Dycha Aktywnych, 4 listopada


Czekałam na  tamtą niedzielę już długo. Pierwotnie bieg miał być w połowie października. W Dzień Nauczyciela.  Do tego na asfalcie.
Ale dzięki temu, że wtedy się nie odbył  były półmaraton w Bytomiu i Katowicach.

Dycha Aktywnych, z serii Pucharu Biegowego Aktywnych, organizowanego od maja 2012r przez dąbrowskie Stowarzyszenie Rekreacyjno-Sportowe ( http://www.aktywnadabrowa.pl )  wystartowała 4 listopada. Był to czwarty bieg, po I Biegu Aktywnych na 5km rozegranym 13 maja, I Biegu Świetlików na 6km z 23 czerwca i Nocnym Biegu Aktywnych na 5km 15 września.

Jak zwykle przed terminem startu, bardzo wsłuchiwałam się w komunikaty meteorologiczne. Już listopad. Jesienna aura. Czasem zima pokazuje swoje pazurki. Będzie zimno? Deszczowo? Śniegowo? Nieprzyjemnie?
Było przyjemnie, choć chłodno. Ale bezdeszczowo. Z liśćmi na trasie. Nie dało się szeleszcząco szurać, bo wilgotno, bo na wielu odcinkach liście przylegały do podłoża, czasem powodując śliskość nawierzchni. Jednak jesienny kolor się uchował.

Rozkład jazdy komunikacji miejskiej spowodował, że do Dąbrowy Górniczej Gołonóg przyjechałam pociągiem tuż po godzinie dziesiątej. Od dworca, do biura zawodów chyba około trzech-czterech kilometrów. Malowniczą trasą zakątków dobrowskiego rejonu zbiorników wodnych przepięknie okolonych krzewami i drzewami, które właśnie jesienną porą przybierają nostalgiczno-sympatyczne barwy dobrej nadziei. Szelest liści na drzewach i pod nogami pozytywnie nastraja.

Doszłam do  biura, zgłosiłam obecność. I już na początek sympatyczna niespodzianka: w nagrodę za czwarty udział – plecaczek. Miłe.

Przebrać się. Oddać rzeczy do depozytu.

Rozgrzewka.

Dużo ludzi – spostrzegam. Chyba najwięcej z dotychczasowych biegów. Tak – moje spostrzeżenie potwierdza konferansjer. Zgłosiło się ponad sto osób!

Wybija godzina startu. Z linii usytuowanej przy biurze, wybiegamy wzdłuż jeziora, by po kilkuset metrach odbić w lewo. Do parku. Trudno było mi nauczyć się na pamięć wytyczonej trasy, tej pierwszej części. Właśnie parkowej. Mam szczególne zdolności do gubienia się na trasie. Na szczęście jest dzień. /Poprzednio zgubiłam szlak trasy w biegu nocnym/. Wystartowało wielu biegaczy, peleton rozwinięty na tyle długo, że nie pozostaję sama sobie na szarym końcu. Ciągle mam biegaczy przed sobą i podążam za nimi. Nie zgubić się!

Parkowa trasa przesympatyczna: zalesiona, miejscami zwężone ścieżki prowadzące groblami, miejscami bardzo szeroka trasa. Na około czwartym kilometrze przebiega się przez linię startu. Zauważa mnie konferansjer i podkreśla, że się nie zgubiłam.

Teraz odcinek sześciokilometrowy. Linią zbiornika wodnego Pogoria III. Wszyscy, którzy biegli przede mną pomknęli zbyt szybko, bym ich dogoniła. Tę trasę już znam. Już obaw nie mam – na pewno nie pobłądzę. Tylko… czemu inni mnie wyprzedzają??? Wolno biegnę, choć w miarę równe trzymam tempo z prędkością nieco ponad 5’40” na kilometr. Na szóstym kilometrze przegania mnie dwóch panów. Około 600 metrów później – kobieta i dwóch panów.

Czy zaraz zostanę samiutka na szarym końcu?

Usiłuję krzesać z siebie więcej sił. Nie zwalniać. Przyspieszyć? Ciężki oddech, praca rąk. Nie. Bardziej już nie dam rady. Niemal na siódmym kilometrze doganiam kobietę, która wcześniej mnie wyprzedziła. Zastanawiam się, czy zaraz nie wyprzedzi mnie ponownie.

Udaje mi się dogonić jeszcze jednego pana, który wyprzedził mnie za piątym kilometrem.

Ciężko oddycham. Asfalt nie ułatwia biegu. Lekkie wzniesienie potęguje zmęczenie. Mijamy dziewiąty kilometr. Powolutku przyspieszać. Nie zatrzymać się! Biec!

Już słychać nagłośnienie. Już docierają mych uszu gwary z linii mety. W moim kierunku truchtają szczęśliwcy, którzy już ukończyli bieg. Luźno, spokojnie biegną. Dla wyciszenia, ‘wychłodzenia’ – jak ujmują fachowcy – organizmu po ciężkim biegu.

Staram się utrzymać przyspieszające tempo. Jest ono – to przyspieszenie – mikroskopijne. Staram się biec na tyle, by nie dać wyprzedzić się tej, którą wyprzedziłam. Panowie biegnący przede mną i ze mną zrywają się mocnym tempem. Nie – ja tak nie dam rady.

Już widzę linię mety, zegar: właśnie dziewiątka przemieniła się w zero. Czyżbym ponad godzinę już biegła?

Przekraczam linię mety. Czip oznajmia jej przekroczenie na macie elektronicznego pomiaru czasu biegu. Wyłączam stoper i spoglądam na niego: ha! 52’27”. Zatem ta dziewiątka, którą tam widziałam, to nie koniec godziny, a minuty. Jestem 7 i pół minuty przed okrągłą godziną. Wniosek, że dziesiątkę biegam ze średnim czasem 5’30” na kilometr.

Do tego startu starannie przygotowywałam się z planem treningowym na 10km.

Wrócę! – wmawiam sobie – wrócę! Do formy. Do prędkości, kiedy dziesiątkę biegałam dużo poniżej pięćdziesięciu minut.

Zimno, chłodno. Nie rezygnuję z możliwości wzięcia prysznica. Zimna woda. Nie zraża mnie to. Porządnie rozgrzać ciało ręcznikiem. Przebrać się w suchutkie ubrania.

Poczęstunek. Pychotka: pączek i kawa bądź herbata.

Oczekiwanie na wyniki.

Wstępne wskazują: moja niedościgniona rywalka przybiegła kilka minut szybciej. Od pierwszego  biegu tej serii nie potrafiłam jej dogonić. A dziewczyna młodsza ode mnie o 5-6 lat…Jestem 69 na mecie, szósta kobieta, druga w mojej kategorii wiekowej.

Dekoracje. Medale, puchary i nagrody dla pierwszej najszybszej trójki z dzisiaj. Dla kategorii wiekowej – statuetki i nagrody. I – dla zwycięzców całego cyklu biegów: puchary i nagrody.

W Pucharze Biegowym Aktywnych nazbierałam punktów /każdy bieg był punktowany zgodnie z regulaminem/ by stanąć na drugim miejscu. Dla mnie to niezwykłe osiągnięcie.

/zdjęcie pochodzi stąd: aktywndabrowa/

I nadal w sobie czuję niedosyt i chęć dalszych treningów. Osiągnąć lepszy poziom! Szybciej biegać! Mam cel. I bardzo, bardzo chcę go osiągnąć.

Teraz nastaną chwile luźniejszych treningów.

Nie mam planu treningu na najbliższy czas. Nie planuję też w najbliższym czasie startu. Może gdzieś na nowy rok? Na pewno po nowym. Za dużo ludzi sądzi, że mam za sobą maraton. A jeszcze więcej dopytuje: kiedy go przebiegnę…
Trzymam się złotej myśli niegdysiejszego mojego Wielkiego Trenera: małymi kroczkami do przodu. Do celu.

Osiągnę go?

Advertisements

6 thoughts on “Dycha Aktywnych, 4 listopada”

  1. Gratulujemy kolejnego sukcesu:) cieszymy się, że mogliśmy obserwować Pani dążęnia do celu i mamy nadzieję na dalsza znajomość i możliwość kibicowania Pani na dalszych trasach:) pozdrowienia

  2. wydaje mi się że na 5 i 6 kilometrze biegła Pani za mną w bliskiej odległości, potem udało mi się Pani urwać , miałem na sobie niebieską bluzę i obcisłe spodnie do biegania . Tak jakoś z Pani relacji wnioskuje że to właśnie Pani. Pozdrawiam gorąco i zapraszam na półmaraton w Dąbrowie w kwietniu 🙂

  3. jeszcze pytasz 🙂 pewnie że osiągniesz, maraton także przede mną, może na Dębno zdążę się przygotować, Tobie też życzę jak najszybszego ukończenia maratonu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s