Pijawki


 Minął miesiąc od mojego startu w maratonie Katowicach. Do tamtej pory nie trenowałam ze względu na dyskopatię, która mnie dopadła. Zaczęłam chorować przed maratonem, ale jeszcze zdołałam się przygotować do startu. Ból był umiejscowiony bardziej w lędźwiach, więc biegać mogłam (miałam problemy tylko ze schylaniem się) a przed startem na wszelki wypadek zażyłam tabletki przeciwbólowe. Maraton ukończyłam z najlepszym moim wynikiem: udało się! Jest życiówka! Niestety po maratonie zaczęłam odczuwać inny ból: zszedł mi niżej do mięśnia a potem do stopy poprzez łydkę; zaczynałam pomału kuleć myślałam, że to chwilowe, ale niestety przeciągało się 😦   Miałam coraz większy problem z prawą noga nie mogłam na niej stanąć nie mówiąc o np skakaniu, więc bieganie odpadło.  Byłam załamana, nie mogłam zebrać myśli myślałam, że to koniec świata… Mój mąż cały czas podtrzymywał mnie na duchu, wspierał, bardzo się o mnie troszczył. Udaliśmy się na zabiegi gdzie się wcześniej leczyłam tam się mną zajęli dali mi odpowiedni zestaw ćwiczeń.

Image

  A później w Warszawie u mojego kuzyna odwiedziłam jego szwagierkę, która… stawia pijawki. Postawiła mi 3 pijawki na lędźwie i dwie na łydkę, gdzie czułam jakbym miała przykurcz. Leżałam z nimi 40 minut i wyobraźcie sobie, że po tej kuracji odczułam bardzo duża ulgę – polecam wszystkim!

Image

Po miesiącu czuję się lepiej, pomału zaczynam wracać do biegania; wybieram się jeszcze na wizytę do kliniki gdzie cały czas mają pieczę nade mną i myślę, że do maratonu w Warszawie zdążę się przygotować.

4 myśli na temat “Pijawki”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s