Życiówka na Narodowym


Moje przygotowania do Maratonu Warszawskiego (30 września) były ograniczone przez zdrowie. Nie mogliśmy z mężem wykonywać treningów na 100 % ze względu na ból lędźwiowy, który dopadł i mnie i Mariusza. Przygotowania  zaczęliśmy dopiero na początku marca. Mieliśmy duże obawy, co do tegorocznych startów, ale nie poddawaliśmy się: przebiegliśmy w maju Silesia Marathon, na którym zrobiliśmy świetny wynik 4, 33 – czyli zeszliśmy poniżej 4, 46 który był naszym poprzednim wynikiem. Pełni optymizmu dalej trenowaliśmy i wybraliśmy się podczas wakacji na wędrówkę w góry; wtedy zrobiliśmy 230 km  ruszając z Szyndzielni z Bielska do Szczawnicy. Zajęło nam to 12 dni, lędźwie przestały nas boleć a nogi się wzmocniły.  Pomału zbliżał się wrzesień. Pierwszego września wystartowałam w biegu na 15 km w Brzeszczach gdzie w kategorii wiekowej zajęłam 3 miejsce. Tego samego miesiąca 16 przebiegłam półmaraton w Wadowicach w czasie 1: 56: 23 po raz pierwszy biegłam sama i  duma mnie rozpierała. Analizując swoje osiągnięcia miałam nadzieję, że maraton w Warszawie pójdzie mi dobrze a na pewno zejdę po niżej 4:30.

Jak zwykle na maraton zabraliśmy wszystkie nasze dzieci –  nie  dopuszczałam myśli, żeby ich tam nie było. Ja sama chciałam być Bohaterem Narodowego a one chciały zobaczyć stadion. Na starcie zjawiło się 6913 biegaczy, widok niesamowity ja razem z mężem ustawiliśmy się przy tabliczce 4: 15 z myślą, że jak nie damy radę to zwolnimy. Nasze dzieci nam kibicowały wraz z moim kuzynem Michałem i jego żoną Eweliną (dzięki nim mieliśmy zapewniony nocleg i posiłki) stali na starcie i trzymały kciuki. Pan Babiarz odstrzelił start no i ruszyliśmy: najpierw bardzo spokojnie z racji tego, ze dużo nas było.

Sama nie wiem jak minęło 10 km  gdy   zobaczyłam nasze dzieci czekające na nas i machające nam z uśmiechniętymi buźkami, aż mi się przyjemnie  zrobiło na sercu i dostałam skrzydeł u ramion i zaczęłam biec bardzo podbudowana z myślą o moich dzieciach tak kibicujących. To dla nich chciałam dobiec na metę a nie tylko dla siebie.

W pewnym momencie wyprzedziliśmy pacemakera z tabliczką 4: 15 i biegliśmy przed nim parę metrów Mariusz na trasie chciał przyspieszyć i biec jeszcze szybciej, ale ja bałam się, że złapie mnie łydka, którą czułam podczas biegu. Jak były podbiegi to wiele osób szło a ja dalej biegłam. Podczas punktów odżywczych to Mariusz przeważnie je atakował żebym ja nie stawała. Napojów i bananów było pod dostatkiem i sam komfort, że podczas biegu można było skorzystać z toalet postawionych na trasie, pomagał mi biec dalej. Piłam i jadłam i biegłam oczywiście w ramach rozsądku. Z każdym kilometrem byliśmy coraz bardziej zmęczeni miałam kilka kryzysów, że już nie dam rady, może byśmy się przeszli kawałek, ale zaraz te myśli starłam z siebie wyrzucić mówiąc sobie  „organizm cię oszukuje Ania dasz radę już nie daleko do mety” i oto mijamy 30 km i co? – biegnę dalej. Dużo osób szło po 30 km i walczyli ze skurczem. Mariusz mnie ostrzegł, że jak teraz staniemy to on już nie da rady dalej biec, więc robiłam wszystko żeby się nie poddać i walczyłam ze zmęczeniem, ale żeby nie było tak łatwo – dopadła mnie kolka bardzo mocna. Bolało mnie od pasa po same piersi ból był niesamowity nigdy mnie tak nie bolało, aż musiałam zacisnąć zęby, aby biec dalej. Jak już zobaczyłam stadion to pomyślałam „meta” a tu jeszcze ponad kilometr przed nami… wydawał mi się wiecznością chciałam na lewo biec a tu trzeba było zbiec w prawo po łuku i dopiero na stadion gdzie, jak już wbiegaliśmy,  Mariusz złapał mnie za rękę i razem przebiegliśmy metę. Miałam już bardzo dość walki o przetrwanie strasznie mnie bolała wątroba, ale teraz wiem, że warto walczyć o marzenia jestem podwójnym bohaterem. Bohaterem Stadionu Narodowego i zrobiłam życiówkę przebiegłam w czasie 4: 13: 27 netto.

Advertisements

4 thoughts on “Życiówka na Narodowym”

    1. Tak to na pewno będzie jedna z przyczyn bólu w kręgosłupie ale nie jedyna .Nie wiem jak długo biegasz i czy kiedy kol wiek przebadał Ciebie specjalista pod kontem postawy. Ja po pierwszym maratonie czułam się bardzo źle bolało mnie można powiedzieć wszystko od stóp ( powięź) do ramion . Pojechałam się przebadać do Krakowa pod fachowym okiem i okazało się że jestem zrotowana i żebym mogła biegać to muszę mieć zrobione wkładki ortopedyczne (mam zrobione wkładki które są dopasowane do stopy) i dzięki nim biegam i nie czuje już tych urazów które miała w wcześniej. A jeżeli chodzi o lędźwie które nas mnie i męża dopadły to na to pracujemy całe życie i niestety w pewnym momencie dzieje się tak ze nie możemy się ruszyć .Ja żeby móc biegać dalej ,musiałam na jakiś czas zrezygnować z treningów i zaczęłam rehabilitację poszłam na masaże ,nastawianie kręgosłupa i oczywiście odpowiednia postawa przy siedzeniu ( nie można siedzieć na pól leżąco tylko pośladki powinny być dociśnięte do oparcia a na wysokości lędźwi powinien być umieszczony wałek ) kupiliśmy sobie tęż z mężem poduszki profilowane żeby kręgosłup odpoczywał podczas spania. No i nie obeszło się do codziennej gimnastyki która wzmacnia mięśnie przy kręgosłupie i oczywiście lędźwie — dla szanującego się biegacza gimnastyka powinna być jak oddychanie . Pozdrawiam Ania !!!

      1. Ania, dzięki za odpowiedź, jeśli możesz to podeślij mi namiary na tego specjalistę w Krakowie (maila mam na moim blogu). Ja biegam od niedawna, około pół roku i niezbyt intensywnie. Kręgosłup zaś pobolewa mnie od kilku lat. Teraz się jednak ból nasilił i nie wiem czy jest to związane z bieganie czy z jogą, bo zaczęłam ją ćwiczyć mniej więcej w tym samym czasie. Zrobiłam już sobie rtg odcinka lędźwiowego i czekam na wyniki 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s