…zimowe plusy i minusy…


Pewnie po przeczytaniu tego, niejeden  nie będzie mnie już lubił albo co, ale nie będę owijać w bawełnę: nie cierpię zimy pod każdym względem. Nie wiem, jak się znalazłam i jak udaje mi się funkcjonować w tej szerokości geograficznej. Wiecznie szaro, zimno, bez słońca, kupa śniegu, błota albo piachu; codziennie pod drzwiami mam piaskownicę (zapraszam z wiaderkiem i łopatką). Nawet porozciągać się nie można dobrze po treningu bo  zaraz stygnę, jak się śnieg trochę roztopi to człowiek biega po tym jak paralityk albo ślisko jest – nie wiadomo co gorsze . Nie można pobiegać wieczorem w parku, bo ciemno. Jak się biega z muzyką to kabelki od słuchawek sztywnieją.

A ile wody i gazu marnuje zimą  po takim treningu, bo się wygrzewam pod prysznicem, bo oczywiście zanim dotrę do domu ( po drodze jeszcze zakupy) to zdążę zmarznąć.

zima

Plusy dla mnie są jedynie takie, że biegając w taką zimę, bez względu na warunki jakie panują wzmacniam odporność organizmu, hartuję się no  ćwiczę silną wolę, bo zimą, nawet jak się kocha biegać, to są dni, że „strach” z domu wychodzić. Najbardziej nieprzyjemnie jest gdy wybiegam z klatki na tą Syberie i muszę paręset metrów przebiec  zanim przestanę czuć to zimno.  No i po takim każdym kolejnym zimowym treningu jest podwójna satysfakcja!!!

Także sami  widzicie; a to tylko spojrzenie na tą ohydną porę roku z punku widzenia biegacza… No ale cóż trzeba być twardym no i jak to się mówi, byle do wiosny.

Reklamy

9 thoughts on “…zimowe plusy i minusy…”

    1. no to fakt, można biegać gdzies po mieście, czasem to uskuteczniam ale nie lubie i nie chcę wdychać spalin, czyli w moim przypadku to takie treningi wchodzą w gre jedynie po 22giej

  1. powiem Ci, że dzisiaj mam dokładnie takie samo zdanie o zimie. Nie powiem, lubię śnieg, biały i puchaty, gdy można pójść ulepić bałwana, porzucać się śnieżkami, pozjeżdżać na sankach. Ale to musi być prawdziwa zima i musi do tego świecić słońce. I lubię to przez może miesiąc. A teraz żądam wiosny, słońca i suchych chodników 😉
    Podziwiam Cię, że biegasz w taką pogodę, ja bym nie miała samozaparcia 😉

    1. przyznam sie że czasem ale tylko czasem i tylko przez chwile, oj miesiąc to dla mnie zadługo, lubie taką prawdziwą białą i słoneczną zimą i wtedy naprawde fajnie sie biega 🙂

  2. Podzielam w większości Twoje zdanie 😉 Chociaż akurat ciemności na dworze mi nie przeszkadzają, wtedy zostaje miejskie bieganie. Zima podobała mi się przez ponad miesiąc, może nawet więcej. Ale teraz już mogłoby się zrobić ciepło….

  3. Ja mam inne podejście do biegania zimą 🙂 Uwielbiam biegać w nocy po śniegu szczególnie w lesie z czołówką… Jeszcze jak by były ciekawe i mocne przewyższenia to by był dla mnie ideał 🙂 Wspaniałe warunki na budowanie podstawy siły biegowej już nie wspominając o poprawie techniki zbiegania 🙂 Po takim treningu docieramy do domu przeważnie zmarznięci ale na to też są sposoby np. szybkie kardio w korytarzu lub nawet jeszcze po samym treningu 🙂 Morsowanie też jest fajną opcją przed jak i po treningu (ale to bym akurat polecał przy treningach dziennych, a nie nocnych)
    Pozdrawiam
    Wiktor Kawka aka EL0HIM

    1. ajaj w lesie z czołówką, no to chyba z kimś bo sama to nie 🙂 … raz spróbowałam morsowania w grudniu w przeręblu, ale tak szybko uciekałam z tej wody że aż sie kurzyło, nie czułam zimna tylko straszny ból, takie morsowanie to dobrze jest jesienią zaczynać a nie w środku zimy, nie wykluczone ze jeszcze wrócę do tematu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s