Azory


Terceira

Na Azory dotarliśmy  5 listopada.
Późnym popołudniem wpłynęliśmy do portu Ponta Delgada. Pierwsze co zobaczyłam, to biegających zawodników wzdłuż nabrzeża na terenie mariny. Jak później się okazało „spóźniłam” się na triathlon. Nie wiem tylko jakie to były dystanse. Chociaż byliśmy  daleko na północ od gorących Wysp Kanaryjskich, tu na początku listopada ciągle było dosyć ciepło. Z powodzeniem można było chodzić w samej bluzce z długim rękawkiem a czasem i bez. Jak zwykle miałam dużo pracy. Tym bardziej że znów musieliśmy rozmrażać  chłodnie, i tym razem wzywać fachowca aby ustawił właściwą temperaturę. Znowu zakupy, sprzątanie, pranie. Trening zrobiłam jeden i to bardzo krótki, wczesnym rankiem,  a w zasadzie o świcie; krótkie i szybkie przebieżki wzdłuż portu podczas których mogłam podziwiać wschód słońca, który jak dobrze pamiętam był około 8.00. Tam dzień zaczyna się później. Różnica między czasem azorskim a polskim to dwie godziny. W momencie kiedy ja do tego wszystkiego na moim nie przestawionym zegarku miałam polski czas letni, trudno było mi szybko odpowiedzieć na pytanie: która godzina?

Pico

Kolejny zapis w dzienniku jachtowym (  prowadzonym przez Jose  w języku francuskim) dotyczył Sao Jorge. Mały, uroczy port. Na pierwszym planie, małe białe i niebieskie domki z rozwieszonym przed nimi  na sznurku praniem – zresztą bardzo charakterystyczne dla Hiszpanii czy Portugalii. Sao Jorge okazała się koleją azorską, powulkaniczną, malowniczą wyspą. W zasadzie prawie na każdej z tych wysp mogłam robić treningi „górskie” . Tu też pobiegłam  prawie na sam szczyt kolorowej góry domów, przemykając wąskimi uliczkami i podziwiając urocze zakamarki miasta. Na koniec treningu zbiegłam w dół prawie nad sam brzeg, a dokładnie na ułożony z charakterystycznej w Portugalii czarnobiałej kostki brukowej deptak. Po prawej stronie wzdłuż deptaka ciągnął się niewysoki mur, z którego można było podziwiać ocean.  To było idealne miejsce na szybkie przebieżki i rozciąganie po treningu. Chciałam zostać dłużej na murku odwrócona twarzą do oceanu i nacieszyć się endorfinkami ale niestety musiałam szybko wracać na jacht.

Horta na wyspie Faial też zawsze będzie  mi się kojarzyła z udanym treningiem.  W dzień, kiedy wybrałam się na trening było bardzo wietrznie, także w jedną stronę biegło się wspaniale bo z wiatrem. Znów wzdłuż portu, a potem długim portowym falochronem. Z powrotem było ciężko – wiatr był naprawdę silny. …prawie zawsze spotykałam po drodze innych biegaczy, czasem machałam do nich ale nie odmachiwali, nie ma „tam” wśród biegaczy zwyczaju pozdrawiania się w ten sposób, ale za to nie raz spotkałam się z odwzajemnionym uśmiechem.

Horta.

Horta/ Faial/ Azores …. na kazdym falochronie i nie tylko jest mnóstwo, jeden przy drugim, pamiatkowych obrazków namalowanych przez załogi jachtów, które zawinęły do portu Horta … specjalne farbki można kupic chociażby w pobliskim sklepie 🙂

Azory były półmetkiem naszej podróży, od znanego mi już Cascais w Portugalii dzieliło nas około  800 mil morskich; cztery doby na oceanie. Rozpoczął się powrót. cd. wspomnień nastąpi ….

Teraz patrzę przez okno i widzę prawdziwą zimę, pada śnieg, jest zimno i nieprzyjemnie… co prawda nie ma dla mnie złej pogody na trening ale po tym rejsie częściej zadaje sobie pytanie: co ja robię na tej szerokości geograficznej ?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s