. Zwłaszcza moje konkurentki. Nie dać się już innym wyprzedzić.

Dobiegam do znanego już mi z rekonesansu miejsca, zacieniony odcinek płaski. I schody.

Jak trudno zapanować nad koordynacją po tych mocnych zbiegach. Schodki wąskie, drobne. Tup-tup-tup! Już, skończyły się. Teraz chodnik, most. I jeszcze brukiem do mety. Wykrzesać jeszcze siły. Jeszcze! Szybciej!

Ostatkiem sił przekraczam linię mety. Nie mam siły na nic!!! Z trudem przyjmuję medal.

Dobiegłam! Czas: 1h13’16”.  Dziewczyna, która mnie wyprzedziła była szybsza o około 42 sekundy.  Za to najlepszy był szybszy ode mnie o ponad 16 minut.

Nie mniej mój rezultat daje mi podium. W mojej kategorii wiekowej byłam najszybsza wśród pań.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s