Nienapisana symfonia


poranna symfonia

6.05 – dziesięć minut po budziku. Żywy, dynamiczny początek, tempo allegro. Zaspani właściciele psów patrzą z niedowierzaniem a sąsiad drapiący szyby samochodu ze źle skrywaną niechęcią (i znów nie odpowiedział na „dzień dobry”).  Stopy miękko lądują na śniegu, pach, pach, pach, chodnik szybko się przesuwa. Światła. Stop. Nie przebiegam na czerwonym, nawet gdy znikąd nie nadjeżdżają żadne samochody, czekam cierpliwie. Wdech, wydech. OK. teraz czas na długą prostą, lekko z górki. Doganiam tramwaj. I przeganiam, gdy staje na mijance. I już mnie dzisiaj nie dogonisz panie motorniczy, bo ja tu zaraz znów skręcam;) (jutro kolejna szansa). Miłe uczucie, nogi same niosą.  Pach, pach. Pach, pach. Mróz jakoś przestaje dokuczać. Zatracam się w rytmie jak w tańcu.  Jest rześko i lekko. Zwykły poranek. Za chwilę zacznie się właściwy dzień: nie wiem, co mi przyniesie. Może wcale nie będzie lekko i przyjemnie? Ale to za chwilę.  Jeszcze o tym nie myślę. Nie układam listy zakupów ani zadań do wykonania. Biegnę. Tańczę. Teraz jestem tutaj na mojej codziennej ścieżce. Skupiona na oddechu. Wsłuchana w symfonię kroków.

Reklamy

4 thoughts on “Nienapisana symfonia”

    1. Magda- wyjdź. Tak normalnie, bez zastanawiania się, czy to lubisz, czy nie. A później wsłuchaj się w symfonię swoich kroków, oddechów, pulsu. To naprawdę wspaniałe uczucie.

  1. Piękny wpis:) Powiedz: czy biegasz słuchając muzyki? nigdy mi się to nie udało, ciekawsze wydaje mi się otoczenie, zwłaszcza w parku, a juz na pewno w lesie.
    Ale to może być kwestia złego doboru tej muzyki.

    Parę lat temu na kampusie uniwersyteckim w Stanach: środek lata i ciepło ogromnie, czyli (jak zgadujesz) żadnych śniegów. I alejką biegnie murzynka, niezwykła rytmiczna harmonia, balet niby monotonny ale wcale nie nudny. No pewno byście się dogadały:)

    Pozdrawiam.

    1. Kanarku, biegając słucham jedynie oddechu, pulsu, rytmu kroków; to jest moja muzyka.

      Z dziewczyną, o której piszesz z pewnością znalazłabym wspólny język. A może już z nią rozmawiałam? (kiedyś w Stanach, jesienią).
      Bo z Tobą, Kanarku, rozmawiałam wielokrotnie; ciekawe, jak tu trafiłeś? przestaję wierzyć w przypadki…:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s