Silesia Eco Run – relacja


Dzisiaj gościnny artykuł naszej koleżanki Klaudii, jeden z sześćdziesięciu dziewięciu kobiet, które pierwszego kwietnia ukończyły piętnastokilometrowy Silesia Eco Run.
Dziękujemy i gratulujemy!

Z domu wychodziłam o godzinie 6:40.
Aura wydawała się być przychylną pomimo oprószonych bielą drzew i poboczy drogi.
Było chłodno, nie wiał wiatr. Przy takiej pogodzie – pomyślałam – można biegać.
Jakże rozczarowałam się około półtorej godziny później, wysiadając z pociągu w Katowicach-Załężu. Zawiewało, sypał śnieg i deszcz delikatnie zacinał w twarz.
Hm… Trzeba sobie z tym poradzić. Biegało się w gorszych warunkach. – pomyślałam idąc do WPKiW.
To tam dzisiaj odbywał się ‚Silesia Eco Run – bieg na powitanie wiosny 2012’.

Doszłam: Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku, Chorzów.
Na scenie przed ‚Biurem Zawodów’ mieszczącym się w hali ‚Kapelusz’ konferansjer elokwentnie opowiada o bieganiu, zdobywcach medali. W momencie, gdy przechodziłam prowadził rozmowę z kobietą uprawiającą Nordic Walking, rozważając czymże jest ten rodzaj sportu. Wskazując, że to również nie łatwa dyscyplina sportu.

W hali wielu ludzi.

Wypatruję punkty wydawania pakietów startowych, gdzie biegacze identyfikują się wg nadanego przez system numeru startowego. A skąd mam wiedzieć, jaki mam numer, skoro na rejestrowej stronie internetowej nie udostępniono takich danych? Podchodzę z takim zapytaniem do jednej z osób-organizatorów.
 Proszę znaleźć się na listach, które wywieszone są przy wejściu.
Zawracam więc.
Szukam i… nic. Rejestrowałam się podając podwójnie swoje imię, zatem pod „K” powinnam widnieć. Wpłaciłam pieniądze. Również w przelewie to zaznaczyłam. NIE MA MNIE.

Wracam do stolików, poszukując tym razem wyższego rangą koordynatora. Dostrzegam trenerkę z naszych spotkań sobotnich „Biegam bo lubię” – Agnieszkę i ją dopytuję o zaistniałą sytuację.
 Mam problem – mówię do wskazanego przez nią pana – Nie ma mnie na liście startowej.
 hm…
Nim zdążył człowiek cokolwiek odpowiedzieć, mówię dalej:
 Sądzę, że to dlatego, że logowałam się tak, jak zwykle zgłaszam się na wszelkie biegi: podając dwukrotnie imię.
 A! – i podchodzi do laptopa. Sprawdza wg nazwiska. – Tak. Jest. To właśnie dlatego
ta nieścisłość.
 Cóż – nie było w regulaminie punktu zabraniającego takiej formy zgłoszenia. – usprawiedliwiam się.
 Mogła pani w mailu opisać – uprzejmie podpowiada pan, jednocześnie wyszukując karty zgłoszenia w pliku kartek. – Jest. Proszę w tej kolejce się ustawić, dziewczyny wydadzą numer
i pakiet startowy.
 Dziękuję.

Tym sposobem mam wszystko, z wyjątkiem… moich danych na numerze startowym. Cóż…
Niech tak będzie.
Do startu ponad godzina czasu.
Idę się przebrać.
A – przypominam sobie, przechodząc koło stoiska fundacji, która również na stronie biegu reklamowała się informując o swojej akcji. Zbierają nakrętki. Startujący mogą wziąć udział w loterii przynosząc nakrętki, na których mogą wpisać swój numer startowy. Po biegu odbędzie się losowanie upominków.
Biorę w tym udział, wrzucając kilkadziesiąt kolorowych nakrętek. Opisanych 🙂

Przebieram się. Oddaję pozostałe rzeczy do depozytu.
Wychodzę z budynku – a przede mną jakaś znajoma sylwetka. Idzie chłopak z kijkami.
To pewnie Mariusz – myślę i podbiegam przed niego, patrząc mu w twarz. Uśmiecha się, rozpoznawszy mnie.
 Cześć
 Cześć – odpowiadam
 O, chyba sobie poszedłem – mówi. Widzimy właśnie grupę Nordic Walking. Ruszyli.
A on dopiero tutaj.
 Zgubiłem numerek, pomyliłem godziny. Myślałem, że start o jedenastej.
 To idź! – poganiam. Rusza.

Wracam do budynku, odszukuję listę zgłoszonych do rajdu Nordic Walking. Jest! Jest Mariusz
na liście! Powinni go zatem sklasyfikować. Tylko niech na mecie poda swój numer. Myślę.
I wracam na dwór.
Czas najwyższy porozgrzewać się. Robi to już wielu biegaczy.

Konferansjer cały czas opowiada, wspomina, rozmawia z gośćmi.
I nagle
 O! Jest! To trzydziesta druga minuta! Mamy zwycięzcę Nordic Walking. Numer startowy osiem osiem osiem. Wiedziałem, że mnie nie zawiedziesz! – konferansjer zwraca się bezpośrednio
do pierwszego na mecie chodziarza z kijkami. Zaprasza do rozmowy przed mikrofonem.
Niebawem przychodzą drugi, trzecia i … Mariusz! Wystartował ze dwie minuty później niż wszyscy.
I przegonił większość.
Podchodzę bliżej, wołam ”Brawo! Brawo!” i klaszczę.
Wszyscy widzą, że on bez numeru. Mariusz nie zgłasza braku swojego numeru, nie mówi, że jest zapisany, tylko malutkie niedopatrzenie…
Otrzymuje pamiątkowy medal, pakiecik żywnościowy. I idzie sobie. Taki incognito.
Doskonale wiem, że wygrałby to. Jest dobry w takich wyścigach.

Wracam do swoich przebieżek, rozciągania, rozgrzewki. Gdzieś tam dopatruję znajomą sylwetkę: to Wiesiu 🙂
Dziesięć minut przed startem ogólna rozgrzewka prowadzona przez profesjonalistkę – przed mikrofonem, ze sceny.
Początkowo gubię się. Brak mi koordynacji, ale dziewczyna jest niesamowita, muzyka dodaje odwagi i w jakimś stopniu ułatwia poruszanie się. Rozgrzewka doskonała!!! Rewelacja. Sama bym tak nie potrafiła.

Za cztery minuty jedenasta.
Ustawiamy się na linii startu. Wśród ludzi znalazł się kolega z BBL – ‚Witosław’.
Zagaduje o moje plany biegowe. hm… Co mam odpowiedzieć?…
On ma zamiar ukończyć bieg w czasie 1h25′.

Dyrektor biegu informuje, że zgłosiło się ponad siedmiuset biegaczy. Mówi o innych sprawach.
Na dziesięć zdań oddaje mikrofon startującemu górnikowi
 Uczcijmy minutą ciszy tragedię z Przybędzy. Odjechali moi koledzy-górnicy na ostatnią szychtę… – mówi łamiącym się głosem. Opowiada o twardych charakterach pracowników kopalń.
Dostosowujemy się do okoliczności.
Po tym jeszcze dwa zdania dyrektora. I tuż przed startem jeszcze konferansjer podpowiada:
 Pamiętajcie o starych zasadach: wyprzedzać na płaskim, na podbiegach skracać krok,
na zbiegach wydłużać
Strzał – i start!

Ja stoję gdzieś w jednej trzeciej, w początkowej fali biegaczy. Z tego też powodu wielu biegaczy mnie wyprzedza. Nie dać ponieść się tłumowi! – mówię sobie w myślach – Biec swoim tempem!
Wdech, wydech, wdech, wydech. I do przodu.
Pierwszy kilometr troszeczkę pod górkę, mały zbieg, podbieg, dłuższy zbieg.
Pięciokilometrowa pętla ma więcej zbiegów. I dobrze. Chociaż ta niewielka ilość podbiegów męczy.
Pierwsza pętla w spokojnej aurze. Około ponad 25 minut zajęło mi jej pokonanie. Początek szóstego kilometra. Zrywa się wiatr. Od czasu do czasu prószy drobny śnieżek. W okolicach ósmego kilometra: śnieżyca. Piękne grube płaty. Prosto w oczy trafiają, ale są delikatne. Wystarczy rękawiczką przetrzeć i już
w porządku. Momentami zrywa się silniejszy wiatr. I wtedy gorzej się biegnie.
Dobrze, że tyle zbiegów. Na zbiegach wydłużyć krok – przypominam sobie słowa konferansjera.
To działa! Teraz ja wyprzedzam!
Zaczynam ostatnią pętlę. Początek trudniejszy. To już ponad pięćdziesiąta piąta minuta biegu. Podbiegi.
Ale potem, pomimo pięknie sypiącego śniegu, zawiewającego w oczy, te zbiegi! To one mnie ratują
na trasie. To na nich nadrabiam. To w takich momentach, nie wiem sama skąd czerpiąc siły – biegnę! Niemal pędzę, ale utrzymując w miarę równe tempo trzeciego etapu mojego biegu. By starczyło sił na finisz,
by ukończyć bieg. Właśnie wyminęłam Witka. Jakim cudem? Naprawdę nie wiem.

Czternasty kilometr wydaje się najcięższym dla mnie. Ale nie poddaję się. Nie pozwalam się wyprzedzać. Wyrównuję w miarę możliwości oddech, zmuszam się do podbiegu pod niepozorną, ale jednak na tym etapie trudną górkę i zbieg. Szybciej, dłuższy krok! Ostatnie pięćset metrów. Po niby równym-płaskim, a jednak mięśnie nóg odczuwają wzniesienie. Ciężko. Wyprzedza mnie dwóch biegaczy, dziewczyna w białej koszulce cały czas biegnąca przede mną przyśpiesza. Skąd ma tyle siły? Myślę, usiłując naśladować jej atak. Udaje się!
Słyszę: numer 578, K.K z K – zapowiada spiker.
Dobiegłam! W tej śnieżycy – swoją drogą pięknej! – w tym wietrze.
Godzinę. Dwadzieścia trzy minuty, szesnaście sekund.
Źle. Ale przebiegłam.

Ostatnie dane: ukończyło bieg 481 biegaczy. Ostatni przybiegł w 1h57’58”, najszybszy ponad godzinę wcześniej – bieg ukończył w 52 minuty 50 sekund. Co za tempo!

Reklamy

2 thoughts on “Silesia Eco Run – relacja”

  1. Wybacz, ale stwierdzenie „pierwszy km troszeczkę pod górkę” i skwitowanie czasu na mecie „źle” to jednak biegowa kokieteria. Pierwszy podbieg na tej trasie nie jest wcale mały, a w kwestii czasu: zajęte miejsce 26 / 69 jednak świadczy o tym, że jest to dobry wynik, szczególnie przy takiej pogodzie. No chyba, że jesteś profesjonalistką.

    Kokieterię skwituję więc zapewne oczekiwaną ale też – jak najbardziej – uczciwą pochwałą: „Dobry wynik! W takich warunkach tylko pozazdrościć!”. Do zobaczenia na biegowych trasach!

    A! W formularzu danych na stronie biegu jak byk stoi „Imię” 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s