Run like there’s no tomorrow!


Dzisiaj najkrótszy dzień w roku, trzeba łapać każdą chwilę; wybiegam, gdy tylko trochę się rozjaśnia. W planie podbiegi krótsza wersja – krótsza czyli szybsza. Zaczynam rozgrzewkowo, niezbyt szybko.  Zatrzymuję stoper-nieźle. Powoli zbiegam; kolana nie lubią zbiegania a ja lubię swoje kolana, więc dogadzam im gdy tylko mogę. Na dole wdech-wydech i znów w gorę. Łapię czas – dwie sekundy wolniej. Przystaję. Mam czas. Tu na górze świat wygląda inaczej. Trudno uwierzyć, że dzieli mnie zaledwie kilometr od centrum sporego miasta, stolicy metropolii. Nieśpiesznie zbiegam.
Na dole wstępuje we mnie duch walki. Pora zacząć właściwy trening.
Wyżej. Szybciej. Mocniej.
Ciach. Ciach.
Podkręcam tempo. Łapię czas ale nie patrzę na zegarek. Schodzę. Wbiegam. Schodzę. Wbiegam. Schodzę. Uciekam przed Zombie. Schodzę. Uciekam przed Zombie. Schodzę. Uciekam…o nie, nie chcę już być ofiarą. Gonię. Zombie. Lwa (to łatwe zadanie – lwy nie uciekają zbyt szybko). Gazelę. Na ułamek sekundy staje się gepardem. Schodzę. Znów zmieniam się w geparda. Dopadam swą zdobycz. Wyłączam zegarek. Koniec treningu. Koniec świata.

gepard

To już dzisiaj? Serio? A nieee…u mnie obowiązuje przecież kalendarz Grudniów – następny koniec świata w maju…ufff…

Reklamy

1 thought on “Run like there’s no tomorrow!”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s