Jak otarłam się o podium


Tydzień przed biegiem Marcin mailem wspomniał o biegu na Stożek.

Zerknęłam na stronę internetową biegu, poczytałam regulamin: nic z tego! Limit zgłoszonych wypełniony, termin zgłoszeń zamknięty.

Napisałam to Marcinowi, na co ten odpowiedział: jedziemy! Kontaktował się z organizatorem. Można jeszcze się zgłosić na miejscu.

Ok, to jedziemy. Jeśli nie wyjdzie nic innego…

stozek

W domu zapowiedziałam wyjazd na niedzielę. Zaproponowałam mojej Córce towarzyszenie w wycieczce. Niestety: ją  trzymają szkolne obowiązki. Projekty, inne prace do dokończenia.

Sobotnim wieczorem, czy właściwie już nocą postanawiam: jeśli 1.zbudzę się, 2.zdążę na pociąg i 3.on pojedzie – to istotne obecnie: przecież tak ‘mieszają’ z rozjazdami Koleje Śląskie… – to i ja się stawię.

 Ciężko było się zebrać skoro świt. Ale się zebrało.
Szybko: śniadanko, picie.
Zabieram plecak przygotowany już wczoraj i idę do pociągu.

W Katowicach przesiadka. Zdążam jeszcze pójść po bilet na następny pociąg. Teraz około dwóch i pół godziny jazdy. Pociąg zatłoczony. Dłuższą część podróży odbywam na stojąco.

W Wiśle Głębce pociąg kończy bieg. Wysiadamy.

Teraz trzeba dotrzeć na Stożek. Ja – niezorientowana w ogóle – nawet nie wiedziałam, że przed nami kilka kilometrów wspinaczki, by stawić się do biura zawodów. Docieramy tam 40 minut przed godziną startu. Zgłaszamy się, opłacamy. Przebieramy. I powrót na linię startu.

Ciekawie opracowana logistyka. Teraz schodzimy kilometr, czy dwa. Linia startu ulokowana tuż przed zejściem na szlak prowadzący przez Kiczorę na Stożek.

Ciepły, czy wręcz gorący dzień. Bardzo słoneczny. Godzina rozpoczęcia ustalona na dwunastą.

Ludzi: mnóstwo!

Wśród biegaczy krążą organizatorzy. Przez tubę ogłaszają, że za chwilę: za minutę! startujemy. Wystrzał nagły, niespodziewany. I bieeeeg.

Tup, tup, tup, szur, szur, szur… – setki stóp pokonują fragment asfaltu, przebiegają przez most i skręcają w prawo, na szlak. Do góry. Na Stożek.

Pastelowy tłum siłą rzeczy rozciąga się: zarówno wymuszony trasą, zwężającą się z każdym następnym metrem, jak i z powodu różnorodności formy biegaczy.

Wśród nas są – zauważam – ‘zawodowcy’, górscy biegacze. Mający opanowaną taktykę i technikę biegu. Umiejący logistycznie rozłożyć siły. Są – myślę – również podobni mnie: górskie ‘żółtodzioby’, dopiero próbujący i smakujący górskich doświadczeń biegowych.

Zdumiewają mnie małolaty utrzymujące mocne tempo, nie dające się wyprzedzić. Przy podejściach – biegną! Tam, gdzie ja z ledwością łapię oddech, sapię jak lokomotywa, ciężko się wspinam – ci nastolatkowie biegną! Wielu innych biegaczy również. Ale oni – ci nieletni – z jednej strony zachwycają, z drugiej – wpędzają mnie w kompleksy.

Pocieszam siebie: ja już starucha jestem! Taka niedoświadczona. Niewytrenowana.

I biegnę. Tam, gdzie dla mnie się da: na pozornie płaskiej nawierzchni, gdzie nie widać znacznego wznoszenia szlaku w górę. I na zbiegach. ‘To króliczki lubią najbardziej’ – ten pęd w dół. Z uwagą, ostrożnością, o ile zdąży się ją zastosować.

Szlak miejscami ocieniony konarami drzew, miejscami wyeksponowany, gdzie słońce dopieka. Takich miejsc mniej na szczęście.

Trasa wzorowo znakowana, odcinki co 1 kilometr bardzo wyraźnie pokazane. To lubię. Sprawdzam czas na poszczególnych punktach. Zmuszam nogi do szybkiego marszu tam, gdzie biec już nie dają rady. Wspomagam prędkość pracą przedramion. Cieszę swoją duszę, gdy maszerując wyprzedzam truchtających pod górę biegaczy.

Bieg dla mnie ciekawy ale i ciężki. Minionego tygodnia niewiele biegałam, teraz brak treningu się mści. Chłonę jednak aurę, rozkoszuję się górami, biegnę i idę. Docieram do punktu, gdzie wyczytuję: Stożek 30minut – i strzałka w kierunku, w którym podążam. Spoglądam na zegarek. Zapamiętuję czas. I bieg, bieg! Teraz z górki prowadzi trasa. Staram się przyspieszyć, pokonać zmęczenie, suche powietrze.

Zbliżam się pewnie do celu, bo co raz głośniej przede mną. Więcej ludzi. Biją brawo, dopingują. Już słyszę konferansjera. Jeszcze, jeszcze sił z siebie wydobyć! A tu pod górę. Chciałoby przejść się do marszu. Nie pozwalam na to moim nogom. Bieg! Do przodu! Jeszcze!

Przekraczam metę. Zapominam wyłączyć stoper. Myślę tylko o tym, jak złapać powietrze. Wyrównać oddech. Po chwili stopuję czas: już czterdziesta czwarta minuta.

Nie popisałam się! Ale pobiegłam.

Nie będę na razie rozważała porażki.

W którymś momencie zjawia się koło mnie Marcin. On już dawno tutaj. Przybiegł 10 minut wcześniej! Gratuluję kolego! Bardzo ładnie!

Oceniamy czas. Do biura zawodów: albo zjazd wyciągiem, albo – co ja sugeruję – na własnych nogach. Muszę jeszcze trochę pobiegać. Teoretycznie powinnam dzisiaj wybiegać długą trasę.

Wybieramy zatem drugą opcję. Zejście z mety do biura zawodów prowadzi mocno w dół. Nic to. Marcin, jakby w ogóle nie przebiegł 6km w górach, z przewyższeniem prawie 400 metrów – jak młoda kózka popędził na dół. Biegnę wolniej i ostrożniej.

Tutaj, na dole, posilamy się kiełbaską pieczoną nad ogniskiem, pomimo skwarnego upału.

I podejmujemy decyzję: nie czekamy na wyniki. Ogłoszą je dopiero po godzinie 14:30, my zaś pociąg mamy dziewięć po czternastej. Jest już wpół do drugiej – zatem czas ruszyć. I to biegusiem!

Zatem – biegniemy. Z plecakami. Po dobiegnięciu do Wisły-Łabajowa, do podejścia szlaku pod dworzec – chyba ze trzy kilometry co najmniej biegliśmy – stwierdzam, że dzień jest iście treningowy dla mnie.

Pociąg już stoi na peronie. Jeszcze luz w nim.

Przebieramy się w toalecie. Ruszamy. Na kolejnych stacjach dosiadają inni. Znowu  się robi tłoczno.

Dzień męczący, upalny – ale wart wspomnienia. Dobrze, że zdobyłam się na wyjazd i udział w biegu.

 Dzisiaj sprawdziwszy wyniki: 133 miejsce w ogóle startujących (257), 14 miejsce wśród kobiet (39), 4 miejsce w kategorii (11) zajęłam. Otarłam się o podium…

Reklamy

1 thought on “Jak otarłam się o podium”

  1. Podziwiam Twoje bieganie. Naprawdę, jak patrze na te wszystkie wpisy i zawody, dodatkowo jak przeczytałam, że brałaś udział w Biegu Rzeźnika – szacun.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s