Ruszyć w trasę po długim, ciężkim dniu


Trening mentalny

Żeby tak mi się chciało, jak mi się nie chce…znacie to uczucie pod koniec dnia?
Wczesna pobudka, zwykła krzątanina, nawał obowiązków, wszystko do wykonania na wczoraj. A tu jeszcze wypadałoby zrobić wieczorny trening… Jak motywujecie się do biegania wieczorami, zmęczeni po kilku(nastu) godzinach pracy?
Opiszcie w komentarzu swój sposób; najciekawszą wypowiedź nagrodzę książką Jeffa Galowaya „Trening mentalny biegacza. Jak utrzymać motywację”

Na odpowiedzi czekam do wtorku (25 czerwca) do 20.30

Advertisements

24 thoughts on “Ruszyć w trasę po długim, ciężkim dniu”

  1. Hey, Hi, Hello;

    nawet nie wiesz jak ciężko jest się czasami zebrać.
    Ja jednak mam niesamowicie skuteczny sposób.
    Najpierw patrzę na kalendarz, na którym mam wpisaną datę Półmaratonu Gryfa w Szczecinie (25.08.2013).
    Następnie robię rachunek sumienia i myślę sobie, że teraz z trudem przebiegam 10 km, a będę musiał zrobić 2 razy tyle i to już niedługo.

    Jeśli jeszcze nie czuję się zmotywowany sięgam prawą ręką w okolice brzucha – niestety tam sytuacja jeszcze nigdy mnie nie zaskoczyła i zawsze wyczuwam znajome fałdy tłuszczu, które sprawiły, że w ogóle zacząłem biegać.

    I wtedy już nie ma siły – zakładam buty i wyruszam – albo na siłownię albo biegać 🙂

  2. Jeśli na prawdę mi się nie chce, to myślę o tym, że jak już zacznę biec, to będzie dobrze, jestem tego pewna, że odzyskam humor, siły i motywację. I w istocie, zawsze tak się dzieje. Wystarczy tylko wyjść, nie zastanawiać się za długo, wyjść i poczuć radość biegania. To tak proste, że nawet nie trzeba prowadzić walki ze sobą i się przekonywać.
    Drugim sposobem jest domowa rozgrzewka. Zrobienie paru ćwiczeń mobilizuje organizm i daje mu sygnał żeby się przygotował na wysiłek. Umysł też wtedy staje się bardziej pobudzony i chętny, żądny ruchu. I już jest łatwiej, chce się bardziej 🙂
    Prostota to klucz do wszystkiego! Nie szukajmy skomplikowanych sposobów wmawiania sobie i przekonywania, wystarczy wyjść, pobudzić krążenie, obudzić głowę, a reszta przyjdzie sama! 🙂

  3. Niestety moja natura leniwca coraz częściej się ostatnio ujawnia, ale walczę z nim jak tylko mogę, kierując się mottem, że „tylko ci, którzy podjęli wyzwanie i rozpoczęli pracę nad sobą mogą dziś powiedzieć, że źródło sukcesu tkwi w nas samych”. A najlepszym motywatorem jest dla mnie blog Kobiety biegają. Wchodzę, czytam, uśmiecham się i… buty jakimś cudownym sposobem same znajdują się na moich stopach. Ani się nie obejrzę a kolejne 5km za mną 🙂

  4. Kiedy jestem zmęczona pracą i studiami i nic mi się nie chcę pozostaje tylko bieganie 🙂 Nie przygotowuję się do startów, do bicia rekordów… po prostu biegam… najlepszą motywacją się leżące na widoku buty biegowe i ulubiona koszulka, wystarczy spojrzeć w lustro, obejrzeć stare zdjęcie wiszące na drzwiach i powiedzieć sobie: „idź biegać, jesteś 7 kg lżejsza, 700 razy szczęśliwsza”, ubieram buty i motywacja „sama przychodzi” 🙂 bo kiedy bieganie zmieniło życie to ma się motywację 🙂 czasem gorzej z pracą czy nauką 🙂

  5. dla mnie najwieksza motywacja to przypomnienie sobie uczucia po biegu. Dobry bieg – lepszy sen! Po meczacym dniu trening smakuje najlepiej, nastepnego dnia rano jest sie wtedy najbardziej wypoczetym. To banalne ale poza tym uczuciem jeszcze widok biegowych butow jest motywujacy – stoja tam, czekaja i patrza na mnie z wyrzutem, ze tak rzadko je uzywam, a przeciez sa taka inwestycja ze nie warto ich marnowac, haha 🙂

  6. Tak, to zdecydowanie nie jest łatwe, gdy po całym dniu pracy wracam do domu i czeka mnie jeszcze trening. Ale jak najbardziej można się do tego zmotywować!

    Po pierwsze, warto mieć plan! Wtedy myślę sobie, że przecież nie mogę odpuścić tego treningu, bo naruszę swój plan.
    Po drugie, bieganie po całym dniu pozwala przemyśleć wiele spraw na spokojnie i z dystansem. Gdy biegnę, jestem tylko ja i moje myśli. Mogę wtedy rozmyślać o minionym dniu, o wszystkich dobrych i tych niekoniecznie pozytywnych jego aspektach. Często bieg pozwala mi spojżeć na coś z innej, bardziej pozytywnej strony. Mój inny sposób na motywację, to przygotowanie sobie ubrania biegowego. Zajmuje to tylko chwilkę, a jak już widzę przygotowane ubranie, to w końcu je ubieram. A skoro już jestem ubrana na trening, to przecież nie mogę na niego nie pójść 😉

    Ostatnim, niezawodnim sposobem jest mój Ukochany, który jest też moim trenerem 🙂 Przecież nie mogę go zawieźć odpuszczając trening. W końcu robię to dla siebie i dla niego- bieganie to nasza wspólna pasja. To właśnie bieganie nas połączyło i wciąż łączy 🙂

  7. Gdy zmęczona po pracy otwieram szafę i chowam tam mój oficjalny strój, na dole szafy leży para butów do biegania, znika całe zmęczenie i pojawia się motywacja i buty prawie same wskakują na stopy 🙂

  8. Wychodzę z siebie, staję obok siebie i kopię się w tyłek 🙂 najczęściej działa. A jak nie zadziała to przypominam sobie siebie sprzed dwóch lat. Miałam 10 kg więcej i nienawidziłam biegania. Autobusy mi uciekały a ja nie podbiegałam do nich. Dziś zabiegałam parę butów, przebiegłam półmaraton i za chwilę biegnę kolejny. Tydzień bez kilkudziesięciu km to tydzień stracony. A najpoważniej motywuje mnie zapisanie się na jakiś fajny bieg. Ambicję na ściganie się z samą sobą mam ogromne!

  9. Kiedy wracam zmęczona do domu a kanapa wraz z kocem przyciaga mnie wręcz telepatycznie do siebie to w pierwszej kolejności przebieram się w ubranie do biegania. Jak już się przebiorę to głupio mi tak w pełnym rynsztunku siedzieć w domu, więc mówię sobie, że wyjde na 5 minut.
    Jak nadal nie moge się zmusić do wyjścia daję sobie 5 minut na zebranie się, ustawiam budzik o wdzięcznej nazwie „Ruchy leniwa ludzka małpo” a na playliście na początek swoje ulubione kawałki.
    Działa zawsze 🙂

  10. Paradoksalnie kiedy mi się nie chce, to mężowi się chce. Zatem na siłę dosłownie wyciąga z łóżka: bierze na ręce, przenosi i kładzie obok butów, mówiąc, że mam z nim iść pobiegać, bo „dziś dobrze się czuję, nie to co ostatnio i mam iść z nim, bo przecież lubię biegać”. Twarda i zimna posadzka w przedpokoju mnie motywuje jeszcze bardziej, a gdy trochę narzekam jeszcze pod nosem to zaczyna się ubierać „pośpiesz się, bo wyjdziemy o północy i będziesz miała zakwasy od leżenia”. :p

  11. Mój sposób zawsze działa.
    Gdy nadchodzi wieczór, a ja zupełnie nie mam siły, by gdziekolwiek ruszyć tyłek, a nie mówiąc już o treningu to najczęściej spoglądam na swój plan, na którym zaznaczam krateczki na zielono(jeśli trening się odbył) lub czerwono (gdy odpuściłam). To jest pierwszy krok, który wpływa na mój umysł, że wykonany trening przybliży mnie do osiągnięcia celu. Kolejnym jest marsz do łazienki i ubranie się w odpowiedni strój, a następnie już gotowa do wyjścia siadam do komputera i ustalam trasę biegu. W tym momencie jestem już w 100% zmotywowana do treningu, pozostaje tylko założyć słuchawki i wyjść na zewnątrz – co robię automatycznie.

  12. zmotywować się po ciężkim dniu w pracy to jedno. Kiedy się wraca do pustego domu, uważam że to nie jest żaden wyczyn. Jestem młodą mamą, która postanowiła biegać i pokochała to od pierwszego biegu. Tylko, że problemów jest kilka! Mieszkam w mieście w którym nie mam nikogo, kto mógłby raz dziennie przypilnować córeczkę, a mąż jest kierowcą zawodowym i bywa w domu tylko w weekendy i to nie zawsze całe! i jak tu znaleźć czas i możliwość do biegania ? Gdy tęsknota za mężem jest tak silna ? No cóż, gdy tylko on wraca , daję mu buziaka i mówię „kocham Cię, ale buty do biegania też tęsknią, wrócę za chwilę ” i wybiegam jak na skrzydłach, żeby znów przebyć swoje trasy , żeby znów zobaczyć tych samych ludzi którzy codziennie mogą sobie wyjść i przebiec parę kilometrów. po powrocie czuję, że żyję, cieszę się jak dziecko, bo bieganie daje mi siłę by codziennie walczyć o siebie samą, mimo, że nie mam możliwości robienia to codziennie, to staram się dawać z siebie wszystko. Aktualnie planuję porozmawiać z sąsiadką, czy nie mogłaby od czasu do czasu popilnować córci, ale to następny krok do pokonania. wierzę, że za jakiś czas będę biegać dużo, dużo więcej, bo mam już plany na zawody!

    Nie ma żadnych wymówek!! Jeśli kochasz bieganie, zawsze znajdziesz na to czas i siłę!!

  13. Wcale nie jest łatwo zebrać się w sobie, zmotywować, powiedzieć „biegnę”, gdy mamy za sobą dzień pełen pracy i nerwów i dosłownie padamy z nóg marząc tylko o ciepłej kąpieli i wygodnym łóżku. Wtedy właśnie dopadają mnie wyrzuty i toczę walkę ze samą sobą… „rano mówiłaś, że pobiegniesz wieczorem; dlaczego znowu odpuszczasz? nie możesz pozwolić sobie na porażkę! pomyśl, co poczujesz potem!” Wychodzę z założenia, że najgorzej się ubrać… bo gdy już mam na sobie bluzkę, spodenki i zakładam buty, to czuję, że podjęłam właściwą decyzję. Ruszam w trasę, podczas której rozmyślam o wszystkim i o niczym, analizuję plany, układam spis rzeczy do zrobienia na jutro i zdaję sobie sprawę z tego, że jeszcze 10 minut temu chciałam leżeć w łóżku. Ale po co, skoro teraz przeżywam najlepszą część dnia, kiedy mam czas tylko dla siebie i swoich myśli, kiedy nikt mnie nie goni, nikt nic ode mnie nie chce, jestem sama, wolna jak ptak! Nagle zdaję sobie sprawę, że już pokonałam swoją trasę, dobiegam do domu, siadam na trawie i myślę sobie „tak… to było najlepsze, co mogłaś teraz zrobić”, a dowodem na to są spadające z czoła krople potu wywołujące uśmiech… 😉

  14. Moim sposobem na zmotywowanie się do biegania po ciężkim dniu jest ujrzenie sensu biegania i poczucie go. Jeśli jest sens, jest bieganie. Gdy mi się nie chce i nie widzę sensu by wyjść na trening, to albo odnajdę sens albo trening się nie odbędzie. Warto zadać sobie pytanie: czy przebiegł bym dziś wokół całe miasto, gdyby od tego zależało życie lub zdrowie mojej rodziny? Wszyscy odpowiedzieliby, że tak i to niezależnie od pogody, no chyba, że ktoś ma złą rodzinę 😉 Zatem to tylko kwestia zadawania sobie odpowiednich pytań :))
    Jedna z zasad starożytnej wiedzy tajemnej Huny mówi, że życie jest takie, jakie myślisz, że jest. Dokładnie tak samo jest z bieganiem, które ma tyle sensu ile mu sami nadamy.
    Zadaję sobie pytania przed treningiem na który nie chce mi się pójść: co mogę stracić gdy odpuszczę i co zyskam, gdy jednak pobiegam?
    Warto wiedzieć po co się biega… Dlatego łatwiej jest mi znaleźć sens biegania(sens tego treningu, na który czasem mi się nie chce wyjść), jeśli mam wytyczony jakiś cel a trening jest drogą do tego celu. Ten cel nie może być zbyt błahy(bo kto by się przykładał do błahego celu?), ale nie może też być zbyt trudny(niemożliwy) do osiągnięcia(bo wtedy w zderzeniu z rzeczywistością motywacja mogłaby spaść do zera). Musi być w sam raz dopasowany do mnie i wtedy nie mam najmniejszych problemów z motywacją. A jeśli się pojawiają, powracam do zadawania sobie pytań. Do tego same treningi warto jest ubogacać wprowadzając nowe elementy, zmieniając trasy i partnerów biegowych 😉
    Póki co biegam, bo lubię, bo pytam, bo widzę w tym sens…

  15. Bieganie stało się dla mnie sposobem na życie. Biegać w mojej nomenklaturze znaczy oddychać, radzić sobie ze stresem i negatywnymi emocjami, odradzać się i nabierać sił na kolejne wyzwania. Bieganie pozwala mi radzić sobie w codziennym życiu, lepiej planować każdy dzień i czuć się dobrze w swoim ciele.
    Jeszcze kilka tygodni temu nie byłam w stanie pokonać nawet kilkuset metrów a wczoraj ukończyłam (z czasem lepszym od wszystkich dotychczasowych treningów o ponad 8 minut!) swój pierwszy bieg!!! 🙂
    10 miesięcy temu zmieniłam pracę, przeprowadziłam się do innego miasta i zaczęłam pracować tak długo, że na sen zostawało już tylko kilka godzin. Po kilku miesiącach zorientowałam się, że nie ma w moim życiu niczego, co pozwalałoby mi na odskocznię od tego schematu oraz pozwalało na wytyczanie sobie celów, które chciałabym osiągać. Mój chłopak namówił mnie wtedy na bieganie i mimo, że wydawało mi się to nadludzkim wysiłkiem, przełamałam się i postanowiłam spróbować. Dzisiaj każdego dnia mam apetyt na więcej. Nawet po 14-16 godzinach pracy motywuję się myślą, że warto się o siebie zatroszczyć, bo nie zrobi tego za nas nikt inny. Każda minuta przeznaczona na ruch na świeżym powietrzu zaprocentuje sprawnością, dobrym samopoczuciem, pomoże wyłączyć myślenie o problemach, jak również zbliży do podobnych emocji, jakich miałam przyjemność wczoraj doświadczyć.
    A może kiedyś będzie to miejsce w samej czołówce… 😉

    Miłego biegania i do zobaczenia na trasie! 😉

  16. Gorąco cię zachęcam do poświęcenia przed treningiem trochę ponad 30stu minut i posłuchania „Paul McKenna – Zmień swoje życie w 7 dni”. Wpływa na podświadomość i motywację, a więc po „przebudzeniu” ze stanu hipnozy po prostu ci się chce. Nawet jeśli nie będziesz pamiętała, co ci do głowy wbijał 😉

  17. Jak się motywuję? To nie takie proste, ale nie jest znów takie trudne. Składa się na to wiele czynników. Pierwszym, najważniejszym jest to, co osiągnęłam. I nie, nie – nie chodzi tu o zrzucone kg czy cm. Chodzi tu o pokonanie siebie i swoich słabości, a także problemów zdrowotnych. Od kilku lat choruję „na stawy”. I przez to – kilka lat bez ruchu… nabrało się trochę kg, ale największy problem to brak kondycji. Zaczęłam coś robić, leczyć stawy, „dawkować sobie ruch”. Zaczęłam od 6 min biegu! 6! 😀 Wystarczyły 2 miesiące i już jest 30 min. W wolnym tempie, ale jest! Jestem z siebie dumna, że już tyle mi się udało. Ale ja nie poprzestaję, chcę przebiec maraton. Może nawet za 10 lat, małe kroczki, ale uda się. I to właśnie jest moja motywacja – mówię sobię – hej, tyle osiągnęłaś, nie możesz tego zaprzepaścić, nie chce Ci się – trudno! Wskakuj w dresik i lecimy, osiągniesz więcej, co raz więcej. A jak przestaniesz znów się cofniesz to opłakanego stanu. A tego nie chcę. To jest największy czynnik, a poza tym dodatkowe, popatrzę w lustro i jak to kobieta – widzę, że coś jest nie tak ;d Poza tym ciągle trenuję mózg – ciało też trzeba…
    I jakoś leci! 😉

  18. Zeby mi się tak chciało, jak mi się nie chce………
    Może uznacie mnie za wariatkę, ale nigdy nie czułam czegoś takiego.
    Bieganie to jest mój sposób na życie, kiedy jestem zmęczona po cięzkim dniu wracając do domu myśle tylko o tym, żeby zakładać buty i leciec……..
    Wtedy wiem, że wszystko co dzieje się złego w życiu jestem wstanie zwycieżyć.
    Pokonując wyznaczony cel słysze w głowie werble zwycięstwa i już nic nie ma znaczenia, bo wszystko jest banalnie proste 🙂
    Motywuje mnie życie!!!

  19. Bieganie dodaje mi siły, więc nawet jesli padam na twarz, a na dworze niesprzyjające warunki, wiem że w trakcie biegu i po, bede czuć się znacznie lepiej. Bieg pozwoli nabrać dystansu i wypocić negatywne emocje. 30 min intensywnego biegu, sprawiajacego że pot będzie lał się po twarzy zaspokoi potrzebę ruchu i zaaplikuje zastrzyk energii.
    Dobrym sposobem jest także grupa biegowa. 🙂 wiem, że jesli opuszczę jeden trening, kolejny moze wydawać się morderczy.

  20. Myślę, że szkoda by było „przewalić” końcówkę dnia na TV i kompa, lepiej się ruszyć, bo jak się kilka razy zmuszę, to będą efekty, które dadzą ogromną satysfakcję

  21. Najlepszy sposób: wyłączyć myślenie włączyć działanie. Automatycznie zakładam strój, buty i wychodzę – bez zastanawiania się na pogodą i tym co mam jeszcze do zrobienia. Jak już wyjdę to głupio wrócić – i biegnę.
    Kompletny reset i satysfakcja gwarantowana.

  22. Ogromnie dziękuję Wam wszystkim za szeroki odzew i b. ciekawe komentarze. Gdybym miała 23 egzemplarze „Treningu…” rozdałabym wszystkie. No ale – mam jeden.
    Po długich i burzliwych, choć jednoosobowych, obradach zdecydowałam, że książka trafi do: Aleksandry.
    „Prostota ponad wszystko”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s