Jak ty to robisz, że znajdujesz na czas na bieganie? Dodatkową godzinę mam zawsze w kieszeni.


 

 Jak ty to robisz, że znajdujesz  na czas na bieganie? Dodatkową godzinę mam zawsze w kieszeni.

Najpierw dzieje się ciekawość. Potem czujesz jej smak. Apetyt wzrasta z każdym pokonanym kilometrem i świadomością, że twój organizm może coraz więcej, czujesz, że cię stać. W tych wszystkich etapach jest znacznie więcej twojej woli i pracy, niżeli tego co dostajesz za dramo. Ale ta wola, się opłaca. Z czasem czujesz się lepiej. Czujesz się silniejszy. Pewniejszy. Dla siebie ważny. I czujesz, że inni chcą biec obok ciebie. Na biegowej ścieżce i w życiu.

Bieganie to ciało i myśli. Głowa, przede wszystkim. Bez niej daleko nie zabiegniesz, bo szybko zapali ci się czerwone światło z napisem: gdzie podział się mój czas? Nie ten z przebieżki, mierzony sprawnym okiem sportowego zegarka, ale ten z codzienności – zwykły, jaki gonimy by w dwudziestu czterech godzinach spakować swój cały dzień. Tak jak pakujesz rzeczy do plecaka przygotowując się do górskiej wycieczki, tak zapakuj w codzienność dodatkową godzinkę i poświęć ją tylko na trening. Uwierz, to jest możliwe! I wcale nie jest ku temu potrzebny plecak ze stelażem. Wystarczą dobrze spakowane w głowie myśli.

Znajdź jeden malutki punkt radości w poniedziałku. Potem dołącz do niego środę, w sobotę zrób sobie wolne. Kolejny tydzień uzupełnij o wtorek, czwartek i piątek. Wytrzymaj w tym biegowym rytmie. Miesiąc. Potem będzie brakowało ci tylko niewykonanych treningów, a nie czasu na nie. Czas, jest wszędzie tam gdzie kładziemy go obok, wykonując masę innych czynności jakie go pochłaniają, a które możemy skrócić. Jakich nie jesteśmy nawet świadomi, że czerpią z nas chwile, które moglibyśmy przeżyć znacznie piękniej niżeli biernie zapychając nimi kieszenie.

Nie mam czasu na oglądanie telewizji.

Nie mam czasu na tkwienie w sieci, kiedy buty wołają: na dwór, biegać!

Nie mam czasu na rozrywkowe, weekendowe zakupy, na długie kolejki w supermarkecie.

Nie mam czasu czekać na słońce, bo pogoda jest zawsze.

Nie mam czasu na makijaż, bo pada deszcz. A ja lubię biegać w deszczu.

Nie mam czasu na prasowanie ubrania rano, bo przygotowałam je już wczoraj wieczorem.

Nie mam czasu na posiłki typu fast-food, bo z nimi biega się wolniej.

Nie mam czasu na czekanie na autobus, kiedy chcę podjechać  kilka kilometrów. Zakładam buty i biegnę. W cenie biletu mam pyszne ciastko, poza tym jakie czeka w domu i którym sycę się codziennie wieczorem, zasypiając obok.

Nie mam czasu na myśli o bieganiu.

Bo biegam.

Mam czas na przyjaźnie. To bieganie nauczyło mnie systematyczności, lepszej organizacji dnia, wykorzystywania każdej wolnej chwili. Pokazało mi wiele pięknych znajomości, na które znajduję chwile, bo często biegamy wspólnie z przyjaciółmi. Bieganie daje mi znacznie więcej czasu, niżeli zabiera, porządkując myśli i zasilając endorfinami. To najlepszy specyfik na pozimową depresję, kiedy jeszcze nam zimno, a kiedy już bardzo czekamy na słońce. Biegacz nigdy nie czuje się pozimowy, bo rzeźbi w sobie łaknienie ruchu w każdym kolejnym treningu. Nawet jeśli jest misiem, to tylko polarnym. Takim, który lubi ryby, choć niekoniecznie odmawia sobie słodkości. Samo bieganie jest soczyste i pyszne. To odczucie płynności myśli, miłego zmęczenia ciała. Energii. Wewnętrznej radości.

Pomyśl, ile czasu spędzasz przy biurku.

Pomyśl, ile zajmuje Ci poranna toaleta, a ile mogłaby zająć.

Pomyśl, czy możesz położyć się spać pół godziny wcześniej albo czy nie jest możliwe obudzić się zanim zadzwoni budzik. Z czasem, wejdzie ci to w nawyk.

Pomyśl, czy koniecznym jest oglądanie kolejnego filmu, czy wertowanie stron w internecie. Pomyśl, ile czasu spędzasz w korkach i czy czasami nie warto zrobić kilku kilometrów dojazdu do pracy, biegnąc.

Pomyśl, czy przyjaciele nie mieliby ochoty na ruch, zamiast na kolejne spotkanie w knajpce.

Pomyśl, jak będzie cieszył się pies, kiedy zafundujesz mu trochę ruchu na świeżym powietrzu, łącząc jego spacer z twoją przebieżką.

Pomyśl, ile dodatkowych chwil znajdziesz dla miłości, kiedy wspólnie z połówką zaczniecie dzielić czas z bieganiem.

Pomyśl, tylko przez kilka minut. Ile zajęło ci to czasu? Zawiąż buty i biegnij!

Dodaj te wszystkie „oszczędności” i wykorzystaj na bieganie. Rano, wieczorem, po południu. Znajdź swoją odpowiednią porę, na początku będzie to testowa przestrzeń. Potem, zaczniesz łaknąć ruchu coraz mocniej. Organizm podpowie ci, która pora jest dla ciebie najlepsza. Zaufaj sobie. Zaufaj swojemu ciału, kształtuj duszę. Wtedy przestaniesz już myśleć o tym, czy znajdziesz czas na bieganie. Ten czas będzie wpisany w Twój dobowy rytm, tak jak: jedzenie, praca, sen. Jeśli znajdziesz czas na odrobinę ruchu, to znaczy, że znalazłeś przepis nie tylko na zdrowe ciało, ale także na piękny umysł.

Aleksandra Janiszewska, treningbiegacza.pl

Reklamy

Autor: Ola

Codzienność dzielę z bieganiem, kolarstwem górskim i pływaniem. Jestem wiernym miłośnikiem muzyki, jazzowych maratonów i ciepłych, miękkich nut. Fotografia, poezja, pisanie to poza sportowe pasje. Sądzę, że najlepszą pożywką mózgu jest jego dziki stan, bo wtedy świat dzieje się bardziej intensywnie. Z wykształcenia marketingowiec, w życiu „łamigłówek” i pasjonatka ruchu. Ludzie i ich świat, są dla mnie ważni. Redaktor treningbiegacza.pl , członek Yacht Klub Polonia Malmö w Szwecji, współorganizator koncertów muzycznych i zlotów żeglarskich.

2 thoughts on “Jak ty to robisz, że znajdujesz na czas na bieganie? Dodatkową godzinę mam zawsze w kieszeni.”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s