Wspomnienie.


Image
fot. Ubiegłoroczne EKG serca 😉

Nie przepadam za podsumowaniami, to tak jakby wyraźnie oddzielać przeszłość od chwilowej teraźniejszości, jedną kreską. Bieganie, od kilku dobrych lat, to dla mnie pewien proces – od smaku cierpkiego jabłka, po soczystą, kalifornijską pomarańczę. Bo przecież kiedyś biegałam jedynie w świadomości, że moje ciało lubi aktywność. Z czasem przekonałam się, że to głowa prowadzi ciało. I wtedy się zaczęło – potrzeba samodoskonalenia własnego umysłu, poprzez ruch. Taka leśna przebieżka dawała mi znacznie więcej niżeli jakakolwiek inna forma wypoczynku, bez znaczenia czy miałam na to fizyczną siłę, czy nie. Zawsze odczuwałam potreningową wolność.

Pierwszy start w biegowej imprezie był jedynie ciekawością siebie. Znałam ten smak z kolarskich maratonów, bo wcześniej pałałam już miłością do mountain bike. Maratony mtb, wyścigi przełajowe czy zawody cross-country wypełniały weekendy w cieplejszych miesiącach roku. Dziesiątki godzin spędzanych z przyjaciółmi w górach czy na wyżynnych przejażdżkach w śląskich lasach. To było życie, które kochałam. Pasja, jaką dzieliłam wspólnie z pasjonatami ruchu. Kocham góry, a ten sport podawał mi pełen pakiet emocji. Uczuć, jakich pragnęłam w życiu mocniej niż jakichkolwiek sukcesów.

Potem przyszedł czas wewnętrznej nostalgii, pewnych zdarzeń w życiu, które zabliźniły się w duszy na trwałe. Bieganie podało mi ciszę, którą mogłam smakować przez cały sezon, nie wyłączając okresu zimy i trudniejszych za oknem, warunków. Dzieliłam tę pasję z psem. Przyszedł dzień, kiedy zabrakło futrzaka, ale pasja czterech łap, pozostała. Pozostał też las, góry i smak wolności jaki podaje bieganie.

Pierwszy start kilka lat temu był jedynie ciekawością. „Wykręciłam” wtedy biegowo pierwsze, startowe dziesięć kilometrów, w czasie 47 minut. Z podwójną przygodą sznurówkową jaką zaliczyłam na trasie, co wiązało się z pitstopem na poprawienie wiązania. Załapałam się na nagradzane miejsce i zostałam uhonorowana kwarcowym Japończykiem na niebieskim pasku z delikatnymi wskazówkami. Jednak w trakcie tej już kilkuletniej przygody z bieganiem po dziś dzień nic nie sprawia mi większej radości jak poranny, kilkunastokilometrowy bieg w leśnej, letniej mgle. To do tej pory kocham najmocniej. Dzięki temu nauczyłam się pakować walizkę w taki sposób by zawsze zmieściły się w niej buty do biegania i biegowe ciuchy. I wszędzie gdzie tylko jadę, zabieram ze sobą bieganie. A zawody, starty, dzieją się często zupełnie przy okazji. Niezaplanowane. Tak ot, z miłości do pasji.

W roku 2012 wystartowałam jedynie dwa razy, choć treningowo zrobiłam blisko 1600 km. Do tego sporo pływackich kilometrów na basenie, w jeziorze, morzu. I masa leśnych, rowerowych ścieżek. Zeszłoroczny styczeń przyniósł mi miejsce na pudle w pięknym trail running – biegu w terenie, który co roku organizowany jest w styczniu. ‘Bieg Spełnionych Marzeń’ rozgrywany był na terenie Rezerwatu Bukowego w Murckach. Znam tu każdy kąt i sporą dawkę wzniesień, czułam się jak ryba w wodzie. Nie przeszkodziła nawet poważna kontuzja jakiej doznałam kilka miesięcy wcześniej, która wyeliminowała mnie z aktywnych treningów na dłuższy czas. Najfajniejsze jednak było to, że pojechałam na ten bieg dzięki znajomym z biegowej grupki, to oni właściwie namówili mnie na start. To kolejny dowód na to, że warto dzielić się pasją.

402092_2646246350331_1626176424_n

fot. Z biegowym kumplem Marcinem, tuż po przekroczeniu linii mety – Bieg Spełnionych Marzeń 2012 r.

Jesienią poddałam się marzeniom i spróbowałam sił na dystansie półmaratonu w szwedzkim Falsterbo. Lubię tu biegać, biegają tu tacy zwykli ludzie. Bez względu na to czy ich ciało ma lat 15 czy 80, bo dusza przecież zawsze młoda pozostaje. Nigdy nie widziałam starych biegaczy, jedynie starszych ludzi, którzy życiowo czują się młodzi. Tak spoglądam na świat. Mam nadzieję, że taki czas zawita kiedyś i do nas, i na linii startu staną ludzie, którzy dziś może jeszcze nie wiedzą, że bieganie podaje duszy naprawdę uroczy świat bez względu na wiek w jakim ta miłość biegowa się zdarzy.

Taki był mój „startowy” rok. Biegowo jednak działo się znacznie więcej: praca redaktorska dla serwisu treningbiegacza.pl,  zaangażowanie w projekt ‚Twój bieg. Twoje zwycięstwo’, a od nie dawna współpraca z portalem love2tri.pl. Najcenniejszym był chyba jednak debiut w kwartalniku literackim „Migotania”, w którym artykuł jaki napisałam o bieganiu ukazał się w kategorii prozy poetyckiej.

migitania
fot. ‚Migotania’

Podjęłam również decyzję o założeniu własnej platformy w postaci bloga: http://oneminuterun.wordpress.com/ ,  by wszystkie swoje biegowe litery zebrać w spójną całość. Pisanie jest dla mnie wyrazem wolności, tak jak ruch, podczas biegu. Zapraszam Was po dawkę motywacji, do wymiany myśli i marzeń. A jeżeli macie ochotę, dołączcie. Tak jak pięknie napisał Tołstoj: „Szczęście jest prawdziwe tylko wtedy, kiedy możemy się nim podzielić.”

Advertisements

Autor: Ola

Codzienność dzielę z bieganiem, kolarstwem górskim i pływaniem. Jestem wiernym miłośnikiem muzyki, jazzowych maratonów i ciepłych, miękkich nut. Fotografia, poezja, pisanie to poza sportowe pasje. Sądzę, że najlepszą pożywką mózgu jest jego dziki stan, bo wtedy świat dzieje się bardziej intensywnie. Z wykształcenia marketingowiec, w życiu „łamigłówek” i pasjonatka ruchu. Ludzie i ich świat, są dla mnie ważni. Redaktor treningbiegacza.pl , członek Yacht Klub Polonia Malmö w Szwecji, współorganizator koncertów muzycznych i zlotów żeglarskich.

1 thought on “Wspomnienie.”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s