Team Hoyt


Trzeci poniedziałek kwietnia – w Stanach tradycyjnie Boston Marathon – najstarszy regularnie rozgrywany maraton w nowożytnej historii, bieg legenda. Już sama kwalifikacja do niego to spore wyróżnienie i powód do dumy. Dick Hoyt brał w nim udział 30 razy i choć nigdy nie wygrał  kilka dni temu w pobliżu startu z należnymi honorami odsłonięto jego pomnik. Pewnie kojarzycie jeden z wielu filmów motywacyjnych dostępnych na youtube:  chłopak cierpiący na porażenie mózgowe i jego ojciec przemierzają trasy maratonów i biorą udział w triatlonach. Jeśli jeszcze o nich nie słyszeliście wpiszcie w wyszukiwarkę Team Hoyt. Uprzedzam – wzruszenie gwarantowane.

Gdy biegnę nie czuję się niepełnosprawny

To Rick, cierpiący na dziecięce porażenie mózgowe, zainspirował ojca, wówczas 37 letniego, do rozpoczęcia regularnych treningów.  Poprosił (za pomocą syntezatora mowy) by wzięli razem udział w biegu charytatywnym. Ukończyli go na przedostatnim miejscu i to było ich pierwsze zwycięstwo.

We never win but we always win

 Ja dowiedziałam się o nich z podręcznika do języka angielskiego. Pracowałam kiedyś w szkole specjalnej. Każda lekcja byłą walką z nastoletnimi chłopakami o zaburzonych osobowościach, rzadko zainteresowanych zgłębianiem tajników angielskiej gramatyki i poszerzaniem zasobu słownictwa. Żyli we własnym świecie o prostych choć brutalnych zasadach. Nauczyciele raczej nie mieli do niego dostępu. Czasem w drodze wyjątku byliśmy dopuszczani w pobliże granic. Opracowując swoje zajęcia musiałam brać pod uwagę bardzo wiele czynników, tzw „program nauczania” był zazwyczaj na ostatnim miejscu.
Ryzykowałam wiele podejmując temat niepełnosprawnego chłopaka, liczyłam się z tym, że nie uda mi się do końca przeprowadzić lekcji. Skserowałam niezbędne materiały i weszłam do klasy z duszą na ramieniu. Zapisałam na tablicy hasło i na kilka sekund przykułam uwagę części podopiecznych. Małe zwycięstwo. A chwilę później stało się coś niewyobrażalnego. Dostrzegłam zainteresowanie i ciekawość, mogłam kontynuować mysl, nikt mi nie przerwał, zapadła cisza. A później zaczęła się dyskusja. Moi uczniowie pytali o dystans triatlonu, kiwali z niedowierzaniem głowami, z własnej inicjatywy szukali słówek w słownikach i dopatrywali się ich nowych znaczeń. Nie usłyszeliśmy dzwonka, nikt nie wyszedł na przerwę. To, również dla mnie, była ważna lekcja.

Bardzo dobrze pamiętam ten dzień. We never win but we always win.

p1_hoyt1źródło: Sports Ilustrated

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s