Bieg Niepodległości


Środa, 7 listopada 2012r

–        Mamo, pan wuefista pytał, czy będziemy na biegu. Nasze miasto organizuje Bieg Niepodległości. Powiedziałam, że w niedzielę pewnie gdzieś startujesz. Ale u nas jest w sobotę. Prosił, byśmy przyszły. – powiedziała mi córka przez telefon.

–        Zobaczymy. – odpowiedziałam.

Hm… Jak zapowiada się najbliższy weekend? Rzeczywiście listopadowego dnia niepodległości od kilku lat startuję w organizowanych biegach. Teoretycznie w tym roku również – i ponownie Ruda Śląska. Jakoś tak tradycyjnie…

Spoglądam w Internet, wpisując w wyszukiwarkę: Bieg niepodległości Kalety. Od razu system podpowiada kilka linków:

„Aktualności

W Kaletach odbędzie się I Bieg Niepodległości
10 listopada odbędzie się kaletański I Bieg Niepodległości. Został on przygotowany w celu upamiętnienia 94. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę, ale jednocześnie z myślą o promocji aktywności fizycznej i zdrowego stylu życia wśród mieszkańców naszej okolicy. Trasa biegu o dystansie ok. 7500 m przebiegała będzie ścieżką przyrodniczo- dydaktyczną „Zielona Pętla” w Kaletach- Zielonej. Start i meta w okolicach wiaty nad górnym zbiornikiem wodnym w Zielonej.

Organizatorzy przygotowali także odrębną trasę dla najmłodszych uczestników biegu o dystansie ok. 1200 m  (…)”

Drukuję „Regulamin biegu”. Doczytuję możliwość zgłoszenia na miejscu, w dniu biegu.

Czwartek, 8 listopada 2012r.

Przed wyjściem do pracy, na stole w kuchni zostawiam wydrukowany regulamin biegu.

W ciągu dnia dzwoni do mnie córka:

–        Zgłosiłaś nas?

–        Jeszcze nie.

Późnym popołudniem wysyłam Helence sms’a: w sobotę startujemy. W niedzielę muszę jechać do Katowic.

Sobota, 10 listopada 2012r.

Pobudka. Helena wstaje przed siódmą. Ja dwie godziny później.

W kuchni pachnie przygotowywanym przez nią śniadaniem: jajecznica z cebulką i papryką.

Przygotowuję herbatę z imbirem – jakiś czający się katar gdzieś tam daje o sobie znać.

Do godziny 9:40 przygotowujemy się do wyjazdu. Rowerami. Miejsce startu 10 km od naszego domu.

Dojeżdżamy do ‘biura zawodów’ 6 minut przed wybiciem godziny zgłoszenia. Zapisujemy się.

Wokół już wielu biegaczy. Jedni rozgrzewają się, inni w grupach rozmawiają.

Helena idzie do koleżanek. Dzisiaj ona startuje na krótkim dystansie.

Dzień słoneczny, trochę wietrzny, trochę chłodny. Jak biec? Na krótko nie ma co dzisiaj. Zostawiam rękawiczki na rękach, ale rezygnuję z czapki. Oddaję też Helence kurtkę przeciwwiatrową.

Spod wiaty, gdzie zorganizowano biuro zawodów, przechodzimy kilkaset metrów dalej – pod dąb.

Nie byle jaki: nazwano go „Drzewem wolności” tudzież „Dębem wolności”. I ściśle powiązane to drzewo jest z datą: co prawda dąb zasadzono pierwotnie 3 maja ponad siedemdziesiąt cztery lata temu, by odnowić go, po uszkodzonym pierwowzorze w 1939, tuż po wojnie w 1945. Ponownie zasadzono w tym samym miejscu dąb-symbol: wolności, pamięci, szacunku. Do minionego. I ludzi, którzy to minione kształtowali, pozostawiając nam spuściznę, którą patrioci przekazują dalej. By historia nie umarła. I Polska żyła. W duszach ich rodaków i na mapie.

Chwila nostalgii mija.

Organizatorzy sprawdzają obecność. Potwierdzając dotychczasowy rekord stawiających się biegaczy: jest nas trzydzieścioro dwoje! Dla Kalet to duża liczba. A od siebie dodam, że to sukces. Lokalizacja biegu dość znacznie oddalona jest od centrum miasta. Dla co niektórych, niezmotoryzowanych, dotarcie w to miejsce jest wyzwaniem.J Warto dodać, że na bieg przyjechali również mieszkańcy m.in. Tarnowskich Gór, Miasteczka Śląskiego, Piekar Śląskich.

Zostajemy ponownie poinformowani o trasie biegu: jej przebiegu, oznakowaniu, charakterystycznych punktach. START! – i biegniemy.

Obawy zagubienia, błądzenia zostają rozwiane na trasie. Oznakowanie czytelne.

Trasa bardzo przyjazna biegowi: po pierwszych kilkuset metrach asfaltem, wbiegamy w las. Duktami leśnymi, szutrowymi odcinkami, miejscami wysypanymi kamieniem odcinkami drogi. Ciekawym punktem jest tzw. ”Garbaty most”: zaledwie kilka metrów, a jakież wrażenie przebiec pięć kroków kładką, która unosi się przy każdym jej uderzeniu. Zgrać się z jej falowaniem, by nie wypaść z rytmu biegu. Jeszcze kilkadziesiąt metrów dalej odczuwam to chwianie kładki. A biegnę przecież już po twardej nawierzchni leśnej! Następnie dobiegamy na utwardzoną drogę. Mijamy samochody i ludzi, którzy nimi przyjechali: jedni jeszcze szukają grzybów, inni już z pełnymi koszami, urządzają sobie piknik na łonie natury. Są kibice bijący brawo i wołający dopingujące słowa biegaczom.

Bieg ostatnich kilkaset metrów prowadzi wałem wzdłuż zbiornika wodnego. Dwóch panów, z którymi od około trzeciego kilometra biegnę to ja ich wyprzedzając, to oni mnie – przyspiesza na tym trudnym dla mnie odcinku. Również staram się teraz wykrzesać z siebie więcej sił. Trudno mi ich dobiec: dopiero po kilkudziesięciu sekundach później przebiegam linię mety. Na moim stoperze: 42 minuty 26 sekund. Ech… to nie to. Kiedy wrócę do formy, biegając kilometr poniżej pięciu minut??? Nie teraz. Teraz dla mnie ważne, że biegam. Że nie przestaję. Że wytrzymuję obrany dystans.

Jestem dwudziesta któraś na mecie. Przede mną szybciej przybiegły dwie kobiety. O około 2 minuty szybsze. Gratuluję paniom! Chylę czoła za wytrzymałość i wolę walki.

Z panami, tymi z czołówki nawet nie będę się porównywać. Najszybszy przybiegł w około 29 minut.

Przepiękna aura. Jesień w pełni, z okrasą żółto-brązowo-złotych liści: już tych opadłych jak i trzymających się jeszcze gałęzi brzóz.

Po głównym biegu, startują młodsi na odcinku około 1200m.

Następuje chwila relaksu, posilania się zapewnionym przez organizatora prowiantem: nad ogniskiem chętni pieką kiełbasę. Do przegryzienia wafelki. I woda. W tym czasie organizatorzy podsumowują wyniki.

Dekoracje: medale dla najmłodszych. Puchary i statuetki dla starszych. Wszyscy zwycięzcy otrzymują również dyplomy, a każdy uczestnik zostaje obdarowany kotylionem biało – czerwonym.

Cała impreza kończy się w kameralnej atmosferze wczesnym popołudniem. Pamiątkowa fotografia – i każdy rusza w swoją stronę.

Organizatorem imprezy było Miasto Kalety i Gminna Komisja do spraw Rozwiązywania Problemów Alkoholowych w Kaletach. Myślę, że to niezły sposób na uczczenie Dnia Niepodległości w naszym mieście.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s